Cztery lata więził kobietę w przydomowej komórce. Zapadł wyrok

Co wydarzyło się pod Głogowem?
Zarzut znęcania się ze szczególnym okrucieństwem usłyszał 35-letni Mateusz J.
Mateusz J. przez cztery lata więził kobietę w przydomowej komórce - bez dostępu do światła, wody, czy toalety. Mężczyznę oskarżono o znęcanie się nad ze szczególnym okrucieństwem. W sądzie zapadł właśnie wyrok pierwszej instancji

Mateusz J. został uznany za winnego i skazany na dożywocie, które ma odbyć w systemie terapeutycznym. Dodatkowo ma zapłacić 500 tys. złotych zadośćuczynienia ofierze. Orzeknięto też 15-letni zakaz zbliżania się do niej.

Co działo się w budynku gospodarczym?

Dramat 30-letniej Małgorzaty rozgrywał się za grubą, wykonaną z kamienia narzutowego ścianą budynku gospodarczego. Kobieta miała być w nim więziona nawet cztery lata. Oprawca miał ją maltretować psychicznie, głodzić, bić i gwałcić.

Piekło kobiecie miał zgotować 35-letni Mateusz J. Sprawa wyszła na jaw, gdy po pobiciu mężczyzna zawiózł ją z wybitym barkiem do szpitala. Zastraszona kobieta odważyła się powiedzieć, że jest więziona i jest ofiarą przemocy. Mężczyzna został zatrzymany i usłyszał prokuratorskie zarzuty.

- Zarzuty to znęcanie ze szczególnym okrucieństwem, połączone ze szczególnym udręczeniem nad 30-letnią kobietą, która pozostawała z tym mężczyzną w stosunku zależności poprzez przytrzymywanie jej w zamkniętym pomieszczeniu, bez dostępu do światła dziennego i mediów, z ograniczeniem podawania jej pożywienia, a także ze znęcaniem, biciem po całym ciele, kopaniem i uderzaniem innymi przedmiotami, a także ze zmuszaniem do obcowania płciowego – mówiła w rozmowie z Uwagą! Liliana Łukasiewicz z Prokuratury Okręgowej w Legnicy..

35-latek to mieszkaniec niewielkiej podgłogowskiej wsi. Dom, w którym mieszkał ze swoimi rodzicami znajduje się naprzeciwko, zaledwie kilkanaście metrów, od budynku gospodarczego, w którym miał uwięzić kobietę. 

Rodzice mężczyzny nie chcieli rozmawiać, twierdzą, że o niczym nie wiedzieli.

- Trudno w to uwierzyć – mówiła sąsiadka.

Kim jest Mateusz J.?

Mateusz J. był samotnikiem. O tym, jak wyglądało jego życie opowiedziały nam dwie mieszkanki wsi. Okazuje się, że w młodości J. nie miał on kolegów, czuł się odrzucony i nieakceptowany. Nasze rozmówczynie rzuciły też nowe światło na to, jak wyglądały wnętrza budynku gospodarczego już wcześniej, zanim 35-latek miał uwięzić tam swoją ofiarę. 

- Od dziecka był dziwny – mówią nasze rozmówczynie.

- Bywałyśmy u niego w tych stodołkach. To poniemieckie, bardzo grube mury, a te okienka, to są atrapy. Drzwi są bardzo grube, drewniane i on zamykał je na kłódki. Nawet, gdyby darła się tam krowa, to nie byłoby słychać – podkreślała jedna z kobiet.

W środku budynku dodatkowo miało być zamontowane wygłuszenie.

- Zrobione z płyt, regipsu. Miał tam wstawioną wersalkę, mikrofalówkę, szafki i małą lodówkę – słyszymy od naszej rozmówczyni.

35-latek nie pracował, był na utrzymaniu rodziców. Bardzo chciał być w związku, od lat intensywnie poszukiwał parterki.

podziel się:

Pozostałe wiadomości