Policjant obezwładnił agresywnego przestępcę – dziś ma z tego powodu kłopoty

Policjant obezwładnił agresywnego przestępcę – dziś ma z tego powodu kłopoty
Co dalej z zawieszonym policjantem?
Policjant użył gazu wobec agresywnego mężczyzny i… usłyszał zarzuty.

Sopot. Policyjny patrol z nakazem prokuratora miał doprowadzić na przesłuchanie Oleksieja K. Mężczyzna był dobrze znany funkcjonariuszom z poprzednich interwencji. Miał postawione zarzuty między innymi za znęcanie się nad żoną. W mieszkaniu przetrzymywał 10-letniego syna.

Zatrzymanie Oleksieja K.

- Zapukaliśmy do mieszkania. Otworzył, zobaczył nas i pierwsze, co zrobił, to próbował zamknąć drzwi i schować się przed nami – relacjonuje sierż. Michał Czabrowski.

- Powiedziałem, że jeżeli nie puści drzwi, to użyję środków przymusu. Wtedy zobaczył, że sięgam do kieszeni i zasłonił się dzieckiem. To był około 10-letni syn, którego mężczyzna wcześniej porwał – opowiada policjant.

Jak tłumaczy funkcjonariusz, Oleksiej K. wszedł do potencjalnie najbardziej niebezpiecznego miejsca – kuchni.

- Na każdym szkoleniu mamy przedstawiane, by omijać kuchnię. W pewnym momencie mężczyzna zaczął szykować posiłek i leki dla dziecka. Widziałem, że kroi coś na blacie. Nie jestem w stanie powiedzieć, co to było, widziałem tylko niebezpieczne noże – relacjonuje sierż. Michał Czabrowski.

- Nakazałem, żeby odszedł od nich, odsunął się. Kompletnie nie reagował, stawał się coraz bardziej agresywny. Zaczął nam ubliżać, wyzywał nas od idiotów, debili, „jeb…. prokuraturę” – przywołuje policjant.

Mężczyzna nie reagował na polecenia, by wyjść z kuchni i podejść do policjantów.

- Jeszcze kilkukrotnie ostrzegłem go, że jeśli się nie podporządkuje naszym poleceniom, użyjemy środków przymusu, powiedziałem o gazie pieprzowym. Kolega odsunął dziecko pod balkon, tam gdzie był otwarty przewiew. Ja wyciągnąłem gaz pieprzowy i go użyłem – opowiada sierż. Michał Czabrowski.

- Chodziło przede wszystkim o bezpieczeństwo – nasze i osób, które się tam znajdowały. Nie mogłem podejść i bezpośrednio użyć siły fizycznej, bo mężczyzna znajdował się w bezpośrednim położeniu niebezpiecznych przedmiotów. Machał rękoma, w mojej ocenie w każdej chwili mógł sięgnąć po nóż i go użyć – tłumaczy funkcjonariusz.

Zatrzymany złożył skargę na policjanta

W związku z agresywnym zachowaniem mężczyzny wezwano drugi patrol. Dopiero trzech funkcjonariuszy, zdołało wyprowadzić Oleksieja K., który zgodnie z nakazem trafił do prokuratury. Wtedy zaczęły się kłopoty pana Michała. Zatrzymany złożył skargę, że policjant bezpodstawnie użył gazu i wyprowadził go bez butów. Rzecznik dyscyplinarny uznał, że policjant przekroczył uprawnienia i naruszył godność zatrzymanego.

- Rzecznik dyscyplinarny wierzył we wszystkie słowa zatrzymanego. Nie brał pod uwagę żadnych innych dowodów, które mnie uniewinniają, np. zeznań policjantów czy nagrań. Dążył do ukarania mnie – ocenia sierż. Michał Czabrowski.

Dotarliśmy do żony zatrzymanego Oleksieja K. To w jej sprawie miał zostać doprowadzony do prokuratury. Mężczyzna miał znęcać się nad nią i ją nachodzić. Uprowadził też ich syna, którego wbrew wyrokowi sądu przetrzymywał przez dwa lata. Choć dziś odbywa karę więzienia, kobieta nadal boi się o siebie i dzieci.

- On jest nieobliczalny. Nie wiem, czego się po nim spodziewać. Zawsze był agresywny – mówi nasza rozmówczyni.

- Dzięki tej interwencji udało mi się odzyskać syna. Nie mogę tego nazwać inaczej, jak drugie urodziny syna, ten dzień ma dla mnie duże znaczenie – zaznacza kobieta.

