„Po przeanalizowaniu zgromadzonych materiałów dyrekcja szpitala podjęła decyzję o natychmiastowym rozwiązaniu umów z personelem Zespołu Ratownictwa Medycznego biorącym udział w tym zdarzeniu”, napisała dyrekcja Regionalnego Szpitala Specjalistycznego w Grudziądzu.
"Jedocześnie informujemy, że decyzja ma charakter organizacyjny i dotyczy sposobu zachowania wobec pacjenta. Szpital nie dokonuje ocen kwestii medycznych ani prawnych w tej sprawie. Podkreślamy również, że szpital nie jest stroną w postępowaniu prowadzonym przez prokuraturę", napisano w oświadczeniu zamieszonym na stronie szpitala.
Do tragedii doszło dwa lata temu, ale dopiero teraz – po zakończeniu prowadzonego przez prokuraturę śledztwa – pani Małgorzata zrozumiała, jak i dlaczego umarł jej syn.
Co wydarzyło się feralnego dnia w Grudziądzu?
Przypomnijmy; Wszystko zaczęło się od banalnej interwencji policji: Olek z kolegą przechodzili przez jezdnię w niedozwolonym miejscu. Gdy funkcjonariusze wezwali nastolatków do zatrzymania, ci zaczęli uciekać.
- W karetce pytali Olka, dlaczego uciekał, on mówił jasno: „Bo się przestraszyłem”. Naprawdę myślę, że uciekał, bo się bał – uważa matka 19-latka.
Podczas ucieczki Olek próbował przeskoczyć zakończony ostrymi prętami metalowy płot otaczający pobliskie liceum. Pokonując przeszkodę, nadział się udem na jeden z tych prętów. Rana krwawiła bardzo obficie.
Sytuacja była poważna: chłopak mógł mieć rozerwaną tętnicę udową, więc liczyła się każda sekunda. Jak doszło do tego, że nastolatek przez blisko godzinę czekał na pomoc i w końcu wykrwawił się na śmierć?
Nagrania z akcji policji i pogotowia
Zachowane nagrania z akcji policji i pogotowia, do których udało nam się dotrzeć, są porażające.
- Nie wiedzieli, gdzie i do kogo zadzwonić, kto przyjmie go, kto nie przyjmie. To była zupełnie nieudolnie prowadzona akcja ratownicza – ocenia matka Olka.
Z nagrań wynika, że działania policjantów są od początku chaotyczne i nieskoordynowane, szwankuje także łączność. Funkcjonariusz zajmujący się Olkiem uciskał ranę na udzie, ale nastolatek nie mógł oddychać.
Niestety, krwotok nie został zatamowany. Krew z rozerwanej tętnicy zaczęła wpływać do wnętrza organizmu Olka, a zmniejszenie krwawienia na zewnątrz policjanci błędnie uznali za rozwiązanie problemu. Na miejsce przyjechali kolejni policjanci, ale karetki wciąż brakowało.
- Naśmiewali się tam z niego, krzyczeli, żeby nie pajacował, a on się dusił – mówi pani Małgorzata.
Autor: wg
Reporter: Tomasz Patora