14-latka przez kilka godzin umierała w śniegu. Ojciec opowiedział w sądzie, jak zachowali się policjanci
Na początku tygodnia odbyła się kolejna rozprawa dotycząca śmierci 14-letniej Natalii z Andrychowa.
14-latka przez kilka godzin leżała w śniegu, na mrozie. Gdy w końcu udało się ja odnaleźć, była w stanie głębokiej hipotermii. Mimo że lekarze walczyli o jej życie, nastolatka zmarła kolejnego dnia. Biegli stwierdzili, że dziewczynka zmarła z powodu obrzęku mózgu spowodowanego krwawieniem śródmózgowym.
Sprawa 14-letniej Natalii z Andrychowa w sądzie
Przed sądem stanęło trzech policjantów, którzy zdaniem krakowskiej prokuratury nie dopełnili swoich obowiązków w związku ze sprawą 14-letniej Natalii. Jak uznała prokuratura, po otrzymaniu informacji o okolicznościach zaginięcia dziewczynki i możliwym zagrożeniu funkcjonariusze mieli nie podjąć czynności służbowych, do których byli zobowiązani. Grozi im do 3 lat więzienia.
W trakcie poniedziałkowej rozprawy przed sądem zaznawali świadkowie, m.in. ojciec dziewczynki. Jak przytacza tvn24.pl, mężczyzna dokładnie opowiedział, co działo się po tym, jak córka zadzwoniła do niego i powiedziała, że źle się czuje. Mężczyzna ruszył na poszukiwania, zadzwonił również na policję, gdzie polecono mu osobiście złożyć zawiadomienie. Ojciec 14-latki podkreślał, że długo czekał na to, aż ktoś go wysłucha i przyjmie zgłoszenie.
- Co chwilę powtarzałem policjantom, co się wydarzyło i że się boję, iż dziecko może leżeć w śniegu. Czekając, aż mnie przyjmie policjant, z dziesięć razy podchodziłem do tego okienka i powtarzałem słowa córki. Prosiłem, aby namierzyć jej telefon, dopóki jest aktywny - mówił przed sądem.
Śmierć 14-letniej Natalii z Andrychowa
Do tragedii doszło 28 listopada 2023 roku, gdy panował siarczysty mróz. 14-letnia Natalia zasłabła w drodze do szkoły. Wcześniej, zaniepokojona swoim złym samopoczuciem, zadzwoniła do ojca. Nastolatka przez niemal pięć godzin leżała nieprzytomna na mrozie. Odnalazł ją znajomy rodziny, w centrum miasta, pod banerem reklamowym. Dziewczynka była skrajnie wychłodzona. Nie udało się jej uratować.
O sprawie w Uwadze! opowiedział ojciec dziewczynki. Jak mówił pan Grzegorz spędził na komisariacie dwie i pół godziny. Najpierw godzinę spędził w poczekalni, kolejną godzinę składał zeznania. Co chwilę alarmował i błagał o pomoc, przede wszystkim o namierzenie telefonu córki.
- Kiedy przyszedłem, policjant wypytywał mnie jak to się stało i gdzie. Mówiłem, że boję się, że córka leży gdzieś w śniegu. Prosiłem, by namierzyli jej telefon – opowiadał ojciec 14-latki. I dodał: - Wypytywali mnie o wiek córki, czy zdarzało jej się tak wychodzić, że może poszła do koleżanki lub do galerii handlowej. Jeden z nich zadzwonił na numer córki, był sygnał, ale bez odpowiedzi. Prosiłem, żeby namierzyli jej telefon. Odpowiedzieli, że to nie jest takie proste i musi to potrwać.