Nie chciał oddać syna do DPS-u, doszło do tragedii. „Niech ta historia będzie ostrzeżeniem”
46-letni Paweł z powodu rozległego uszkodzenia mózgu był niesprawny ruchowo.
- Wymagał pomocy we wszystkim. W ubieraniu, kąpaniu, karmieniu, pojeniu. Nie był w stanie samodzielnie zrobić nic. Potrafił uśmiechać się i śmiać – mówi Anna Nowak, prezes stowarzyszenia Żurawinka.
Opiekę nad Pawłem sprawowali rodzice.
- Tworzyli tandem. Każde z nich miało swoje zadania związane z Pawłem. Patrzyłam na nich z pewnego rodzaju zazdrością. Dlatego, że mieli tak doskonale zorganizowaną opiekę – podkreśla pani Anna.
- Jednak u Krysi zaczęła postępować demencja. Trafiła do szpitala psychiatrycznego. Bogdan z Pawłem zostali we dwójkę sami przez cały 2025 rok – opowiada prezes stowarzyszenia Żurawinka.
Pan Bogdan przejął wszystkie współdzielone wcześniej obowiązki.
- Pomagali im sąsiedzi, a potem też pan Staś – mówi pani Anna.
- Chodziłem do nich od poniedziałku do piątku, 3-4 godziny dziennie. Robiłem jakieś dobre zakupy. Później zabierałem Pawła na spacer. Po to też, żeby odciążyć pana Bogdana – opowiada pan Stanisław.
- Paweł był zaopiekowany i otoczony miłością. Empatią i miłością. Wszystkim tym dobrym, co rodzic może dać swojemu dziecku. Ja jeszcze takiej miłości nie widziałem – dodaje pan Stanisław.
W mieszkaniu w Poznaniu znaleziono dwa ciała
- [Tego dnia – red.] przyszedłem do nich o godzinie dziewiątej. Wchodząc, wiedziałem już, że stało się coś złego. Panowała cisza, jakiej nigdy wcześniej nie było. Zacząłem szukać Pawła. Zajrzałem do łazienki, zajrzałem do pokoju. Pobiegłem do sąsiadki, bo nie mogłem się dostać do salonu. I zadzwoniłem na 112 – opowiada pan Stanisław.
- Pojawiła się wiadomość, że w Poznaniu znaleziono dwa ciała. W tym momencie chłód pojawił się w moim sercu. Przez głowę przebiegła myśl: „Czy on to zrobił?”. Wybiegałam z mieszkania. Nosze zostały już rozłożone. Przeżegnałam się i odwróciłam się. Nie mogłam na to patrzeć – przyznaje pani Anna.
- Zrobił to ze strachu o Pawła. O to, co go czeka w DPS-ie – tłumaczy nasza rozmówczyni.
- Wcześniej mówił, że w czwartek zabierają Pawła i chyba tego nie przeżyje, bo mu chyba pęknie serce. Chciałam zadzwonić po południu, czy wszystko jest w porządku. Ale dostałam telefon, że są dwa trupy – opowiada córka pana Bogdana.
- Z tego, co wiem, to ojciec chciał, żeby razem poszli do domu opieki, wszyscy. Ale się nie udało – dodaje nasza rozmówczyni.
Ogromny strach przed oddaniem syna do DPS-u
Gdy pan Bogdan zachorował na raka chciał, by całą rodzinę umieszczono w domu pomocy społecznej, ale gdy leczenie przyniosło efekty, wycofał swój wniosek. O przyszłości ubezwłasnowolnionego Pawła zdecydował jednak sąd - kazał niezwłocznie umieścić go w DPS-ie.
- Paweł i tak by nie przeżył tam. W takim domu opieki nikt nie ma czasu, żeby karmić tyle godzin, co Paweł był karmiony – mówi córka pana Bogdana.
- Bogdan używał sformułowania: „Nie chciałbym, żeby Paweł pomyślał, że go porzuciłem”. I używał też drugiego sformułowania: „Paweł pójdzie na poniewierkę” – przywołuje Anna Nowak.
Jeżeli Ty lub ktoś z Twoich bliskich potrzebuje pomocy, ZADZWOŃ. Telefon zaufania dla dorosłych: 116 123
Od autorki reportażu:
Reportaże robię od 13 lat, ale to był jeden z najtrudniejszych, jak nie najtrudniejszy materiał w moim życiu. Jak pomieścić w głowie i w sercu to, że wchodzisz do mieszkania, w którym ojciec z czułością i oddaniem przez 46 lat opiekował się niepełnosprawnym synem, a potem doszło do takiej tragedii? W środku palą się kadzidła i jest córka, która ze stresu ledwo stoi na nogach. I jesteś ty z ekipą odpowiedzialną za emocje, za przekaz, z poczuciem, że trzeba wykrzyczeć do jakich ludzkich dramatów prowadzi wypowiadane przez lata przez opiekunów osób niepełnosprawnych zdanie: "Co będzie jak mnie zabraknie?" Gdy wyszliśmy z TEGO mieszkania przepełnionego tragedią, byliśmy wyczerpani, ale tę historię trzeba opowiedzieć, ustami bliskich, którzy po pół roku zgodzili się opowiedzieć o najbardziej dramatycznych momentach, które doprowadziły do podwójnej śmierci.Daria Górka