- Wielokrotnie go widziałem na Dworcu Centralnym – mówi stały bywalec Centralnego, do którego dotarli reporterzy programu „Raport” TVN 24. - Spacerował wzdłuż korytarza, rozglądał się i zaczepiał młodych chłopców. Znam chłopaka, którego na pewno wykorzystał. To psycholog-zboczeniec, po prostu ciota… - dodaje.

Dworzec Centralny to punkt kontaktowy homoseksualistów i pedofili. Tu pojawiają się młodzi na gigancie, żeby znaleźć „wujka”, albo sponsora, tu też przychodzą chłopcy dla których prostytucja to sposób na przeżycie, albo zarabianie pieniędzy.

Afera z Klubem Pedofilów z Dworca Centralnego wyszła na jaw we wrześniu 2002 roku. Policjanci namówili trzech chłopców do złamania zmowy milczenia. Wtedy zaczęli opowiadać o usługach dla ”starszych panów” .

Andrzej S. nie przewijał się w tej aferze. Nie brał także udziału w postępowaniu przygotowawczym przeciwko szajce – jak biegły ekspert. Ale chłopak oferujący swe usługi na Centralnym nie ma wątpliwości, że S. tu bywał.

Dzięki zeznaniom skruszonych nieletnich udało się namierzyć blisko 30 pedofilów, jednak tylko 20 postawiono zarzuty i oskarżono o molestowanie nieletnich.

- Jak małolat kogoś dobrze przekręcił, to mógł wyciągnąć nawet 15 tysięcy złotych – mówi policjant. – Ci chłopcy są już skażeni, bez oporów pozwalali się wciągać w homoseksualizm, liczyli na łatwe i szybkie pieniądze. W rozmowach z nami próbowali się usprawiedliwiać, wybielać to, co robili. Twierdzili, że wcale nie świadczyli usług seksualnych, po prostu inni do nich przychodzili i spełniali swoje zachcianki erotyczne.

Zboczeńcy traktowali chłopców jak zabawki. Wymieniali się nimi i przekazywali kolejnym członkom klubu. Pedofile pojawiali się na dworcu zazwyczaj wieczorami. Zabierali dzieciaki z toalet lub kawiarenek internetowych. Często zapłatą za seks był alkohol, słodycze lub możliwość pobawienia się komputerem.

- Pewnie, że są tu tacy kolesie! Klient bierze takiego chłopca do domu, robi z nim co chce, a potem mu płaci – mówi reporterom niewysoki chłopiec, ma najwyżej 14-lat, zna układy panujące na Centralnym. - Jeśli młody się spisze, to może dostać nawet więcej pieniędzy niż zwykle.

- Widuję tu sławy z telewizji, właścicieli dużych firm, prawników – opowiada inny chłopak. - Podjeżdżają luksusowymi samochodami, to są bardzo bogaci ludzie. A Andrzeja S. widywałem na pewno i to nie raz. Przecież normalny dorosły facet nie zaczepia młodych chłopców w publicznym miejscu.

Po informacjach TVN prokuratura sprawdzi związki Andrzeja S. z pedofilami z Dworca Centralnego.

- Podczas śledztwa w sprawie szajki z Centralnego dzieciaki mówiły o znanych osobach, jednak nie potrafiły podać jak się nazywają. Mówiły o adwokatach, ludziach z telewizji czy filmu. Nie potrafię jednak powiedzieć, żeby S. był wymieniany przez pokrzywdzonych - mówi stołeczny policjant.

O sprawie Andrzeja S. zrobiło się głośno 27 czerwca, gdy na osiedlowym śmietniku przy ul. Racławickiej w Warszawie znaleziono kilkaset zdjęć z pornografią, także dziecięcą. W pobliżu śmietnika policja zatrzymała znanego psychologa i doradcę rodzinnego 57-letniego Andrzeja S. Mężczyzna tłumaczył wówczas, że zdjęcia potrzebne mu były do pracy naukowej. Obrona Andrzeja S. będzie się też opierała na wątku medycznym, mówiącym o tym, że psycholog miał ”leczyć autystyczne dzieci bodźcem erotycznym”.

Dodaj komentarz