Dziennikarskie śledztwo

Jak w praktyce wygląda produkcja jaj, które trafią na nasz stół? Tematem zajęliśmy się po spotkaniu z przedsiębiorcą, który przez wiele lat funkcjonował w szarej strefie przemysłu dostarczającego rocznie na rynek kilkaset tysięcy ton cenionego w całej Europie towaru.

- Im mniejsza firma, tym większy przekręt. W Oldarze praktycznie każda rzecz, na każdym etapie, śmierdzi – zapewnił nas informator i wskazał średniej wielkości zakład przetwórczy, który - jego zdaniem – jak w soczewce skupia patologie występujące na polskim rynku.

To firma, która skupuje jaja z ferm, a po oznakowaniu i zapakowaniu dostarcza je do sklepów i supermarketów. Produkuje też z jaj płynną masę używaną później m.in. przez cukierników i producentów makaronu. By sprawdzić na własne oczy szokujące sygnały, nasi reporterzy zatrudnili się w zakładzie.

Fałszywe badania

Pracę zaczynamy od kwestii formalnych czyli od książeczki sanepidowskiej. Wyniki badań zawarte w niej gwarantują, że pracownik nie jest nosicielem groźnych, zakaźnych chorób. Tymczasem kierowniczka magazynu wprost zaproponowała naszym reporterom kupno przez internet fałszywego dokumentu.

-  W zależności jak chce ją pan robić. Czy chce ją pan robić normalnie czy nienormalnie. To na Gumtree, czy te inne, i pan ma – mówi kierowniczka magazynu i dodaje: - Dla mnie to jest ważne, żeby była jak najszybciej.

Wreszcie trafiamy do magazynu.

„Odświeżanie” jaj

Jednym z pierwszych zadań zleconych naszym reporterom było sfałszowanie daty przydatności do spożycia partii jaj, których nie udało się sprzedać w terminie.

- Termin przydatności jaj jest 28 dni. Magiczna sztuczka i odświeżanie jajek. Delikatnie odrywasz i w to samo miejsce wbijasz tę datę. Cuda! -  mówi pracownik: - My jesteśmy jak Harry Potter. Tylko on dotykał różdżką, a my palcem. I jest już zmiana. Świeże jajko.

Pracownicy magazynu przez kilka godzin zmieniali etykiety na tysiącach jajek. Nielegalny zabieg przedłużał ich termin ważności o kolejne kilka tygodni.

- O tym decyduje kierownik. Jak jest chu… data, idziesz do kierownika: Co ja mam tu zrobić? Wypie…, przemetkować, przedatować, wywieźć?”. Jego decyzja jest. To już latami idzie. Nie skarżą się – usłyszał nasz reporter. Po kilku godzinach nowego pracownika przyszła zobaczyć na hali produkcyjnej pani prezes firmy. Na odbywający się tam proceder nie zareagowała. My natomiast całość rejestrowaliśmy ukrytymi kamerami.

„To niedopuszczalne!”

O komentarz do nagrań zarejestrowanych w przetwórni poprosiliśmy dr Małgorzatę Korzeniowską, która na co dzień zajmuje się bezpieczeństwem żywności, szczególnie mięsa i jaj.

- Takie praktyki są absolutnie niedopuszczalne. Jajo, które przekracza barierę 28 dni powinno powrócić do zakładu pakującego. Może zostać przekazane do zakładu przetwórczego i zostać przerobione w odpowiednich warunkach procesowych i higienicznych na masę jajową, póki jeszcze się do tego nadają – wyjaśniła dr Małgorzata Korzeniowska, Uniwersytet  Przyrodniczy we Wrocławiu.

Od momentu zniesienia przez kurę, przechowywane w suchych i chłodnych pomieszczeniach, jajko jest przydatne do spożycia przez 28 dni. W tym czasie może być zjedzone lub przetworzone. Po upływie terminu jajko nadaje się tylko do zniszczenia.

Gdy nasi koledzy pracowali w przetwórni, próbowaliśmy sprawdzić kolejne informacje. Informator powiedział nam o olbrzymiej szarej strefie nielegalnych handlarzy, którzy poza nadzorem służb sanitarnych masowo skupują i wprowadzają na rynek jajka, które nigdy nie powinny trafić na nasz stół.

„Czarne” jajka po światełku

- Funkcjonują na rynku, nie są pod nadzorem weterynaryjnym. Są w wolnej strefie. To są duzi gracze – mówi nasz informator i opisuje nielegalne praktyki: - U nich po prostu topi się towar, który musiałby być zutylizowany i to na dużą skalę. To są jajka z ferm reprodukcyjnych, które hodują kury na jajka z przeznaczeniem do wylęgarni. Jeśli zarodek się nie rozwija, to jajko jest odrzucone. To jest odpad, który powinien być utylizowany. A on trafia na rynek. Zabiera to handlarz, który gdzieś się z tym udaje. Handlarz kseruje jakiekolwiek dokument identyfikacyjny. I to już w zupełności wszystkim wystarczy.

