"W domu wyzywali je od uposiów". Mieli "wszywki alkoholowe", urzędnicy powierzyli im sześcioro dzieci
Karolina i Arkadiusz G. oskarżeni są o zabójstwo niespełna trzyletniej dziewczynki. Różyczka miała poparzenia niemal całego ciała — drugiego i trzeciego stopnia. Opiekunowie utrzymują, że był to nieszczęśliwy wypadek.
- Mechanizm poparzeń wyklucza, żeby mogło do tego dojść w sposób przypadkowy. Dziecko trzymane było za kończyny, za rączki, za stopy. Głowa była podtrzymywana, natomiast cała reszta ciała została zanurzona. Ciało dziecka było w poparzone w 80 proc. – mówi Magdalena Kasperska z Prokuratury Rejonowej w Słupsku.
W dniu śmierci dziewczynki Karolina i Arkadiusz G. byli rodzicami zastępczymi od nieco ponad roku. Mieli po dwadzieścia kilka lat i dwoje własnych dzieci, a pod opiekę dostali jeszcze sześcioro.
Co działo się w domu, w którym mieszkała 2,5-letnia Róża?
- Dzieci załatwiały swoje potrzeby w pampersy, strasznie długo czekały na przewinięcie, chodziły z pieluszkami po kolana, a ona na przykład piła drinka w kuchni – opowiadała reporterce Uwagi! znajoma pary.
- Potrafiła krzyczeć na dzieci, czasami szarpnąć. Maluchy wyzywane były od "uposiów", czyli niepełnosprawnych, upośledzonych dzieci – opowiada nasza rozmówczyni.
Od prawie roku toczy się oddzielne śledztwo prokuratury w sprawie niedopełnienia obowiązków przez pracowników PCPR-u. Prowadzone jest w sprawie. To oznacza, że do tej pory nikomu nie przedstawiono zarzutów popełnienia przestępstwa.