Gehenna zwierząt

Trudno znaleźć słowa, by opisać warunki, w jakich żyły zwierzęta w schronisku w Kielcach. Umierające z głodu, pobite, zagryzione. – Przypuszczalnie tysiące zwierząt znalazło tu śmierć w męczarniach – mówi Agnieszka Lechowicz, prezes Stowarzyszenia Obrona Zwierząt z Jędrzejowa.

Schroniskiem w Dyminach pod Kielcami od kilkunastu lat zarządza kieleckie Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych, jedna z miejskich spółek. Tylko na jego utrzymanie z budżetu Kielc i okolicznych gmin do PUK-u wpływa rocznie ponad 800 tysięcy złotych. A w schronisku w urągających wszelkim zasadom, a przede wszystkim – w gwałcących po prostu zwyczajne uczucie litości warunkach żyły i umierały zwierzęta. O złej sytuacji w schronisku organizacje broniące praw zwierząt informowały od wielu lat. Do kancelarii prezydenta Polski wpłynęło kilkaset listów w tej sprawie. W efekcie 5 października na niezapowiedzianej inspekcji pojawili się posłowie i przedstawicielka kancelarii. To, co zobaczyli było wstrząsające. Na ich oczach skonał jeden z psów. - Ta sunia wyszła do nas i skonała na naszych oczach – mówi Paweł Suski, poseł na Sejm. – Nie wyobrażam sobie, żeby to mógł zrobić człowiek, ale to zrobił człowiek. Sekcja zwłok wykazała: rozległy krwiak w tkankach miękkich po stronie prawej z rozległymi mechanicznymi uszkodzeniami mięśni, sześć połamanych żeber, niektóre z połamanych żeber były oddzielone od części mostkowej oraz od kręgosłupa i pozostały luźno ułożone w poprzek do prawidłowego anatomicznego ustawienia. Jak mogło dojść do takiego zaniedbania zwierzęcia powierzonego pieczy pracowników schroniska? Przez pięć pierwszych miesięcy tego roku uśpiono w schronisku w Dyminach 27 psów, zaś 52 padły. W całym ubiegłym roku zmarło 148 psów. Nie wiadomo, jakie są powody tak dużej śmiertelności zwierząt, bo brakuje kartotek z dokładnymi opisami poszczególnych przypadków. A weterynarz, który opiekował się psami już w schronisku nie pracuje. - Wnikliwe kontrole zaczęły się w kwietniu, w lipcu wydano opinię o stanie schroniska – mówi Wiesław Wyszkowski, Powiatowy Lekarz Weterynarii w Kielcach. – Jej główne punkty to - zbyt duża liczba zwierząt, co powodowało zagryzienia i nieprecyzyjna dokumentacja, która mogła wskazywać, że nie wszytki eutanazje odbyły się tu w sposób właściwy. Prezes kieleckiego Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych Krzysztof Solecki niewiele ma do powiedzenia na zarzuty o stan powierzonej mu placówki. - Nie ma takiej możliwości, by pies w naszym schronisku umarł z głodu – kwituje sprawę Krzysztof Solecki. Równie mało do powiedzenia ma wiceprezydent Kielc. Urząd Miasta jest zwierzchnikiem PUK-u. - To epatowanie emocjami – powiedział Czesław Gruszewski, wiceprezydent Kielc, gdy reporterka UWAGI! pokazała mu wstrząsające zdjęcia psów padłych w schronisku w Dyminach. Doniesienie o popełnieniu przestępstwa przez pracowników schroniska złożyła w Kielcach warszawska Fundacja Emir. Dowody na łamanie praw zwierząt mają kilkaset stron. Nie wiadomo, jak leczono tu zwierzęta, czy były szczepione i sterylizowane. Ile z nich zostało uśpionych, ile adoptowanych i dokąd trafiły. - Mamy prawo podejrzewać, że odbywa się tam manipulowanie dokumentami bądź ich tworzenie ad hoc – mówi Krystyna Sroczyńska, prezes Fundacji Emir. – Zrobienie kilku tysięcy kartotek to wielka praca – trzeba wymyślić wiele psów i wiele sposobów na to, jak te psy wyszły z tego schroniska. Na protesty obrońców praw zwierząt dyrekcja schroniska odpowiedziała szczelnym zamknięciem bram. Pani dyrektor nie chciała wpuścić do środka ludzi, którzy chcieli adoptować zwierzęta. Kłopoty z wejściem do schroniska miała nawet powiatowy lekarz weterynarii w Kielcach, mimo, że wcześniej jego inspekcję uzgodniono z prezydentem miasta. Kiedy po kilku dniach ekipa UWAGI! znów przyjechała do Dymin, wpuszczono ją w końcu do środka. Co zobaczyli dziennikarze? Psy jedzą raz dziennie - około godziny 10. pracownicy gotują im sami, bo sucha karma jest dla schroniska za droga. W innych schroniskach wolontariusze wyprowadzają psy na spacer. W Kielcach zwierzęta znają tylko ciasne boksy. Od kilku dni w schronisku znów możliwe stały się adopcje. Po interwencjach powiatowego lekarza weterynarii, obrońców praw zwierząt i mediów, w kieleckim schronisku wybieg dla psów jest właśnie budowany. Powstały też specjalne boksy, w których zwierzęta będą przechodzić kwarantannę. Klatki w końcu nie są przepełnione. Dla organizacji broniących praw zwierząt to jednak za mało, bo za cel postawiły sobie odsunięcie PUK-u od prowadzenia schroniska. Władze Kielc mają przeprowadzić konkurs na nowego zarządcę. Już wiadomo, że PUK w nim nie wystartuje. Ale na rozstrzygnięcie konkursu trzeba będzie czekać aż do marca. Kolejna demonstracja w obronie praw zwierząt przed kieleckim schroniskiem zaplanowana jest na 17 listopada. W schronisku wciąż mieszka 150 psów. Na naszej stronie internetowej mogą państwo znaleźć zdjęcia zwierząt, które czekają tam na adopcję i nowe domy.

podziel się:

Pozostałe wiadomości

Pani Agnieszka śpiewa na ulicy, ale wciąż jest spisywana. „Łamię prawo? A kto jest poszkodowany?”

Pani Agnieszka śpiewa na ulicy, ale wciąż jest spisywana. „Łamię prawo? A kto jest poszkodowany?”

Protesty rolników. "Możemy przetrwać pół roku, ale co dalej?"

Protesty rolników. "Możemy przetrwać pół roku, ale co dalej?"

"Co najmniej 80 tysięcy potencjalnie pokrzywdzonych". Zatrzymania po reportażach Uwagi!

"Co najmniej 80 tysięcy potencjalnie pokrzywdzonych". Zatrzymania po reportażach Uwagi!

Co dzieje się w sprawie „łowcy nastolatek”? Zobacz relację Tomasza Patory

Co dzieje się w sprawie „łowcy nastolatek”? Zobacz relację Tomasza Patory

Klaudia dwa lata temu dowiedziała się, że jest w spektrum autyzmu. "Mam misję, żeby zmienić coś na lepsze"

Klaudia dwa lata temu dowiedziała się, że jest w spektrum autyzmu. "Mam misję, żeby zmienić coś na lepsze"

10 lat temu przeszczepiono mu nową twarz. „Dostałem nowe życie”

10 lat temu przeszczepiono mu nową twarz. „Dostałem nowe życie”

Zmarł po zjedzeniu galarety. „Robiłam ją we własnej kuchni”

Zmarł po zjedzeniu galarety. „Robiłam ją we własnej kuchni”