Zdaniem naszego informatora, jaja odpadowe z wylęgarni kurcząt skupują działający na czarnym rynku handlarze, którzy sprzedają nielegalny towar zakładom produkującym masę jajeczną używaną m.in. do produkcji lodów, makaronów i ciast. Przedstawiając się jako właściciele cukierni, którzy potrzebują tanich jaj do produkcji ciast, nawiązaliśmy kontakt z jednym z handlarzy. Formalnie prowadzi on niewielką piekarnię.

- Potrzebuję dwie niskie palety jaj po światełku – zamawia nasza reporterka.

- To liczymy po 13 (groszy). Wysyłam młodemu zamówienie – przyjmuje handlarz.

W branżowym języku handlarzy, naświetlane jaja z wylęgarni, które powinny trafić na śmietnik, nazywane są „czarnymi” lub „po światełku”. Ich sprzedawcy - ostrożni i wietrzący podstęp – umówili się na spotkanie, by sprawdzić nowego odbiorcę.

- To są olbrzymie pieniądze. Busiarz (handlarz) jest w stanie zarobić sam, w pojedynkę na ML-a (mercedesa) w ciągu roku. Budują się budynki, fortece – przyznaje nasz informator.

Po rozmowie z naszą reporterką sprzedawcy nabrali do niej zaufania. Po kilku dniach przekazali nam nielegalny towar.

„To odpada! Zagrażają zdrowiu!”

Wszystkie jaja kupione od handlarzy miały czarne stemple świadczące o tym, że nie są przeznaczone do jedzenia. Przekazaliśmy je do zbadania specjalistom ze Szkoły Głównej Gospodarstwa-Wiejskiego.

- Te jaja na pewno nie nadają się do jedzenia, są to jaja wylęgowe. Tu mamy przykład że zarodek zamarł w 15 dobie, tuż przed wykluciem. Tutaj mamy przykłady, że zarodki zamarły w 7, 8 dobie. To jest odpad, który powinien być zutylizowany – powiedział prof. Jan Niemiec, szef Katedry Szczegółowej Hodowli Zwierząt.

Zszokowany wynikiem naszej prowokacji, profesor poprosił o ocenę zagrożenia zdrowia w wypadku zjedzenia takich jaj swojego kolegę, specjalistę od chorób ptaków.

- Bakterie w czasie inkubacji mogą się namnażać do ilości zagrażającej zdrowiu człowieka. Jeśli kupiliście to jako cukiernia, to ktoś bardzo naruszył przepisy. Jeżeli to sprzedał, to jest czyste przestępstwo – dodaje prof. Piotr Szeleszczuk, szef Zakładu Chorób Ptaków SGGW.

W czwartek kolejna część reportażu, prezentująca wyniki naszego dziennikarskiego śledztwa!

Stanowisko redakcji programu Uwaga! TVN

TVN S.A., w dniu 21 grudnia 2018 roku, wykonała prawomocne orzeczenie Sądu Okręgowego w Warszawie, nakazujące redaktorowi naczelnemu programu Uwaga ! TVN publikację sprostowania opracowanego przez p. Aleksandrę Dębską, właścicielkę przedsiębiorstwa OLDAR.

Sprostowanie prasowe to szczególny, przewidziany przez przepisy prawa prasowego mechanizm pozwalający opinii publicznej na zapoznanie się ze stanowiskiem zainteresowanego, czyli w tym wypadku p. Aleksandry Dębskiej właścicielki przedsiębiorstwa OLDAR. Sprostowanie daje tym samym wyłącznie możliwość zaprezentowania własnego stanowiska oraz przedstawienia swojej wersji wydarzeń.

TVN S.A. nie zgadza się z oceną materiałów prasowych poświęconych fermie OLDAR, dokonaną w opublikowanym, w wyniku wykonania orzeczenia sądowego, sprostowaniu p. Aleksandry Dębskiej. Materiały przygotowane przez dziennikarzy redakcji Uwaga ! TVN są w ocenie TVN SA rzetelne i zawierają informacje prawdziwe.

Zasadność stanowiska TVN S.A. o odmowie opublikowania sprostowania w ocenie stacji potwierdza fakt, iż w dwóch innych postępowaniach sądowych o nakazanie publikacji sprostowania, zainicjowanych przez p. Aleksandrę Dębską, właścicielkę przedsiębiorstwa OLDAR, dotyczących serii materiałów prasowych przygotowanych przez dziennikarzy programu Uwaga ! TVN, poświęconych fermie OLDAR, powództwa zostały oddalone, w tym jedno prawomocnie. Sprostowania opracowane przez p. Aleksandrę Dębską, będące przedmiotem tych spraw, miały bardzo podobną formę, treść i charakter.

W ostatnich dniach Sad Apelacyjny w Warszawie prawomocnie oddalił wniosek p. Aleksandry Dębskiej, właścicielki przedsiębiorstwa OLDAR, o zabezpieczenie powództwa o ochronę dóbr osobistych, jakie p. Aleksandra Dębska zamierza wytoczyć TVN SA. W tym postępowaniu p. Aleksandra Dębska żądała nakazania TVN S.A. opublikowania na stronach internetowych, do czasu prawomocnego zakończenia postępowania o ochronę dóbr osobistych, informacji, iż materiały prasowe  Jej dotyczące mogą naruszać jej dobra osobiste w postaci renomy, reputacji, czci i dobrego imienia.

Dodaj komentarz