- Kiedy tam byłam, nie czułam gazu łzawiącego, mój syn nie skarżył się na oczy. Nic go nie bolało, nie było więc żadnej krzywdy fizycznej – dodaje żona zatrzymanego.

Nikt z uczestników interwencji nie wymagał pomocy medycznej, a na użycie gazu skarżył się tylko zatrzymany. Sprawą zajęły się policyjne związki zawodowe, broniąc pana Michała.

- Ten mężczyzna [Oleksiej K. – red.], w każdej chwili mógł zaatakować. Policjanci wiedzieli, na co się decydują. Policjant powinien wiedzieć, że ma za sobą państwo polskie – mówi mł. asp. Jacek Łukasik, przewodniczący rady krajowej Związku Zawodowego „Policyjna Solidarność”.

Po rozpoznaniu odwołania komenda wojewódzka uznała, że decyzja rzecznika była błędna, a interwencja zgodna z procedurami. Pan Michał został uniewinniony

- Komendant wojewódzki policji w Gdańsku po zapoznaniu się z materiałem powołał komisję odwoławczą w skład, której weszli doświadczeni policjanci, którzy przeanalizowali bardzo dokładnie orzeczenie i stwierdzili, że policjant nie przekroczył uprawnień. Zdecydowano o uniewinnieniu – mówi kom. Karina Kamińska, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku.

Decyzja komendy wojewódzkiej nie zakończyła jednak problemów pana Michała. Prokuratura prowadziła własne śledztwo i 24 lipca, w święto policji, postawiła mu zarzut przekroczenia uprawnień.

Decyzją prokuratury funkcjonariusz został zawieszony w czynnościach służbowych na czas trwania śledztwa, co oznacza, że nie może pracować. 

- Jestem zawieszony już piąty miesiąc i dostaję połowę pensji, to jest 3 tys. zł. Nie wolno mi dorabiać, nie wolno podjąć żadnej pracy zarobkowej. Nie ma z czego żyć – ubolewa pan Michał.

Służba w prewencji

Mężczyzna służy w policji od 5 lat. Pracuje w prewencji, na pierwszej linii — tam, gdzie funkcjonariusze jako pierwsi reagują na zagrożenia i zapewniają bezpieczeństwo mieszkańcom.

- Służba, którą pełnił, nigdy nie była źle oceniana. Wpływały co prawda skargi na nieadekwatne zastosowanie środków przymusu bezpośredniego. Ale te skargi były niepotwierdzone. Ponadto policjant był bardzo często nagradzany za zaangażowanie w służbie, zatrzymywanie wielu sprawców przestępstw – mówi kom. Karina Kamińska.

W związku dozorem policyjnym pan Michał raz w tygodniu musi stawiać się w komendzie policji.

- Przychodzę do kolegów, z którymi się witam i „odbijam się”. Ciężko powiedzieć, co czuję. Na pewno jest mi wstyd, ale z drugiej strony wiem, że zostanę uniewinniony – mówi mężczyzna.

- Michał jest ofiarą pewnego toku postępowania pani prokurator. Zza biurka łatwo się ocenia, jest czas i możliwość analizy. Podczas interwencji na pierwszej linii nie ma na to czasu. Musimy dbać o swoje zdrowie, o swoje bezpieczeństwo – mówi mł. asp. Jacek Łukasik.

Pan Michał odwołał się od decyzji prokuratury. Oczekuje teraz na rozstrzygnięcie sądu. Tymczasem prokuratura powołała biegłego i czeka na kolejną opinię.

- Pierwotnie komendant miejski policji w Sopocie uznał, że ta interwencja nie została przeprowadzona prawidłowo i na skutek tego zostało skierowane zawiadomienie do prokuratury. Wszczęte zostało śledztwo i prokurator stwierdził, że materiał dowodowy pozwala na przedstawienie zarzutu – mówi Ariadna Rużewicz-Zielińska, zastępca prokuratora rejonowego Gdańsk-Śródmieście.

- Ciężko jest to psychicznie przeżyć dla policjanta, który całe życie pokładał w służbie. To nie tylko była moja praca, ale też pasja – mówi pan Michał. I dodaje: - Chwycenie za nóż przez takiego mężczyznę, to są 2 sekundy. Nie wiem, czy nie otworzyłby szafki, nie wyciągnął tasaka, każda zwłoka mogłaby działać na niekorzyść moją czy mojego kolegi.

Dzisiaj sąd podtrzymał decyzję o zawieszeniu pana Michała w obowiązkach służbowych.

podziel się:

Pozostałe wiadomości