Wysyłając swoje nagie zdjęcia, prześladuje kilkadziesiąt kobiet. "Może dojść do nieszczęścia"

Wysyłając swoje nagie zdjęcia, prześladuje kilkadziesiąt kobiet
"Może dojść do nieszczęścia"
Rozsyła swoje roznegliżowane zdjęcia i czuje się bezkarny. - Może dojść do nieszczęścia – słyszymy od poszkodowanych kobiet.

- Wysyłał mi nagie zdjęcia, niektóre w bieliźnie, niektóre bez. Później zaczęły pojawiać się filmy – opowiada pani Martyna.

Kobieta, pośredniczka w obrocie nieruchomościami z Lublina, natychmiast zablokowała nadawcę, od którego dostawała filmy i zdjęcia, lecz to nic nie dało: prześladowca wysyłał kolejne - z kolejnych numerów. Z innych jeszcze wydzwaniał do kobiety: wielokrotnie w środku nocy.

- Co 20-30 minut. To było jakieś 8 numerów, co chwilę zakładane były nowe – opowiada pani Martyna.

- I trwa to tak naprawdę cały czas, bo ostatnie zdjęcia dostałam kilka dni temu. Od września do stycznia mamy już około 5 miesięcy – dodaje kobieta.

Stalking to przestępstwo

Uporczywe nękanie, czyli stalking, to przestępstwo, więc pani Martyna zgłosiła sprawę policji. Kiedy przez kilka kolejnych miesięcy nie miała żadnych informacji o działaniach służb, zdecydowała się nagłośnić sprawę w sieci.

- W ciągu kilku dni zgłosiło się do mnie 30 kobiet, które dostawały wiadomości od tego samego mężczyzny – opowiada nasza rozmówczyni.

Kolejną kobietą, którą ten sam mężczyzna obrał za cel swoich działań, jest pani Iwona z Białegostoku.

- Dostałam nagie zdjęcia z dopiskiem: „Hej, Natalia”. Moja córka ma tak na imię. Spytałam ją o to i powiedziała, że uczyła się z nim. I że on był normalnym, fajnym kolegą – przywołuje pani Iwona. I dodaje: - Z tego co mi córka mówiła, to jak on zaczął chodzić na siłownię, zaczął też brać różne specyfiki, do tego alkohol, a teraz są też chyba jakieś narkotyki.

- Taka osoba karmi się tym, że wzbudza strach w drugiej osobie. Każda interakcja będzie pobudzała do kolejnych ataków. Zignorowanie będzie najlepszym rozwiązaniem - radzi psycholog Irena Jarczewska z poradni Psycholodzy24.

Kim jest mężczyzna, który wysyła kobietom nagie zdjęcia?

25-letni Jakub B. mieszka w Białymstoku razem z rodzicami. Od dwóch lat wysyła kobietom, wbrew ich woli, swoje nagie zdjęcia i filmy. Początkowo ofiary wybierał spośród koleżanek i znajomych – jedną z nich jest pani Katarzyna.

- Poznałam go przez wspólnych znajomych. Był dość spokojnym i normalnym chłopakiem, do rany przyłóż. Później kontakt się urwał – opowiada kobieta. I dodaje: - W kwietniu 2024 roku zaczęłam dostawać dziwne wiadomości. Na początku wydawało mi się, że ktoś może ukradł mu telefon, że może miał folder z takimi zdjęciami, nie wnikam. Jednak potem zaczęłam dostawać od niego groźby.

„Myślę, że ciężko żyć z pokruszonymi kolanami. Tak tylko myślę znikąd”, to zapis jednej z wiadomości.

- Dostałam też notatkę, która automatycznie znika, ale zdążyłam zrobić zrzut ekranu – dodaje pani Katarzyna.

„Twoja koleżanka, jak i ty, dokładnie za plecki zerkaj, bo śniło mi się, że samochód was rozp… pod klatką na pasach, ale dziwny sen”, to treść wiadomości.

- Przestraszyłam się. (…) Wyposażyłam się w gaz pieprzowy i pałkę teleskopową. Do tej pory boję się wracać sama piechotą do domu. Nie wiem, kto i co mnie spotka – mówi pani Katarzyna.

Kobieta obawiała się zawiadomić policję, ale na szczęście zrobiły to inne kobiety – także mieszkanki Białegostoku.

