- Chciała pomóc zwierzętom, została pobita.
- Jak mogą wyglądać interwencje obrońców praw zwierząt?
Pani Natalia z fundacji pomagającej zwierzętom weszła, za zgodą właścicielki posesji, na jej podwórko, żeby sprawdzić, w jakich warunkach jest pies, którego tam zauważyła. Wyszła stamtąd boso, cała zakrwawiona i z ułamanym zębem.
O pobiciu kobiety zrobiło się głośno za sprawą jej imienniczki, Natalii Bacławskiej – partnerki nieżyjącego posła i społecznika Łukasza Litewki.
- Kiedy pisałam post, musiałam 10 razy robić przerwę i iść na spacer, bo nie byłam w stanie wytrzymać. Ona została pobita w momencie, kiedy chciała zrobić interwencję i tak naprawdę uratować psy – mówi Natalia Bacławska.
Relacja pani Natalii
Co dokładnie się wydarzyło?
- Tego dnia zobaczyłam biegnące przy trasie dwa psy. Włączyłam światła awaryjne i zaczęłam za nimi powolutku jechać, dając im przestrzeń. Ale one wbiegały na jezdnię, a samochody hamowały. Skręciłam za psami i zaczęłam poszukiwania właściciela – opowiada pani Natalia.
- Zaparkowałam samochód, zaczęłam chodzić i szukać. Psy podbiegły do jednej z bram. Pojawiła się kobieta, która na pytanie o właścicieli psów powiedziała, że prawdopodobnie ich zna i jest w stanie mi pomóc. Wyszła do mnie i zaczęłyśmy rozmawiać – opowiada nasza rozmówczyni.
Błąkające się psy nie należały do kobiety, z którą zaczęła rozmawiać pani Natalia. Okazało się jednak, że na posesji są inne zwierzęta, w tym jedno, którego nie było widać.
- Usłyszałam pisk i drapanie. Powiedziałam, że prowadzę fundację i mogę pomóc, jeśli któreś ze zwierząt potrzebuje pomocy. Pani zaprosiła mnie do siebie na posesję, na zasadzie – ja pani pokażę, że u mnie wszystko jest w porządku – relacjonuje pani Natalia.
Na podwórku było sporo zwierząt. Część psów biegała luzem, jeden był na łańcuchu. A duży pies w typie owczarka był zamknięty w niewielkim kojcu, w którym bezustannie kręcił się w jedną stronę.
- Nie było ani budy, ani legowiska – zaznacza nasza rozmówczyni.
- Zderzyłam się z agresją. Nagle podbiegła do mnie druga pani, zaczęła mnie szarpać i przeciągnęła pod budę psa, który był przyczepiony na łańcuchu, szczując mnie nim. Gdy pies mnie nie ugryzł, pani rzuciła się na mnie – relacjonuje pani Natalia. I dodaje: - Potem przybiegł ojciec rodziny. Udało mu się trochę ściągnąć te panie ze mnie. Uciekałam na bosaka przez całe podwórko, bo w trakcie szarpaniny zgubiłam buty. Kiedy dobiegłam do furtki, dobiegła do mnie któraś z pań, złapała za głowę i uderzyła w metalową bramkę. Straciłam część zęba.
- Potem dobiegła kobieta, która zaczęła wyrywać mi włosy. Położyła się na mnie i tłukła moją głową – opowiada nasza rozmówczyni.
Interwencja w asyście policji
Po pobiciu pani Natalii na miejscu pojawiły się wezwana przez mieszkańców policja i pogotowie. Pani Natalia trafiła na SOR, gdzie stwierdzono, że na szczęście nie stało się nic poważnego. Biegający w kółko w ciasnym kojcu pies pozostał na miejscu.
Po nagłośnieniu sprawy przez partnerkę Łukasza Litewki zwierzęciem zainteresowała się jedna z organizacji wspomagających czworonogi. Stowarzyszenie przeprowadziło interwencję w asyście policji.
Interwencja w asyście policji, mimo nerwów i sporadycznych krzyków, przebiegła w miarę spokojnie. Jak informują przedstawiciele Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, właściciele odbieranych zwierząt potrafią być agresywni do tego stopnia, że inspektorzy muszą czasem zakładać kamizelki antyprzekłuciowe.
- Niejednokrotnie byliśmy ganiani z widłami czy siekierami. Dochodziło również do rękoczynów – mówi Filip Wesołowski z KTOnZ.
- Ta sytuacja pokazuje mi, że trzeba lepiej się przygotować do pewnych sytuacji i zachowań innych osób. To działo się z szybkiej chęci pomocy. Ale absolutnie nie czuję, żeby to mnie zatrzymało w tym, co chcę robić w życiu – kwituje pani Natalia.
Więcej reportaży Uwagi! na Player.pl >>>