Co dalej z rodziną Szukielów okaże się już 16 czerwca; wtedy odbędzie się rozprawa z Sądzie Okręgowym, po której będzie już pewne jaki dalszy los czeka cała rodzinę.
Przez całe przedpołudnie czekałam na jakąkolwiek wiadomość. W końcu dzisiaj już wtorek,a właściwie środa,- patrzę na zegarek - jest pierwsza w nocy,wybory się skończyły,więc nie ma przeszkód ,żeby ktoś zajął się sprawą mojego synka i sprowadził go do nas, do mamy i siostrzyczki.
Prywatne przedszkole miało zapewnić dzieciom komfort i wysoki poziom opieki. Jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Zaniepokojeni rodzice przedszkolaków opowiedzieli UWADZE! o swoich koszmarnych doświadczeniach związanych z pobytem w jednym z poznańskich przedszkoli.
Dorota i Artur Szukielowie dostali od nas i Stowarzyszenia „Damy Radę” bardzo dużo. Wsparcie, pomoc prawną i wiele wskazówek, jak przekonać sąd rodzinny, że czwórka dzieci powinna wrócić do rodzinnego domu.
W połowie maja rodzice posłali 3,5-letnią Nikolinę do sklepu. Jak twierdzą państwo Szukielowie, po chwili mieli do niej dołączyć. Dziecko jednak zginęło. Odnalazło się następnego dnia na pijackiej melinie. Po tym incydencie sąd postanowił zabrać rodzicom Nikolinę oraz trojkę starszych dzieci.
Przeczytałam artykuł w "Agorze" jak radził "forumowicz" (apropos gratuluję źródeł informacyjnych i polotu) i.... muszę przyznać, że mojemu mężowi udało się mnie jeszcze czymś zaskoczyć. Podziwiam jego inwencję twórczą i fantazję desperata. On i jego rodzice posunęli się jednak już trochę za daleko.
"Będziemy walczyć o nasze dzieci. Nie oddamy ich do żadnej placówki. Rodzina zastępcza nigdy nie będzie lepsza, niż rodzina biologiczna" - tymi słowami do swoich racji przekonywali nas rodzice z Białegostoku, którzy w ubiegłym tygodniu skontaktowali się z nami prosząc o pomoc.
Wczoraj w ciągu kilku godzin ukazały się komentarze dotyczące wszystkich moich wpisów na blogu. Nie byłoby w tym nic zaskakującego, gdyby nie fakt, że pochodzą one od dwóch osób i oczywiście wszystkie są negatywne.
Aktor, którego reżyserzy lubią obsadzać w rolach drani. Gra ich tak sugestywnie, że niektórzy z widzów mają go za drania. Ci, którzy go znają mówią o nim – cierpliwy, przychylny innym człowiek.
Dzisiaj odwiedził nas bułgarski Pan Konsul z rodziną. Bardzo sympatyczni ludzie. Obejrzał dom,rozmawiał z Nikoletką, później ze mną. Myślę, że obiektywnie spojrzał i ocenił naszą sytuację bytową, jak również kondycję psychiczną córeczki.
Mój mąż od mojego powrotu do Polski gnębi mnie i moją rodzinę telefonami. Nie dzwoni po to,żeby porozmawiać o naszym problemie, czy poszukać wspólnie jakiegoś rozwiązania. Krzyczy,wyzywa,straszy,że Pawełka nigdy nie zobaczę,a Nikolę i tak mi odbierze.
Wiktorek urodził się zdrowym dzieckiem. W wieku niecałych trzech lat lekarze zdiagnozowali u niego białaczkę. W ciągu 1,5 roku przeszedł siedem chemioterapii, które bardzo wyniszczyły jego organizm. Po wyczerpującym leczeniu choroba nie ustąpiła. Jedynym ratunkiem dla dziecka okazał się przeszczep szpiku kostnego.
- Każdemu się to może zdarzyć, gdy w grę wchodzą emocje - mówi skazany za zabójstwo Jerzy Skrodziuk o tym, że z jego ręki zginął mąż jego kochanki. Tutaj obejrzysz niepokazane w wyemitowanym w telewizji reportażu fragmenty rozmowy z Jerzym Skrodziukiem.
Tak o zamordowanym przez siebie mężu swej kochanki mówi Jerzy Skrodziuk. Skazany na 25 lat więzienia, po raz pierwszy mówi o zbrodni, jej przyczynach i o swoich planach na przyszłość.