- Na komisariacie spotkałam się z panią, pomyślałam, że jak to jest policjantka, to zrozumie kobiece problemy, ale nie zrozumiała. Stwierdziła: „O, jaki fajny Romeo”. Sugerowała też, że poniekąd to moja wina, ponieważ może za dużo publikuję w internecie – przytacza pani Julia.

- Ale faktem jest też to, że przyjęła zgłoszenie – dodaje nasza rozmówczyni.

Na zgłoszenie pani Iwony policjanci z innego komisariatu zareagowali podobnie.

- Policjant na mnie popatrzył i powiedział, że tu nie ma stalkingu ani nękania. Ja mówię: „Jak nie ma nękania?! Ja nie chcę, żeby wysyłał tego do mnie czy córki” – opowiada nasza rozmówczyni.

Formalnie, przez kilka kolejnych miesięcy, policja zajmowała się sprawą, ale bez skutku. Jakub B. nadal wysyłał zdjęcia i filmy.

- Jak dowiedziałam się, że on mieszka obok mnie, to zaczęłam się bardzo bać, nie wiedziałam, czy mnie nie obserwuje – mówi pani Julia. I dodaje: - Bardzo ucierpiało moje zdrowie psychiczne, musiałam korzystać z psychologa, bo sama nie potrafiłam sobie z tym poradzić.

- Lęk o to, co może eskalować w przyszłości, jest jak najbardziej uzasadniony, bo takie osoby są groźne. Może dojść do bezpośredniego ataku czy próby wejścia do mieszkania. Trzeba być ostrożnym – mówi psycholog Irena Jarczewska.

Gdy pokrzywdzone kobiety skontaktowały się ze sobą w sieci, doszły do wniosku, że klucz według którego Jakub B. typuje kolejne ofiary, jest bardzo prosty.

- Myślę, że znalazł mnie na stronie z korepetycjami, prowadzę zajęcia z matematyki. Wiem, że także inne dziewczyny prowadzą zajęcia z różnych przedmiotów. Tam są nasze imiona czy numery telefonów – mówi pani Julia.

Na liście kobiet, które czują się pokrzywdzone, jest dziś ponad 50 kobiet. Wśród nich 15-latka, której Jakub B. nie tylko wysyłał nagie zdjęcia.

- Ta 15-latka twierdzi, że ten mężczyzna kilka razy pojawił się pod jej szkołą. Dlatego jej mama pojechała na komisariat. Ale dostała informację, że nie ma zdjęć potwierdzających, że mężczyzna był pod szkołą, więc nie przyjmują zawiadomienia – oburza się pani Martyna.

- To jest niebezpieczne, a policja chyba czeka. Czeka na to, że dopóki nic nie zrobi, to oni mają związane ręce. Dla nich to nie jest nękanie. Mi policjant powiedział, że to jest za mała częstotliwość – mówi pani Iwona.

- Wysłał mi kilkadziesiąt wiadomości z kilkunastu numerów. Kiedy napisałam mu, że sprawa zostanie zgłoszona na policję, to w odpowiedzi dostałam kolejne zdjęcia – mówi pani Julia.

Co zrobiła prokuratura?

Do kobiet, które w Białymstoku zgłosiły sprawę organom ścigania, kilka tygodni temu dotarła zaskakująca wiadomość. Prokurator umorzył śledztwo.

- Prokurator stwierdził, że jest to naganny czyn, ale nie jest przestępstwem – oburza się pani Julia.

- Z uwagi, że to śledztwo nie jest prawomocnie zakończone, nie mogę mówić o szczegółach – stwierdza Anatol Pawluczuk z Prokuratury Rejonowej Białystok-Północ.

Jakub B. nie chciał z nami rozmawiać. Na kilka pytań odpowiedziała nam za to jego matka. Kobieta wie, co robi jej syn, ale twierdzi, że wobec jego poczynań jest bezradna.

- Na razie to wszystko go jakoś podnieca, a przyjdzie taki moment, że może mu to po prostu nie wystarczyć. Tak naprawdę może dojść do nieszczęścia – uważa pani Iwona. I dodaje: - Mam nadzieję, że policja i prokuratura obudzi się i zadziała w tym temacie.

podziel się:

Pozostałe wiadomości