100 tys. matek szuka swoich dzieci. "Urodziłam zdrowego chłopca, potem usłyszałam, że nie żyje"

100 tys. matek z Gruzji szuka swoich dzieci
"Skradzione dzieci" - zobacz reportaż
W trzecim dniu po porodzie mówiono im, że ich dzieci nie żyją. W rzeczywistości noworodki kradziono i sprzedawano. Dziś w Gruzji 100 tys. matek szuka swoich dzieci!

- Podczas pierwszego dnia zdjęciowego stałam w tłumie matek, które domagały się prawdy – opowiada Martyna Wojciechowska, reżyserka filmu "Skradzione dzieci".

-  Urodziłam zdrowego, normalnego, dużego chłopca. Miał czarne włoski. Zważyli go, zmierzyli, założyli opaskę – opowiada jedna z kobiet. I dodaje: - Po trzech dniach, jak zapytałam o dziecko, powiedzieli, że zmarło. Mój instynkt macierzyński podpowiada mi, że on jednak żyje.

Wiele gruzińskich kobiet usłyszało, że ich dzieci zmarły. Dziś wiedzą, że mogło być inaczej.

- Skala jest porażająca. Mówimy o kraju [Gruzji – red.], który ma 3,5 miliona mieszkańców i 100 tysięcy matek, które szukają swoich dzieci, którym dokładnie w trzecim dniu po urodzeniu dziecka powiedziano, że dziecko zmarło i że zostało pochowane na przyszpitalnym cmentarzu – podkreśla Martyna Wojciechowska.

- Ja już nie wiem nawet, czy można to jakoś stopniować. Co jest gorsze, usłyszeć, że dziecko nie żyje, czy po 20, 40 latach usłyszeć, że ono żyje i żyło 40 lat bez ciebie, bez matki – mówi Jowita Baraniecka, reżyserka filmu "Skradzione dzieci".

Wiele gruzińskich dzieci w latach 80-tych, 90-tych i dwutysięcznych było skradzionych, a potem sprzedanych zamożnym gruzińskim rodzinom lub za granicę.

Historia Amy i Ano z Gruzji

Amy i Ano, bliźniaczki rozdzielone przy porodzie odnalazły się po wielu latach, choć wcześniej nie wiedziały o swoim istnieniu. 

- Kiedy zobaczyłam Ano po raz pierwszy miałam może 12 lat – mówi Amy.

-  Byłam w gruzińskim „Mam Talent” – wyjaśnia Ano.

-  Zobaczyłam samą siebie w telewizji. Zastanawiałam się, co tu się właśnie dzieje – opowiada Amy.

Ostatecznie Amy i Ano połączyły media społecznościowe.

- Mój przyjaciel wysłał mi wideo. Patrzyłam na to i myślałam, to ja, ale to nie ja. Nie miałam niebieskich włosów, nie miałam kolczyka w brwi – opowiada Ano.

Amy i Ano skontaktowały się.

- Przez całe trzy dni po prostu pisałyśmy ze sobą. Rozmawiałyśmy o życiu, o tym, co robimy – tłumaczą siostry.

Gdy Amy i Ano dowiedziały się, że urodziły się w tym samym miejscu i w tym samym roku, stwierdziły, że muszą się spotkać.

-  Czułam się, jakbym patrzyła w lustro. To było przerażające. Czułam, jakby moje serce miało eksplodować. Cała się trzęsłam. Ona też. Miałyśmy tę samą postawę, styl chodzenia, wszystko. Nawet głos – mówi Amy.

Amy i Ano nie miały już wątpliwości, że są bliźniaczkami. Potwierdziły to też testy DNA. Zaczęły pytać swoich rodzin o prawdę. Obie usłyszały w końcu, że są adoptowane.

-  To była sekunda. Miałam natłok myśli. Była złość i dezorientacja. Zastanawiałam się, co tu się dzieje – wspomina Ano.

-  Myślisz, że całe twoje życie było kłamstwem. Że jesteś klaunem w cyrku. Kim jestem? Kim ona jest? – tłumaczy Amy. I dodaje: - Potrzebuje się wtedy odpowiedzi by wyruszyć z miejsca, by dalej żyć.

- Wtedy dowiedziałyśmy się o grupie stworzonej przez Tamunę – mówi Ano.

Sprawa ujawniona przez Tamunę Museridze

Tamuna Museridze to gruzińska dziennikarka, która ujawniła proceder handlu dziećmi. 

- Kiedy wystąpiłam w telewizji cała Gruzja była w szoku, złamałam tabu – mówi Tamuna

Dziennikarka po śmierci rodziców sama dowiedziała się, że była adoptowana i zaczęła szukać biologicznej matki. 

- W Gruzji płacono około 500 dolarów za dziewczynkę i 1000 dolarów za chłopca. Ale za granicą ceny były inne, od 20 do 30 tys. dolarów – opowiada Tamuna.

- [Za proceder odpowiada – red.] wielu ludzi i oczywiście rząd, bo to nie jest takie proste, by sprzedać dziecko – dodaje dziennikarka.

Film „Skradzione dzieci”

O tym szokującym i wciąż nierozliczonym procederze opowiada film dokumentalny "Skradzione dzieci" w reżyserii Martyny Wojciechowskiej i Jowity Baranieckiej. 

- Jak to jest możliwe, że stworzono łańcuch ludzi i każdy swoim klockiem dokładał się do tej potwornej budowli jaką było stworzenie całego systemu, który pozwalał na to, by dzieci można było wykraść i sprzedać? – pyta Martyna Wojciechowska. I dodaje: - Dzisiaj każdy może się tłumaczyć: „Ja tylko fałszowałem dokumenty”, „Ja byłem tylko lekarzem i chciałem pomóc innej rodzinie”. Ale kto dał prawo drugiemu człowiekowi, by tak się zachować?

- Myślę, że gdy wrócę do Gruzji będę persona non grata. Już czytam w komentarzach, że pokazuje światu tę niewygodną prawdę. Że teraz cały świat wie, że gruzińscy lekarze sprzedawali dzieci, a ja powinnam się wstydzić. Ale, co z tymi dziećmi, które żyją za granicą i nie wiedzą, że były skradzione i sprzedane? – tłumaczy Tamuna.

Tamunie i jej rodzinie wielokrotnie grożono. Gruzja do dziś nie rozliczyła się z przeszłością, jedyne znane wyroki to te za fałszowanie dokumentów. 

- Tamuna wykonuje kawał niesamowitej roboty, ale bez otwarcia tego społeczeństwa na prawdę i bez próby rozliczenia się z tym, co się wydarzyło, prawdziwa zmiana nie będzie możliwa – uważa Martyna Wojciechowska. I dodaje: - Spodziewam się, że ten film może wywołać lawinę.

- Potrzebujemy sprawiedliwości, a każda z odpowiedzialnych osób powinna być ukarana i wysłana do więzienia, ale w naszym kraju nie jest to możliwe. Oni nie przejmują się tym, mają pieniądze i mogą wysłać nas do więzienia za to, że to mówimy. Nie zależy im na nas czy tysiącach dzieci, które były sprzedane – mówi Amy.

- Prawda wyjdzie na jaw, wcześniej czy później – uważają Amy i Ano.

Film dokumentalny Martyny Wojciechowskiej i Jowity Baranieckiej "Skradzione dzieci" obejrzysz na HBO Max.

podziel się:

Pozostałe wiadomości