Potrącił go samochodem, potem zastrzelił. 40-letni Marek S. zabił swego 45-letniego brata Zbigniewa. Wcześniej napadł na swoją matkę. Policja znalazła u niego cały arsenał. Podczas przesłuchań Marek S. wyznał, że chciał zabić resztę swej rodziny.
Zbrodnia wydarzyła się w centrum Jędrzejowa, opodal klasztoru ojców cystersów. Policja przyjęła zgłoszenie do wypadku. Na miejscu okazało się, że martwy mężczyzna ma rany postrzałowe w głowie. Policjanci ruszyli w pościg za zabójcą. Udało się go dogonić, ale podczas próby zatrzymania strzelił do jednego z policjantów, raniąc go w brzuch. Na szczęście rana nie okazała się groźna i funkcjonariusz dochodzi do siebie. - Podczas składania wyjaśnień Marek S. zachowywał się emocjonalnie, rozpłakał się, ale nie wykazał skruchy – mówi Tomasz Rurarz, prokurator rejonowy w Jędrzejowie. – Na początku zakładaliśmy, że do zabójstwa doszło w związku z podziałem majątku miedzy braćmi. Marek S. w 1991 r. zniknął z domu. Wrócił po pięciu latach. Zaczął domagać się należnej sobie, jak uważał, części majątku. Wniósł sprawę do sądu przeciw swemu bratu i matce – domagał się domu. Sąd powództwo oddalił. Na tym Marek S. nie poprzestał. Pisał donosy na matkę i brata – ulotki rozklejał w Jędrzejowie, rozrzucał je też w miasteczku akademickim w Krakowie, gdzie Zbigniew S. prowadził sklep. - Na portierni, w administracji pojawiły się wydrukowane kartki – mówi Jakub Kucharczyk, mieszkaniec miasteczka studenckiego. – Z tekstem zaczynającym się od zdania: ”Nie wiecie, u kogo kupujecie rano bułki. Ten człowiek wsadził brata do więzienia, zabrał mu żonę”. Do Zbigniewa S. ktoś strzelał w Krakowie. Kto – tego policji nie udało się ustalić, ale zaczęła wtedy szukać Marka S., który zaczął się ukrywać. We wrześniu napadł na matkę wracającą do domu z zakupami i poranił ją nożem – na twarzy i rękach. W minioną niedzielę pojawił się znowu w Jędrzejowie. Jego brat przyjechał odwiedzić matkę. Szli chodnikiem, gdy Marek S. nadjechał z tyłu, potrącił brata, wysiadł z samochodu i strzelił mu w głowę. Marek S. został zatrzymany na trzy miesiące. Przyznał się do zabójstwa brata. Dodał, że matkę chciał pozostawić przy życiu, aby jeszcze bardziej cierpiała. Miał do niej pretensję, że faworyzowała starszego brata. Zbigniewowi zarzucał oszustwa. W ostatnim czasie morderca mieszkał w samochodzie. Po przeszukaniu auta policja znalazła wiele sztuk broni. W trakcie przesłuchań Marek S. przyznał, że kwas, noże i broń szykował na żonę i dzieci zamordowanego brata, a na rodzinnej posesji zostawił dwa granaty, które miały zabić jego najbliższych. Do Jędrzejowa natychmiast zostali wezwani saperzy, ale nie udało im się odnaleźć żadnej broni.