Dlaczego pan Robert nie może opuścić ośrodka? Wracamy do sprawy

Dlaczego pan Robert nie może opuścić ośrodka? Wracamy do sprawy
Dlaczego pan Robert nie może opuścić ośrodka? Wracamy do sprawy
Schorowany pan Robert zniknął kilka miesięcy temu. Martwili się o niego przyjaciele i sąsiedzi. Jak się okazuje mężczyzna od września przebywa w prywatnym ośrodku opieki, którego nie może opuścić. Dlaczego? I kim jest tajemniczy kuzyn, który o wszystkim decyduje?

Wracamy do naszego śledztwa sprzed dwóch tygodni, kiedy zgłosił się do nas Leszek Żłobiński. Mężczyzna prosił, abyśmy pomogli mu odnaleźć jego niepełnosprawnego przyjaciela, z którym nie miał kontaktu od września.

Pan Leszek bał się, że jego przyjaciel mógł zostać wykorzystany przez kuzyna, który miał zabrać niepełnosprawnemu dokumenty, pieniądze oraz mieszkanie.

- Pan Robert był i zniknął. Narzekał strasznie na kuzyna, że robi z niego wariata, że zabrał mu pieniądze – mówiła nam jedna z sąsiadek pana Roberta.

Od 4 miesięcy nie ma z nim kontaktu. Czy były policjant przejął kontrolę nad życiem pana Roberta?
Od 4 miesięcy nie ma z nim kontaktu. Czy były policjant przejął kontrolę nad życiem pana Roberta?
Pan Robert zniknął i od czterech miesięcy nie ma z nim kontaktu - wcześniej skarżył się, że czuje się osaczony. Czy to możliwe, że były policjant, przejął kontrolę nad pieniędzmi mężczyzny, jego mieszkaniem i życiem? 

W trakcie realizacji reportażu odkryliśmy, że ów tajemniczy kuzyn to były funkcjonariusz policji, który zajmował tam kierownicze stanowiska. Mężczyzna miał przejąć pełną kontrolę nad życiem niepełnosprawnego. Odizolować go i ukryć bez śladu.

Dlaczego zabrał panu Robertowi dostęp do konta bankowego? Dlaczego zabrał mu dokumenty tożsamości? Dlaczego wydzielał mu pieniądze? Dlaczego zlecił remont w mieszkaniu mężczyzny?

- Nie będzie pan mógł rozmawiać z panem Robertem i tyle – usłyszał nasz reporter Maciej Dopierała od byłego policjanta.

Pan Robert trafił do ośrodka pod osłoną nocy?

Po emisji reportażu zgłosiło się do nas wielu widzów, których poruszyła historia pana Roberta. Wśród nich były dwie byłe pracownice prywatnego domu pomocy na Śląsku.

„Dzwonię w sprawie reportażu o panu Robercie z Chorzowa. Wiem, gdzie przebywa. Tak nie może być, żeby osoba była przetrzymywana w ośrodku wbrew swojej woli. Nasza szefowa bardzo dobrze wie, że sprawa jest nie do końca uczciwa” – powiedziała kobieta.

Według naszych informatorów Robert miał trafić do prywatnego ośrodka pod osłoną nocy. Byłe pracownice mówią nam, że nigdy nie spotkały się z takim przyjęciem pacjenta do ośrodka.

Pan Robert miał być wystraszony i zagubiony. Nie miał ze sobą żadnych rzeczy osobistych ani ubrań. Nie miał też telefonu. Według byłych pracownic kuzyn powiedział, żeby w razie problemów dzwonić prosto do niego i zakazał dawania telefonu Robertowi.

„Myślę, że pan Robert się go boi”

Spotykamy się z byłą pracownicą ośrodka. Kobieta nie chce pokazać swojej twarzy, bojąc się zemsty ze strony kuzyna pana Roberta, byłego policjanta. Czy według kobiety panu Robertowi trzeba pomóc?

