Prywatne śledztwo w sprawie śmierci komorniczki z rąk byłego klienta. Co ustalił mąż pani Ewy?

Prywatne śledztwo w sprawie śmierci komorniczki z rąk byłego klienta. Co ustalił mąż pani Ewy?
Śmierć komorniczki z Łukowa
Wracamy do głośnej sprawy zabójstwa komorniczki z Łukowa. Mąż brutalnie zamordowanej kobiety nie może pogodzić się z okolicznościami śmierci żony. Mężczyzna twierdzi, że gdyby nie zaniedbania patrolu policji, jego żona prawdopodobnie by żyła. Tymczasem prokuratura umorzyła śledztwo.

Mijają 3 lata od śmierci żony pana Jarosława. Mężczyzna kolejny rok prowadzi prywatne śledztwo.

- Gdyby ci policjanci pracowali normalnie, moja żona by żyła – uważa pan Jarosław. I dodaje: - Prokuratura umorzyła sprawę, dlatego ja walczę dalej.

Zabił komorniczkę, która zajmowała się jego sprawą. Wcześniej był w innej kancelarii
Zabił komorniczkę, która zajmowała się jego sprawą. Wcześniej był w innej kancelarii
- Ewa mogła żyć - mówi mąż zamordowanej komorniczki. Do sądu trafił akt oskarżenia w głośnej sprawie zabójstwa Ewy Kochańskiej. Czy tragedii można było uniknąć?

Trzy lata temu 44-letnia Ewa Kochańska, komorniczka z Łukowa, zmarła od licznych ran zadanych nożem. Do jej kancelarii wtargnął Karol M. – były klient komorniczki. Kiedy mężczyzna nie zastał w biurze Ewy Kochańskiej, wtargnął do innej kancelarii komorniczej, w której prowadzono egzekucję należnych od niego alimentów.

Wchodząc do kancelarii, Karol M. potrącił na schodach kurierkę. Znieważył ją, zagroził jej śmiercią, po czym zdemolował kancelarię i zbiegł. W międzyczasie kobieta zdążyła o wszystkim powiadomić policję.

- Zadał mi pięścią cios w rękę. Byłam w ogromnym szoku. Zaczął pluć w moją stronę – opowiadała poszkodowana kurierka. I dodała: - Powiedziałam, że wezwę policję, więc on powiedział: „Idź stąd, k…, bo cię zabiję”. Wydaje mi się, że ten człowiek był chory psychicznie.

Jak działała policja?

Dotarliśmy do zapisu SWD, czyli systemu wspomagania dowodzenia policji. Oto dyspozycja dyżurnego wydana patrolowi o numerze 470 o 12:12.

„Udaj się pilnie: Wyszyńskiego..., zgłoszenie… Marta. Jakiś mężczyzna ją zaatakował, uderzył w twarz, opluł, agresywny, pomoc medyczna niepotrzebna, znajduje się w budynku, potraktuj jako pilne”.

- Policjanci byli obok stadionu. Przyjechali po prawie 7 minutach. Powinny być światła i sygnały. W minutę ten patrol powinien być na miejscu – uważa pan Jarosław.

Zanim na miejscu pojawił się patrol policji, rozwścieczony Karol M. zdążył już wrócić do kancelarii Ewy Kochańskiej, na którą nadal czekał. Po chwili mężczyzna wtargnął do budynku, aby zadać komorniczce ciosy nożem.

Na miejsce dotarł wzywany wcześniej patrol policji. Funkcjonariusz, który próbował obezwładnić mężczyznę, został ranny. Przewiezionej do szpitala komorniczki nie udało się uratować. 

Mąż Ewy Kochańskiej jest przekonany, że gdyby interwencja policji była właściwa, jego żona miałaby szansę, żeby przeżyć.

