Reportaż Uwagi! wstrząsnął tydzień temu nie tylko Grudziądzem, ale i całą Polską. Ujawniliśmy w nim, jak załoga karetki miejscowego pogotowia traktuje umierającego 19-letniego Olka.
Chłopiec, którego policjanci przyłapali na przechodzeniu przez jezdnię w niewłaściwym miejscu, przestraszył się i zaczął uciekać. Podczas próby ucieczki nadział się na ostry płot i przebił sobie tętnicę udową. Mimo że przez kilkadziesiąt minut wykrwawiał się, błagając o ratunek, nikt mu nie pomógł, a lekarz i dwóch ratowników traktowali go bezdusznie.
Choć dramat wydarzył się dwa lata temu, a dyrekcja szpitala miała pełną wiedzę na temat skandalicznego zachowania medyków, nie wyciągnięto wobec nich żadnych konsekwencji i zespół nadal jeździł do pacjentów.
"Przygotowując reportaż na temat śmierci Olka wielokrotnie pytałem dyrektorkę szpitala w Grudziądzu, dlaczego lekarz i dwaj ratownicy nadal pracują w pogotowiu. Pani dyrektor, choć przyznała, że zna nagranie z monitoringu, powtarzała, że nie podejmie żadnej decyzji przed wyrokiem sądu. Jednak dzień po publikacji reportażu zwolniła z pracy całą załogę karetki”, mówi dziennikarz Uwagi! Tomasz Patora.
Konferencja prasowa w Grudziądzu
Kilka dni temu prezydent miasta i szpital zorganizowali poświęconą tej sprawie konferencję prasową.
- Zdecydowanie popieramy postępowanie naszej pani dyrektor i zgadzamy się z nim w 100 procentach. Zachowanie zespołu ratownictwa medycznego było naganne i haniebne, zdecydowanie od tego się odcinamy – mówił Jan Kosior z Okręgowej Rady Lekarskiej.
- To jest skandaliczne i nigdy do takiego wydarzenia nie powinno dojść. Dlatego też prosiłbym o wyciszenie, spokojne wyjaśnienie tej sytuacji – dodał Maciej Glamowski, prezydent Grudziądza.
Po wygłoszeniu krótkich oświadczeń prezydent Grudziądza uciekł przed dziennikarzami tylnymi drzwiami, a wicedyrektor szpitala nie chciał odpowiadać na podstawowe pytania dotyczące powodów zamiatania skandalu pod dywan.
Mimo to mama zmarłego chłopca cieszy się, że po dwóch latach jej samotnej walki o sprawiedliwość, prawda o śmierci Olka w końcu wyszła na jaw.
- Zmieniła się narracja, że Olek jest sam sobie winien tego, co się wydarzyło. Że mógł nie uciekać, że jest jakimś narkotykowym dilerem. Cała podawana wcześniej narracja pękła – podkreśla pani Małgorzata, matka zmarłego Olka.
Nagrania z karetki pogotowia
Na zachowanych nagraniach z kamer nasobnych policjantów i monitoringu karetki, do których udało nam się dotrzeć, wyraźnie widać, że akcja ratowania Olka od początku była prowadzona nieudolnie. Zamiast pomóc nastolatkowi, który z powodu upływu krwi nie może oddychać, próbowano go przesłuchiwać.
- Jeżeli widzimy, że chłopak blednie, wykręca oczami, trzęsie się. Wiemy, że jest zimno, a on leży na ziemi i się wykrwawia, to dlaczego nikt go nie wziął do samochodu? – pyta Lidia, siostra zmarłego Olka.
- Zabrakło jednej duszy, która będzie miała ochotę zareagować inaczej niż koledzy. Zabrakło bycia ludzkim – zaznacza Lidia.
Kiedy w końcu karetka przyjechała na miejsce wypadku, policjanci uprzedzili załogę, że według nich chłopak udaje. Lekarz nie wypytał o szczegóły i nawet nie zerknął na ostry płot, na który nadział się Olek. Po przyjeździe zespołu medycy zawlekli chłopaka do karetki, nie pozwalając policjantom zdjąć mu kajdanek.
- Jeśli chodzi o nasze czynności wyjaśniające, one nie stwierdziły nieprawidłowości w działaniach policjantów – stwierdza Monika Chlebicz z Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy.
Ratownicy nie poniosą odpowiedzialności?
Po dwóch latach śledztwa prokurator oskarżył o „narażenie Olka na utratę życia i zdrowia” wyłącznie trzech lekarzy: dwóch ze szpitalnego oddziału ratunkowego oraz Sławomira B. – lekarza z pogotowia. Prokuratura uznała, że odpowiada on za zachowanie całego zespołu karetki, co w praktyce oznacza, że ratownicy za skandaliczne traktowanie nastolatka nie poniosą żadnej odpowiedzialności karnej.
- Ratownikom powinny postawione być prokuratorskie zarzuty, przecież znęcali się nad moim synem – oburza się pani Małgorzata.
- Absolutnie nie wierzę, że sprawa z Olkiem to jedyny przypadek. Wystarczy obejrzeć część nagrania, żeby zobaczyć, że te czyny są dla osób wykonujących swoje obowiązki chlebem powszednim – uważa siostra Olka.
Nagrania z monitoringu pokazują też, że medycy nie spieszyli się do pacjenta i potem do szpitala: karetka jechała przez zatłoczone centrum powoli i bez sygnałów.
- Wojewoda był bardzo poruszony nagraniem, które zobaczył w Uwadze! Zlecił pilną, doraźna kontrolę w zakresie procedur podjętych w czasie interwencji przy tym zdarzeniu. Zbadamy też czas dojazdu karetki – zapowiada Natalia Szczerbińska, rzecznik wojewody kujawsko-pomorskiego.
O bezkarnych ratownikach i konieczności prześwietlenia całej działalności feralnego zespołu na szpitalnej konferencji prasowej mowy nie było. Wicedyrektora szpitala zaniepokoiło za to oburzenie mieszkańców miasta, którzy komentują wstrząsające zdjęcia z karetki.
- Fala mowy nienawiści, gróźb, które tam się znajdują, jest dla mnie niewyobrażalna. Uważam, że wszyscy powinniśmy wyciszyć emocje i dać organom ścigania możliwość pracy i wydania osądów – stwierdził Maciej Bieliński, zastępca dyrektora ds. medycznych szpitala w Grudziądzu.
- Uważam, że jest wiele wspaniałych specjalistów, pielęgniarek, opiekunów medycznych, policjantów czy strażników miejskich, którzy wykonują swoją służbę w należyty sposób. Natomiast osoby, które dopuściły się tych czynów powinny odpowiedzieć za to, co się stało - podkreśla siostra Olka.
Kilka dni temu minęła kolejna rocznica śmierci Olka. W miejscu tragedii, pod namalowanym na cześć chłopca muralem, znów zapłonęły znicze.
- On był przyjacielem dla każdego, najlepszym bratem, jakiego mogłam sobie wymarzyć. Takiej straty nic i nikt nie wypełni – kończy Lidia.
Autor: wg
Reporter: Tomasz Patora