- Oczywiście, że potrzebuje pomocy. Pan Robert zaczął się otwierać i opowiadać o tym, że musi być w ośrodku, bo kuzyn mu każe. Myślę, że pan Robert się go na pewno boi. Jak jest przy nim, to widać u niego strach zawsze. Wprost o tym mówi – opowiada nam była pracownica.  

Była pracownica ośrodka, tuż przed swoim odejściem z pracy, nagrała kilka rozmów z niepełnosprawnym Robertem. Gdy ten czuł się bezpiecznie, bez nadzoru kuzyna, opowiedział, jak jest przez niego traktowany, jak się go boi, jak ten wykorzystał go finansowo.

„Bałem się tobie powiedzieć, że mnie był. Bił mnie, bo się go nie słuchałem, bo byłem u kolegi w Świętochłowicach. Nie mam nic do powiedzenia. (…) Bałem się go. Nie mogłem z nikim rozmawiać, z nikim się kolegować, muszę być sam” – mówi mężczyzna na nagraniu.

„To, co on powie, to ja mam go słuchać i koniec. On wszystkim dyryguje. Ja nie mam kompletnie nic, a oficjalnie mam wszystko. Nie mam pieniędzy, nie mam auta, nie mam garażu. Miałem oszczędności, miałem trzy mieszkania” – opowiada dalej.

Dlaczego pan Robert jest odizolowany?

Po kilku dniach zgłaszają się do nas kolejne byłe pracownice ośrodka. Kobiety są zbulwersowane tym, w jaki sposób traktowany jest niepełnosprawny Robert przez swojego kuzyna. Mimo iż nie jest on ubezwłasnowolniony, nie może opuszczać budynku, nikt nie może go odwiedzać bez nadzoru byłego policjanta.

- Jest zamknięty, żeby go odizolować i żeby to wszystko nie wyszło na jaw – uważa była pracownica. I dodaje: - To jest straszne, żeby tak potraktować niepełnosprawnego człowieka i zostawić go samego sobie.

Kobieta dodaje, że mężczyzna podczas pobytu w ośrodku nigdy nie miał przy sobie ani swojego dowodu osobistego, ani żadnej gotówki.

- Robert jest smutny, jak opowiada o swoim kuzynie i o tym, że musi być w tym ośrodku. Myślę, że on tęskni za swoim poprzednim życiem. Cały czas opowiada, jak chodził sobie na mecze, na pizzę, jak spotykał się ze znajomymi – opowiada nam była opiekunka.

„Fajne życie miałem, ale jak on się pojawił, to się to skończyło. Chodziłem na siłownię, na sztuki walki, miałem pieniądze. A jak się on pojawił, to nie mam nic. (…) Jakby go nie było, to bym odpoczął psychicznie. Wyszedłbym sobie do parku, posiedzieć, powdychać świeżego powietrza” – mówi na nagraniu pan Robert.

Była pracownica ośrodka mówi, że pan Robert, od momentu kiedy trafił do ośrodka we wrześniu, ani razu nie opuścił budynku.

- Nie mógł nawet wyjść na spacer. Cały czas siedział w środku – mówi kobieta.

„Kuzyn wmówił mu, że trafi do więzienia”

Gdy słucha się nagrań rozmów z panem Robertem, uderzające jest to, jak bardzo jest zmanipulowany i zagubiony.

- Widziałam, jak rozmawiają ze sobą szeptem, zawsze szeptem. A jak wchodzi jakaś opiekunka, to jest nagle cisza. Kuzyn nim manipuluje, to widać gołym okiem. Robert jest zmanipulowany i wystraszony. On jest takim łatwowiernym człowiekiem, a kuzyn wmówił mu, że Robert popełnił jakiś czyn zabroniony i musi być w tym ośrodku. Albo w ośrodku, albo w więzieniu – opowiada była pracownica ośrodka, w którym przebywa pan Robert.

