- To był 4 września 2023 roku, moje 14. urodziny i dzień, kiedy miałem pierwszy dzień szkoły, mojego technikum – opowiada Jakub. I relacjonuje: - Nagle usłyszałem huk, wstałem z łóżka i zobaczyłem, że na balkonie nie ma płyty, nachyliłem się i zobaczyłem nieprzytomnego tatę, leżącego na ziemi na samym środku ulicy.
Feralnego poranka w domu była także siostra Jakuba.
- Zaczęłam krzyczeć: „Nie! Tato!”. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że leży tam też mama, ale była już cała w krwotokach – wspomina Weronika.
- Słyszę ten huk w każdym dźwięku. I do tego widok mamy z ręką w górze, bo tylko na tyle miała siłę – dodaje.
Balkon zarwał się pod ludźmi
Do tragedii doszło w Sosnowcu przy ulicy Czystej około godziny 6. Balkon, na którym była pani Sylwia i pan Robert, osunął się i zatrzymał piętro niżej. Małżeństwo spadło z kilkunastu metrów wprost na ulicę. Kobiety nie udało się uratować, pan Robert obudził się szpitalu po ponad dwóch miesiącach śpiączki.
- Miałem dziurę w głowie. W przedramię mam wstawiony tytan. Z tytanu mam też zrobioną kostkę i piszczel. Mam kręgosłup ustabilizowany na 15 wkrętach i pręcie tytanowym – opowiada mężczyzna.
- Bałam się o niego. Miał zmiażdżone płuca, oddychała za niego maszyna. Dostawał różne leki, pojawiła się sepsa, która była dla niego bardzo dużym zagrożeniem – wspomina Weronika.
- Jak się wybudziłem, to pomyślałem, że miałem wypadek samochodowy. Nie wiedziałem, że moja żona zginęła – opowiada pan Robert.
Starania o remont balkonu
Rodzina mieszkała 10 lat w kamienicy przy Czystej. Kiedy się wprowadzali, komunalny lokal był w fatalnym stanie. Pan Robert sam go remontował.
- Ale nie mogłem wyremontować balkonu, bo jest częścią elewacji, a to nie należy już do lokatora – zaznacza mężczyzna.
- Bezspornie ustaliliśmy, że pan Robert wielokrotnie ustnie zgłaszał konieczność przeprowadzenia remontu balkonu, zawsze spotykał się jednak z odmowami – mówi Damian Kabała z Prokuratury Rejonowej w Sosnowcu.
- Nikt nie mówił, żeby tam nie wchodzić. Zabezpieczyłem go farbą chlorokauczukową. Zrobiłem też lekką konstrukcję z parasola, żeby nie padał na niego deszcz – opowiada pan Robert. I dodaje: - Mieszkałem tam ileś lat i niepokój został ugaszony.
Kamienicą zarządzał Miejski Zakład Zasobów Lokalowych w Sosnowcu, na którym spoczywał obowiązek bieżącej kontroli stanu technicznego budynku, w tym balkonów. Zaraz po tragedii prokuratura wszczęła śledztwo, początkowo w kierunku spowodowania katastrofy budowlanej.
Biegły stwierdził, że bezpośrednią przyczyną urwania płyty była betonowa nadlewka, która zwiększyła ciężar płyty balkonowej. Kto i kiedy zrobił feralną wylewkę? Nie wiadomo. Ale były także inne przyczyny.
- Chodzi o zardzewiałe elementy nośne balkonu, a także o nieprzeprowadzanie bieżących konserwacji i remontów balkonu – mówi prokurator Damian Kabała. I dodaje: - Postępowanie zakończyło się skierowaniem aktu oskarżenia wobec trzech osób. Jednej osoby z firmy zewnętrznej, która dokonywała corocznych kontroli technicznych budynku. Z tego, co wynika z materiału dowodowego, pan był tylko na zewnątrz, pod budynkiem.
Inżynier, który kontrolował balkony, miał patrząc na nie z ulicy, nie zauważyć, że balkon zagraża życiu, jednak sporządził dokumentację, w której stwierdził, że wszystkie balkony w kamienicy wymagają pilnego remontu.
- Pomimo to, żadna z osób sprawujących odpowiedzialne funkcje w zakładzie zasobów lokalowych nie podjęła żadnych działań ku temu, albo żeby zabronić korzystania z balkonów, albo żeby przeprowadzić ich remont – zaznacza prokurator Damian Kabała.
Jak sprawę komentuje miasto?
Dlaczego nie wykonano prac zabezpieczających balkony?
- Wszystkiego w jednym czasie nie da się zrobić. Trzeba zgromadzić środki z czynszów, aby móc potem wykonać pewne prace, zalecenia, które w tym przypadku były wskazywane – mówi Rafał Łysy z Urzędu Miejskiego w Sosnowcu.
Dlaczego nie zakazano lokatorom wstępu na balkony?
- Nie było takiej informacji, że są niebezpieczne – stwierdza Rafał Łysy.
Umorzenie postępowania ws. zarwanego balkonu
W połowie stycznia tego roku na rodzinę spadł kolejny cios. Sąd pierwszej instancji umorzył postępowanie, nie znajdując winnego śmierci pani Sylwii, niepełnosprawności pana Roberta i tragedii ich bliskich. Pomimo naszych próśb, sąd odmówił komentarza.
- Decyzja jest dla nas zaskakująca. Znając materiał dowodowy, z pewnością zostanie wywiedzione zażalenie – zapowiada prokurator.
- Zabrano mi osobę, która była we wszystkich możliwych chwilach mojego życia, która była babcią dla mojej córki i była z nią zżyta – ubolewa Weronika.
- Nie może być czegoś takiego, że nie ma winnego za coś, gdzie zginął człowiek. Zależy mi, żeby ktoś spojrzał moim dzieciom w oczy i je przeprosił – kwituje pan Robert.
Autor: wg
Reporter: Joanna Bukowska