- Dziś miał nastąpić przełom, ale nie nastąpił. Do sądu przyszedł co prawda tata Mirelli, prowadząc ją za rękę, czterdziestokilkuletnią kobietę, korytarzem na salę sądową. (…) Wyszedł sędzia prowadzący sprawę i ogłosił, że sprawa została odroczona. Nie powiedział do kiedy. Powiedział tylko tyle, że sąd czeka na opinie biegłych i na dokumentację medyczną – relacjonuje reporter Uwagi! Tomasz Patora.
- W praktyce oznacza to, że mamy kolejne przesunięcie, o co najmniej kolejny miesiąc, jeśli nie dłużej, a Mirella dalej przebywa w domu z rodzicami – dodaje Patora.
Historia Mirelli, która nie wychodziła z domu
Przypomnijmy: Historię 43-letniej dziś Mirelli K. cała Polska poznała jesienią. Jej rodzice od wielu lat utrzymywali, że ich córka zaginęła. Wszystko wydało się przypadkiem w lipcu zeszłego roku, kiedy sąsiadka – dawna przyjaciółka Mirelli - wezwała policję do awantury za drzwiami rodziny K. Pogotowie w stanie zagrożenia życia zabrało Mirellę do szpitala.
- Z jednej strony miała łysą głowę. A jak się odwróciła, to miała polepione włosy, takie dredy - opowiadała pani Luiza, dawna koleżanka Mirelli.
- [Jak Mirella wychodziła z mieszkania – red.], usłyszałam, że ona nie umie chodzić, że nie wie, jak się chodzi po schodach. Że ona siedziała 27 lat zamknięta i jak ona to ma zrobić – przytaczała pani Luiza.
- Lekarz powiedział jej, że jeszcze parę dni i by jej nie było. Ona by umarła. Mówiła, że cierpiała przez lata, dzień w dzień – podkreślała nasza rozmówczyni.
Mirelli groziła amputacja nóg, lekarzom udało się je uratować w ostatniej chwili. O dziwo, po trzech miesiącach szpitalnej kuracji, kobietę - jakby nic się nie stało – odwieziono z powrotem do rodziców.