Pani Katarzyna była pielęgniarką z 30-letnim doświadczeniem. Razem z synem – kierowcą pogotowia ratunkowego – pracowali w szpitalu w Świeciu. Kilka lat temu - oboje – matka i syn – zdając sobie sprawę z ryzyka, jakie niesie praca w służbie zdrowia, skorzystali z oferowanego przez szpital grupowego ubezpieczenia na życie. Pani Katarzyna chciała, by w razie jej śmierci pieniądze z ubezpieczenia trafiły do syna.

- Dwa dni po śmierci mamy złożyłem wniosek z jej polisy i zaczęła się bardzo nieprzyjemna historia z ubezpieczycielem. Po miesiącu dostałem odpowiedź, że bezpodstawnie złożyłem pismo o wypłacenie odszkodowania. Że oni takich podstaw nie widzą, ponieważ pani Katarzyna nie widniała w ich ubezpieczeniu na życie – opowiada Łukasz Krzymiński.

- Pamiętam, jak siedzieliśmy wszyscy i powiedziałem, że to jakieś nieporozumienie, jakiś błąd, bo wszyscy wiemy, że miała to ubezpieczenie. Zresztą pamiętamy, jak Łukasz zapisywał się do ubezpieczenia grupowego, jak większość z nas pracujących w szpitalu, wiemy, że to ubezpieczenie było – przekonuje Arkadiusz Kortas, kolega z pracy Krzymińskiego.

Pan Łukasz, zaskoczony taką decyzją ubezpieczyciela, pierwsze kroki skierował do władz szpitala, by wyjaśnić, co się stało z polisą jego zmarłej matki.

- Zaczęliśmy wyjaśniać to z brokerem ubezpieczeniowym, który obsługuje szpital. Jego zdaniem jest to sytuacja nie do przyjęcia, deklaracja została podpisana. Szpital odprowadzał składki w imieniu ubezpieczonej. Towarzystwo nie odsyłało tych składek. De facto przyjęło to ubezpieczenie. Pani Kasia powinna być ubezpieczona – zaznacza Przemysław Leśniewski, prezes Nowego Szpitala w Świeciu.

Śledztwo

- Minął miesiąc, drugi, trzeci, a w sprawie nic nie było wiadomo, ponieważ ubezpieczyciel nie udzielał informacji. Dlatego postanowiłem rozwiązać to na własną rękę i złożyłem doniesienie do prokuratury o wyjaśnienie sprawy, gdzie się podziały składki – mówi pan Łukasz.

Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie przywłaszczenia składek z polisy matki pana Łukasza. Wkrótce umorzyła postępowanie, bo nie dopatrzyła się znamion przestępstwa. Jednak dokumentacja, której zażądał prokurator, dała odpowiedź na pytanie: dlaczego ubezpieczyciel odmówił wypłaty pieniędzy. Okazało się bowiem, że we wniosku o ubezpieczenie pani Katarzyna nie zaznaczyła zgody na przetwarzanie danych osobowych o stanie swojego zdrowia. Choć zgoda była dobrowolna, to jednak jej brak – według ubezpieczyciela – skutkował nieważnością umowy.

- Rzecznik Finansowy stoi na stanowisku, że jeżeli ubezpieczyciel przyjął deklarację, która została podpisana przez klienta, nie dostrzegł problemu związanego z brakiem, bądź niedokładnym parafowaniem deklaracji przystąpienia, a mimo wszystko pobierał składki, w związku z tym stwierdził, że ubezpieczenie jest dla niego ważne, bo bierze pieniądze od klienta, świadczy za to ochronę ubezpieczeniową, więc nie może potem stwierdzać, że świadczenie jest nienależne – ocenia Andrzej Kiciński, zastępca Rzecznika Finansowego.

- Jest to całkowicie absurdalna sytuacja, dlatego że złożona jest deklaracja, jest własnoręcznie podpisana przez pracownika, przez parę miesięcy odprowadzane były składki, przez prawie rok. Okazuje się, że nie było zakreślonego ptaszka i teraz nagle to wielki problem – mówi Przemysław Leśniewski.

- Osiem miesięcy chodzenia po prokuraturach, po policjach, proszenia się i w dalszym ciągu nie ma rozwiązania. Pomału staję się bezradny – przyznaje pan Łukasz. I dodaje: - Jestem pracownikiem ochrony zdrowia. I pracując tak naprawdę setki godzin, teraz jeszcze w dobie pandemii, nie miałem nawet czasu dla rodziny. Tak naprawdę nie miałem czasu dobrze zjeść obiadu w domu, a jeszcze musiałem chodzić i prosić o pieniądze, które należały mi się od samego początku.

7 maja pan Łukasz dostał drugą odpowiedź od ubezpieczyciela.

- I była to odpowiedź odmowna. Ubezpieczyciel po przeanalizowaniu sprawy w dalszym ciągu nie widział podstaw do wypłaty odszkodowania – przywołuje pan Łukasz.

Chcieliśmy się dowiedzieć od ubezpieczyciela, dlaczego - mimo tak oczywistych dowodów na ważność umowy, którą zawarła pani Katarzyna - towarzystwo odmawia wypłaty świadczenia. Przedstawiciel ubezpieczyciela odmówił nam wyjaśnień w tej sprawie.

- Ze względu na tajemnicę ubezpieczeniową, nie mogę komentować umowy i sytuacji – twierdzi Dawid Korszeń, rzecznik towarzystwa ubezpieczeniowego. I dodaje: - Jakiekolwiek ujawnienie tajemnicy ubezpieczeniowej, informacji o ubezpieczonym potencjalnie wiąże się ze sprawą karną dla osoby, która to ujawnia.

Dwa dni po tym jak wysłaliśmy maila do ubezpieczyciela, pan Łukasz poprosił nas o kontakt. Nalegał, abyśmy nagrali rozmowę.

- Jestem bardzo zaskoczony, bo właśnie otrzymałem przelew od ubezpieczyciela na kwotę 39 tys. zł, czyli taką, na jaką opiewało ubezpieczenie, o które walczyłem – mówi pan Łukasz. I dodaje: - Do tego przyszło pismo i pozwolę sobie zacytować: „Szanowny panie, ponownie zapoznaliśmy się z pana sprawą i potwierdzamy, że nasza decyzja odmawiająca wypłaty świadczenia była uzasadniona. (…) Wobec otrzymywanych zapytań zarówno ze strony ubezpieczającego, jak i pośredników ponownie zweryfikowaliśmy i przeanalizowaliśmy wszystkie materiały związane z tą sprawą, w związku z tym informujemy, że podjęliśmy nową decyzję, przyznającą panu świadczenie”.

- Jestem prawie pewny, że to jest dzięki państwa interwencji, dlatego chciałem podziękować. Nie zdziałałem tyle w dziewięć miesięcy, co państwo w dwa dni. Naprawdę jesteście wielcy – usłyszeliśmy od mężczyzny.

Dodaj komentarz