Dorota ciągle jest pod wpływem środków uspakajających. Artur już się pogodził, że dzieci są w domu dziecka. Kolejny raz deklaruje, że zrobi wszystko, by jak najszybciej przekonać sąd, by jego dzieci wróciły do domu.
Kolejny dzień czekania. Czemu nikt nic nie robi? Wszyscy mi mówią, że przed wyborami do parlamentu europejskiego nikt się nie będzie wychylał. Bo nacjonaliści są silną frakcja w Bułagarii, a przed wyborami nikt nie chce ryzykować utraty głosów. A co mnie to obchodzi? Dlaczego mój syn ma cierpieć, bo polityka jest na pierwszym miejscu? Na szczęście wybory w niedzielę. Potem już nic nie będzie stało na przeszkodzie, by odzyskać Pawła. Jeszcze kilka dni.
W połowie maja rodzice posłali 3,5-letnią Nikolinę do sklepu. Jak twierdzą, po chwili mieli do niej dołączyć. Dziecko jednak zginęło. Odnalazło się następnego dnia na pijackiej melinie. Po tym incydencie sąd postanowił zabrać rodzicom Nikolinę oraz trojkę starszych dzieci. Do czasu rozprawy o pozbawienie praw rodzicielskich, rodzeństwo miało przebywać w rodzinie zastępczej. Rodzice, chcąc uchronić się przed utratą dzieci, uciekli z Białegostoku. Przyjechali szukać pomocy do Warszawy. Zwrócili się do UWAGI!. Reporter Maciej Wójcik, dzień po dniu opisuje swoje kontakty z rodziną. Czy rodzice zdecydują się wrócić do Białegostoku i oddać dzieci? Co postanowi sąd na rozprawie?
Centrala Zakładu Ubezpieczeń Społecznych stanęła w jednej z bardziej prestiżowych dzielnic stolicy, na warszawskim Żoliborzu. Kosztowała 189 mln zł! ZUS przekonuje jednak, że wydając te pieniądze zaoszczędzi, bo dzięki inwestycji nie będzie musiał wydawać 2 mln zł rocznie na wynajem potrzebnych mu budynków.
Wystartowaliśmy z Warszawy o 7.30. Oprócz rodziny Nikoli jedzie z nami Beata Mirska ze stowarzyszenia „Damy radę”. Im bliżej Białegostoku Artur i jego gromadka są coraz bardziej spokojni. Około 11 jesteśmy na miejscu.
Po ulicach Stawigudy przez kilka godzin jeździł samochodem pijany kierowca. Straszył ludzi, że ich potrąci. Nikt nie zareagował, nikt nie powiadomił policji, aż do czasu gdy jego wyczyny skończyły się tragedią.
Spotykamy się na parkingu w Wilanowie. Dorota i Artur zdenerwowani, pala papierosy. Czwórka ich dzieci biega między samochodami i po trawniku. Artur próbuje mnie przekonać, że decyzja sądu o odebraniu im dzieci, to kara.
Barbara Barnaś – Vasilev od ponad roku walczy o odzyskanie swoich dzieci, które uprowadził ojciec Bułgar. W marcu bułgarski sąd prawomocnym wyrokiem przyznał matce opiekę nad dziesięcioletnią Nikolettą i siedmioletnim Pawłem. Ojciec nie chciał jednak dobrowolnie oddać dzieci. Dziewczynkę udało się odbić, ale chłopiec zniknął. Czy siedmioletni Paweł jest z ojcem? Czy matce uda się odzyskać syna? Tylko na stronach UWAGI! Barbara Barnaś – Vasilev prowadzi dziennik, w którym opisuje swoją dramatyczną walką o dzieci.
Grupa mieszkańców podwarszawskiego Konstancina protestuje przeciwko wytwórni mas bitumicznych czyli popularnego asfaltu. Tylko betonowy płot dzieli wytwórnię asfaltu od dwóch szkół i kompleksu boisk sportowych. Zakład powstał bez konsultacji z mieszkańcami i lekarzem uzdrowiska Konstancin. Wytwórnia powstała legalnie za zgodą władz samorządowych na terenie przeznaczonym na działalność usługową o niskiej uciążliwości. Jednak czy wytwórnia asfaltu może być nieuciążliwa?
„Rodzice NIKOLI uciekli z Białegostoku. Jadą do nas. Musimy pomóc tej rodzinie" - taka wiadomość dotarła do mnie tuz po 20-ej. Dopiero po chwili skojarzyłem o jakiej Nikoli jest mowa. Pierwszy, drugi telefon do ojca dziewczynki. W tle cały czas słychać, krzyki i płacz dzieci.