8 czerwca 2020 roku były mąż pani Kamili - Dawid S. - opuścił więzienie w Kluczborku. Wyszedł na wolność, bo sąd zgodził się na półroczną przerwę w odbywaniu kary.

- Byłam pewna, że on nie wyjdzie. Kiedy otworzyły się drzwi i go zobaczyłam, to wiedziałam, że będzie źle – opowiada Kamila Pall.

Dwa dni później Dawid S. wraz ze swoim bratem brutalnie napadł i skatował mężczyznę, z którym pani Kamila chciała budować nowe życie.

- Wbił mu nóż w płuco, a później roztrzaskał mu butelkę na głowie. Jeden go trzymał, drugi go ciął. Jak się przewrócił, to go kopali, katowali. Był cały pocięty, usta nawet miał pocięte, miał siniaki pod oczami, całe plecy miał pocięte. Cały był we krwi – opowiada pani Kamila.

Groźny recydywista

Dawid S. to recydywista. Przed napadem wielokrotnie siedział w więzieniu. Był karany między innymi za bójki, pobicia, groźby karalne i jazdę pod wpływem alkoholu.

- Nie ma drugiej takiej rodziny patologicznej, która tak by się zachowywała. To się tam ciągnie od pokoleń, ojciec też nie miał dobrej opinii. Jak na zabawy chodził, to był postrach. Te geny chyba przejęli ci synowie – mówi jeden z sąsiadów Dawida S.

- Tu ich wszyscy znają, to bandziory. Wszyscy musieli ich omijać, ludzie się ich bali – dodaje inny z mieszkańców.

Życie pani Kamili, spędzone u boku Dawida S., było podszyte lękiem. Przez 14 lat trwania małżeństwa kobieta była gnębiona, poniżana i bita. Nie mogła pracować. Były już mąż zakazywał jej kontaktu z przyjaciółmi i rodziną.

- Praktycznie zawsze pod wpływem alkoholu był agresywny. Awantury były o wszystko. Była taka sytuacja, że skontaktowałam się z mamą i zrobiłam to po kryjomu, kiedy Dawid był w pracy. Jego siostry zobaczyły mnie albo wracającą mamę i powiedziały mu o tym, kiedy wrócił z pracy. Awantura była straszna. Pamiętam, że związał mi ręce sznurkiem i prowadzał mnie po podwórku jak na smyczy za karę – relacjonuje Pall.

Napięcie, nerwy i niepewność znikały jedynie na czas, kiedy były mąż przebywał w więzieniu.

- Bałam się nawet gdzieś jechać, coś załatwić, że za długo nie będzie mnie w domu. Myślałam, że tak muszę mieć, że to moje życie i tak będzie do końca – wyznaje pani Kamila.

Szansa na nowe życie

Kiedy Dawid S. trafił do zakładu karnego za kolejne przestępstwo, u pani Kamili pojawiła się nadzieja na inne życie. Poznała mężczyznę, który dbał o nią i dzieci. Wtedy kobieta zdecydowała się na rozwód.

- Zauważyłam, że mogę żyć normalnie i moje dzieci także. Mogę wychodzić z domu, nie muszę się bać wyjść do sklepu – wyznaje Pall.

Dawid S., czując, że traci kontrolę nad rodziną, zaczął starania o to, by wyjść z więzienia. Wykorzystał fakt, że pani Kamila miała zaplanowane dwa zabiegi chirurgiczne. Mężczyzna wnioskował do sądu o przerwę w odbywaniu kary, by na czas nieobecności żony, móc zająć się dziećmi.

- Bałam się tego, że wyjdzie. Pojechałam do sądu, o czym nie wiedział ani on, ani jego rodzina. Poprosiłam sędziego, żeby go nie wypuszczali. Podkreśliłam, że dam sobie radę, jak go nie wypuszczą. Przecież daję sobie radę na co dzień. Po tej prośbie, nie dostał zgody na przerwę – opowiada Kamila Pall.

Decyzję częstochowskiego sądu podtrzymał Sąd Apelacyjny w Katowicach. Odmowa wywołała furię u Dawida S. Mężczyzna został ukarany, przeniesiony do surowszego zakładu karnego. Tam złożył trzeci wniosek o wyjście, argumentując go tak samo. Jednak tym razem sprawę rozpatrywał sąd w Opolu i mężczyzna dostał zgodę na wyjście.

- Ta decyzja, jak każda inna decyzja sądu, jest obarczona pewnym ryzykiem. Sąd oceniając ten materiał, który zgromadził, uznał, że obaw nie ma – wyjaśnia Daniel Kliś z Sąd Okręgowego w Opolu. I dodaje: - Sąd nie dysponował aktami, nawet nie ma wiedzy, że taka sprawa w przeszłości była. Bazował na wywiadzie kuratora, który przeprowadził rozmowę z panią Kamilą. Nawet jeśli pani Kamila sobie wcześniej radziła, to z jej oświadczenia z maja 2020 roku wynika, że nie jest w stanie sobie poradzić aktualnie i w przyszłości bez pomocy męża.

Jak swoją postawę tłumaczy pani Kamila?

- W wywiadzie kuratorskim nie dałam ani bardzo dobrej, ani bardzo złej opinii, bo wiedziałam, że on tę opinię będzie czytał. Byłam pewna, że on nie wyjdzie, że w ogóle nie ma takiej możliwości. To dla mnie nie do pojęcia, że stało się inaczej – tłumaczy kobieta.

„To śmieszna kara”

Dwa dni po wyjściu na przerwę Dawid S., na oczach własnych dzieci, bił, kopał i ciął niewinnego człowieka. Następnie wsadził dzieci do samochodu i, mając trzy promile alkoholu we krwi, spowodował wypadek. Traumatyczne obrazy i doświadczenia odcisnęły piętno na trójce małych dzieci.

- Z Oliwką było ciężko. Chodziła, sprawdzała drzwi i okna, czy są zamknięte, żeby nikt ich znowu nie zabrał. Miała koszmary, śniło jej się, że Dawid przyszedł i coś nam zrobił albo, że jego brat przyszedł z nożem na plac zabaw – opowiada pani Kamila.

Prokuratura za usiłowanie zabójstwa zażądała 25 lat pozbawienia wolności. Sąd skazał Dawida S. na 6 lat, a jego brata na 4.

- Sąd uznał, że oskarżeni działali z zamiarem uszkodzenia ciała pokrzywdzonego, a nie zabójstwa. Sąd uznał, że taka kara jest właściwa i taką karę wymierzył – tłumaczy Dominik Bogacz z Sądu Okręgowego w Częstochowie.

- Dostał 6 lat. To jest śmieszna kara. Wychodząc z sali rozpraw, tańczył z radości. Powiedział mi: „Jak wyjdę, to was wszystkich za…ę”. To są jego słowa – opowiada Pall.

Wyrok nie jest prawomocny. Prokuratura złożyła apelację. Sprawa zostanie rozpatrzona w lipcu.

- Nie wiem, jak można uznać to za pobicie. Ja mam teraz uciekać, bo on może niedługo wyjść? – pyta pani Kamila.

Dodaj komentarz