Odtwórzmy przebieg działań patrolu policji:

Patrol policji wezwany przez zaatakowaną kurierkę pojawił się pod kancelarią komorniczą przy ulicy Wyszyńskiego o 12:07. Jak wykazał zapis urządzenia MTN, czyli mobilnego terminala monitorującego lokalizację patrolu, między 12:18 a 12:37 radiowóz stał na przykościelnym parkingu oddalonym o 750 metrów od kancelarii Ewy Kochańskiej, gdzie rozgrywał się dramat.

- Siedzieli 19 minut. Nie wiem, co robili w tym czasie. Nic nie szukali. Po prostu siedzieli w samochodzie, w tym czasie moja żona została zabita. Zamordowana – mówi pan Jarosław. I dodaje, że w dokumentach nie napisano, że policjanci stali w miejscu przez ten czas.

Śledztwo byłego policjanta

Jarosław Kochański jest byłym naczelnikiem wydziału kryminalnego policji. Dowody, które udało się przeanalizować, nie pozostawiają złudzeń, że dyżurujący w dniu zabójstwa policjanci nie podjęli wszelkich możliwych działań, aby zatrzymać sprawcę.

Po wskazanych przez męża ofiary oczywistych, jego zdaniem, nieprawidłowościach, policja przeprowadziła wewnętrzną kontrolę. Postępowanie nie potwierdziło jednak nieprawidłowości działań formacji. Do dziś nikt nie poniósł odpowiedzialności za przeprowadzoną w taki sposób interwencję. 

- Z informacji, jakie przekazano policjantom, nie wynikało, że opisywany mężczyzna może udać się do innej kancelarii, że może dojść do tego zdarzenia – stwierdza asp. szt. Marcin Józwik z Komendy Powiatowej Policji w Łukowie. I dodaje: - Wskazano im, że udał się w kierunku pobliskiego osiedla, w kierunku budynku straży pożarnej.

- Wszystkie okoliczności opisane są w sprawozdaniu. Wyjaśnione są szczegółowo. We wnioskach końcowych nie stwierdzono, by doszło do przewinienia dyscyplinarnego lub też niedopełnienia obowiązków służbowych - mówi asp. szt. Marcin Józwik.

- Powinno być to badane od interwencji patrolu, a dokumentach wszystko było od 12:40, kiedy została zamordowana moja żona. Co się działo między 12:01 a 12:40? W dokumentach nic nie było – zaznacza pan Jarosław.

Niezależnie od toczącej się sprawy karnej, mąż zamordowanej komorniczki zainicjował śledztwo prokuratury dotyczące niedopełnienia obowiązków służbowych przez funkcjonariuszy podejmujących interwencję. Sprawę tę umorzono.

- Zarówno źródła osobowe, jak i nieosobowe nie dały podstaw do przyjęcia, aby swoim zachowaniem ustaleni funkcjonariusze Komendy Powiatowej Policji w Łukowie wyczerpali znamiona niedopełnienia obowiązków i przekroczenia swoich uprawnień – mówi Bartłomiej Świderski z Prokuratury Okręgowej w Siedlcach.

- Przez cały okres prowadzenia tego postępowania było bardzo dużo czynności. Były zgromadzone dowody osobowe, jak i nieosobowe, których wartości nie da się podważyć. Mój klient walczy o sprawiedliwość. On się czuje głęboko pokrzywdzony całą tą sytuacją – tłumaczy adw. Wioleta Pietrzak, pełnomocniczka poszkodowanej rodziny.

Eksperci, których poprosiliśmy o skomentowanie zdarzenia, są zgodni, że policjanci nie dopełnili wszelkich starań, aby zatrzymać napastnika.

- Policjanci powinni natychmiast poinformować dyżurnego o ustaleniach, jak również o kierunku oddalenia się sprawcy – zaznacza były policjant Andrzej Mroczek.

Sprawca zabójstwa Ewy Kochańskiej, Karol M., to magister historii. Mężczyzna został skazany na 25 lat więzienia.

Z kolei pan Jarosław przeszedł udar. Mężczyzna samotnie wychowuje syna z niepełnosprawnością. Wierzy, że sprawa uchybień w pracy policjantów znajdzie jednak sprawiedliwy finał.

podziel się:

Pozostałe wiadomości