Mobbing w Ministerstwie Zdrowia

Mobbing to zjawisko dotykające różne instytucje niezależnie od zadań, jakie wykonują czy pozycji społecznej pracujących w nich ludzi. Miarą skutecznej walki z mobbingiem są sprawne działania, które pozwolą zweryfikować oskarżenia i – jeśli zajdzie taka potrzeba – ukarać sprawcę. Gdy tego rodzaju zarzuty dotknęły wysokich rangą urzędników Ministerstwa Zdrowia, odpowiedzią na nie… było milczenie.

Pani Wioletta była specjalistką w departamencie nauki Ministerstwa Zdrowia. Jej kłopoty w pracy zaczęły się, gdy nowym dyrektorem generalnym został Marcin Antoniak, a na czele departamentu stanęli jego zaufani ludzie.

- Bałam się odbierać telefony, bo zwykle ten telefon zwiastował zaproszenie do gabinetu na „seans gorącego krzesła”. Ja wychodziłam z gabinetu totalnie roztrzęsiona, siedziałam u siebie w pokoju zapłakana. Podczas jednego z takich seansów powiedziałam, że ja już nie wytrzymuję w takich warunkach pracować. Wtedy ta pani na mnie krzyknęła, że ja nie mam prawa narzekać na komfort pracy ponieważ mam przecież wiatrak w pokoju. - opowiada Wioletta Drożdż.

Kiedy pani Wioletta po kilkumiesięcznym leczeniu psychiatrycznym wróciła do pracy została zwolniona. Dziś w sądach trwają dwa procesy, które wytoczyła Ministerstwu Zdrowia – o bezprawne zwolnienie i mobbing.

- Wszystko popsuło się w momencie, kiedy nastąpiła zmiana osób zarządzających departamentem. Zastępcą dyrektora została kobieta, która mogła sobie pozwolić na takie zachowanie, bo miała przyzwolenie pana dyrektora generalnego, pana Antoniaka. I można powiedzieć, że ona i jej współpracownica mnie torturowały. Regularnie byłam zapraszana do gabinetu i słyszałam, że jestem nieporadna, ciągle wszystko robię źle, że nie dotrzymuję terminów, że pięcioletnie dziecko zrobiłoby szybciej pewne rzeczy. To było tak średnio dwa razy w tygodniu, przez kilka miesięcy. Później już zazwyczaj to wyglądało tak, że one mówiły, a ja siedziałam i płakałam. Potem zrozumiałam, że one po prostu nie chcą mnie w swoim zespole i chcą doprowadzić do tego, żebym ja zwolniła się z pracy – kontynuuje pani Wioletta.

Podobne doświadczenia miała inna urzędniczka wysokiego szczebla - naczelnik wydziałudepartamentu zdrowia publicznego Marzena Drewniacka.

- Przeszłam wszystkie szczeble, od referenta do pełniącego obowiązki zastępcy dyrektora departamentu. Z chwilą przyjścia nowego kierownictwa zaczął się chaos, bo zlecano pracownikom coś, co było w kompetencjach innych wydziałów. Nagle takie coś otrzymywałam ja, miałam przygotować do tego opinię w ciągu np. godziny. Później kazano nam poprawiać te pisma po kilkanaście razy, bo np. chciano by wprowadzić ulubione wyrazy albo by zmienić szyk. To spowodowało, że 80% czasu traciliśmy na poprawianie tych pism. To było nękanie pracownika - mówi Marzena Drewniacka.

Także pani Marzena trafiła pod opiekę psychiatrów, a po zakończeniu leczenia, zrezygnowana, odeszła z ministerstwa na własną prośbę.

- Cały przebieg mojej pracy był wzorowy. Ja zawsze byłam nagradzana, wszystkie awanse wynikały z kompetencji. I na koniec pokazano mi, że nic nie znaczę - dodaje pani Marzena.

Sprawa wyszła na jaw dopiero gdy pani Joanna Koczaj-Dyrda napisała list do pracowników ministerstwa, w którym żaliła się na to jak ona i inni pracownicy są traktowani w ministerstwie. Wcześniej przez ponad rok próbowała znosić zachowania nowego dyrektora generalnego.

- 4 lutego o godzinie 11:00 dowiedziałam się, że mam natychmiast jechać na kontrolę w Katowicach. W trakcie jazdy odbywały się cały czas szykanujące telefony, tzn. że mamy tam jechać natychmiast, że nie możemy się zatrzymywać. A w samochodzie źle się czułam i poprosiłam o postój. Natychmiast po powrocie dostałam szykanujące pismo, że przedłużałam kontrolę. Następnego dnia o godzinie 10:00 pan Antoniak wezwał nas do swojego gabinetu, gdzie zaczął nas obrażać i wyzywać. Tylko ja zareagowałam, bo reszta pracowników uznała, że lepiej siedzieć cicho. – relacjonuje pani Joanna.

Byłych pracowników ministerstwa, którzy dziś walczą w sądach o swoje prawa, jest więcej. Wśród nich m.in. niepełnosprawny urzędnik po zawale serca - za wyjście do lekarza w stanie zagrożenia życia, grożono mu karą dyscyplinarną.

Gdy zaczęliśmy pytać o mobbing kierownictwo Ministerstwa Zdrowia, okazało się, że minister powiadomił właśnie o sprawie kancelarię premiera, a szef służby cywilnej właśnie rozpoczął postępowanie w tej sprawie.

- W piątek otrzymałam list od pana ministra Arłukowicza, do którego załącznikiem był mail jednej z pracownic, który otrzymali pracownicy Ministerstwa Zdrowia, gdzie są bardzo poważne zarzuty. Zarządziłam zarówno wszczęcie postępowania wyjaśniającego, jak i rozpoczęcie kontroli w Ministerstwie Zdrowia. Zarzuty, które są stawiane w tym konkretnym mailu są bardzo dużego kalibru. Takiego rodzaju zarzutów nigdy panu dyrektorowi nie stawiano – komentuje sytuację Claudia Torres-Bartyzel, szef Służby Cywilnej w Kancelarii Premiera.

podziel się:

Pozostałe wiadomości

Pani Agnieszka śpiewa na ulicy, ale wciąż jest spisywana. „Łamię prawo? A kto jest poszkodowany?”

Pani Agnieszka śpiewa na ulicy, ale wciąż jest spisywana. „Łamię prawo? A kto jest poszkodowany?”

Protesty rolników. "Możemy przetrwać pół roku, ale co dalej?"

Protesty rolników. "Możemy przetrwać pół roku, ale co dalej?"

"Co najmniej 80 tysięcy potencjalnie pokrzywdzonych". Zatrzymania po reportażach Uwagi!

"Co najmniej 80 tysięcy potencjalnie pokrzywdzonych". Zatrzymania po reportażach Uwagi!

Co dzieje się w sprawie „łowcy nastolatek”? Zobacz relację Tomasza Patory

Co dzieje się w sprawie „łowcy nastolatek”? Zobacz relację Tomasza Patory

Klaudia dwa lata temu dowiedziała się, że jest w spektrum autyzmu. "Mam misję, żeby zmienić coś na lepsze"

Klaudia dwa lata temu dowiedziała się, że jest w spektrum autyzmu. "Mam misję, żeby zmienić coś na lepsze"

10 lat temu przeszczepiono mu nową twarz. „Dostałem nowe życie”

10 lat temu przeszczepiono mu nową twarz. „Dostałem nowe życie”

Zmarł po zjedzeniu galarety. „Robiłam ją we własnej kuchni”

Zmarł po zjedzeniu galarety. „Robiłam ją we własnej kuchni”