„Niby ma być sprawa karna, ale ma być zlikwidowana. Do więzienia miałbym iść, bo niby wpuściłem tę dziewczynę do mieszkania, że pozwoliłem, że coś tam robili. Ale to jest w ogóle prawda? Ja nie widziałem żadnej dziewczyny, to jest niemożliwe. Kuzyn tak mi powiedział, a ja nic nie wiem” – opowiadał pan Robert opiekunce na jednym z nagrań.

Przedstawiono mu wiele różnych wersji, dlaczego musi być w ośrodku. Raz, alternatywą dla ośrodka ma być więzienie. W kolejnym nagraniu kuzyn ma go straszyć przymusowym odwykiem i odebraniem renty alkoholowej. Mimo że pan Robert nie ma problemu z alkoholem i nigdy nie leczył się z tego powodu. Odcięty od świata poza ośrodkiem, internetu i znajomych pan Robert nie wie, w co ma wierzyć i żyje w ciągłym strachu, jaka będzie jego przyszłość.

„To jest krętacz, jak z nim rozmawiasz, to nie wiesz, czy jest dzień, czy noc. (…) Mówił: Ty mnie musisz słuchać, bo to musi być na moich zasadach, bo zaraz gdzieś indziej wylądujesz, w więzieniu albo gdzieś inaczej” – opowiadał pan Robert byłej opiekunce.

„On stwierdził, że muszę tutaj [w ośrodku opieki – przyp. red] być półtorej roku jako odwyk alkoholowy. Dał mi do podpisania dokumenty, teraz jeszcze ma być sprawa, że mogę być do końca życia w tym ośrodku” – mówi pan Robert i przyznaje, że nigdy nie leczył się z alkoholizmu.

„Jak można tak zniewolić człowieka?”

Razem z panem Leszkiem udaliśmy się do ośrodka, w którym przebywa pan Robert. Chcieliśmy spotkać się z mężczyzną i z nim porozmawiać. Jak poinformowały nas jednak pracownice ośrodka, kuzyn pana Roberta nie wyraził na to zgody, gdy te do niego zadzwoniły. 

Pan Robert nie jest ubezwłasnowolniony, a mimo to bez zgody, nadzoru i obecności byłego policjanta nie możemy się z nim spotkać.

Pan Leszek mógł zobaczyć swojego kolegę tylko przez okno.

- Smutny był, przecież nie płakał z radości – mówi pan Leszek po spotkaniu z Robertem, którego widział tylko przez szybę. I dodaje: - Jakiś tam policjant może zrobić z człowiekiem wszystko? Może zniewolić człowieka? Załatwić sobie prywatne więzienie?

Były policjant: Nie mam sobie nic do zarzucenia

Kilkadziesiąt minut później pod ośrodkiem pojawił się wezwany przez dyrektorkę tajemniczy kuzyn. Reporter Uwagi! chciał z nim porozmawiać o sytuacji niepełnosprawnego mężczyzny.

- W sprawie Roberta nie mam sobie nic do zarzucenia – oświadczył były policjant.

- Nie straszyłem nigdy mojego kuzyna. Nigdy nie było takiej sytuacji – powiedział i zaprzeczył, że kiedykolwiek mówił panu Robertowi, że trafi do więzienia.

- Jaki miałbym mieć w tym interes? – dodał mężczyzna.

Były policjant, zasłaniając się wolą Roberta, nie chce pozwolić nam na swobodną rozmowę z niepełnosprawnym. W trakcie naszych negocjacji pojawia się ochrona i wyprowadza nas z terenu ośrodka.

- Stróż prawa, były stróż prawa, który powinien świecić przekładam, a robi coś takiego i to jeszcze osobie niepełnosprawnej. To się nie mieści w głowie – mówi była pracownica ośrodka.

Mimo naszych wielokrotnych próśb prokuratura badająca tę sprawę nie chce się z nami spotkać przed kamerą i wyjaśnić okoliczności przetrzymywania pana Roberta poza domem oraz roli, jaką pełni w tej historii jego kuzyn i inne osoby korzystające, bądź zajmujące się majątkiem odizolowanego mężczyzny. Do sprawy będziemy jeszcze wracać.

podziel się:

Pozostałe wiadomości