Urzędnicy wojewody w lutym kontrolowali Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Świętochłowicach. Urzędnicy ocenili działania pomocy społecznej jednoznacznie negatywnie, podaje tvn24.pl. MOPS miał źle zdiagnozować i ocenił potrzeby rodziny, dlatego udzielona pomoc była nieadekwatna.
Pomoc miała być także źle nadzorowana, dlatego pracę w MOPS straciła dyrektorka placówki.
Historia Mirelli, która nie wychodziła z domu
Przypomnijmy: Historię 43-letniej dziś Mirelli K. cała Polska poznała jesienią. Jej rodzice od wielu lat utrzymywali, że ich córka zaginęła. Wszystko wydało się przypadkiem w lipcu zeszłego roku, kiedy sąsiadka – dawna przyjaciółka Mirelli - wezwała policję do awantury za drzwiami rodziny K. Pogotowie w stanie zagrożenia życia zabrało Mirellę do szpitala.
- Z jednej strony miała łysą głowę. A jak się odwróciła, to miała polepione włosy, takie dredy - opowiadała pani Luiza, dawna koleżanka Mirelli.
- [Jak Mirella wychodziła z mieszkania – red.], usłyszałam, że ona nie umie chodzić, że nie wie, jak się chodzi po schodach. Że ona siedziała 27 lat zamknięta i jak ona to ma zrobić – przytaczała pani Luiza.
- Lekarz powiedział jej, że jeszcze parę dni i by jej nie było. Ona by umarła. Mówiła, że cierpiała przez lata, dzień w dzień – podkreślała nasza rozmówczyni.
Mirelli groziła amputacja nóg, lekarzom udało się je uratować w ostatniej chwili. O dziwo, po trzech miesiącach szpitalnej kuracji, kobietę - jakby nic się nie stało – odwieziono z powrotem do rodziców.