- W wypadku na autostradzie A1 zginęły cztery osoby i cztery zostały ranne.
- Co było przyczyną wypadku na A1, w którym zginęli pracownicy wykonujący roboty drogowe?
- Jak powinny być zabezpieczone roboty drogowe?
1 września na autostradzie A1 pod Częstochową rozpędzona ciężarówka wjechała w roboty drogowe. Zginęło czterech pracowników robót drogowych, czterech trafiło do szpitali. Ucierpiał między innymi 20-letni Kacper.
- Zapamiętał tylko, że uciekał, a tamci nie mieli już chyba szans – mówi pan Krzysztof, ojciec rannego w wypadku 20-latka.
Większość ofiar mieszkała w niewielkich miejscowościach tuż przy granicy ze Słowacją. Pochodzący z Niedzicy 20-latkowie Kacper i Łukasz znali się ze szkoły i w czasie wakacji chcieli sobie dorobić. Na A1 pod Częstochową mieli spędzić zaledwie kilka dni. Potem planowali wrócić do nauki.
- O godzinie 10 dostaliśmy telefon, odebrał Stasiu. Strasznie płakał, wiedziałam, że coś się dzieje. Okazało się, że Łukasz nie żyje, to był szok, strasznie płakałam – mówi pani Agnieszka, babcia ofiary wypadku.
Najstarszą śmiertelną ofiarą katastrofy jest 62-letni pan Milan. Jego najbliższa rodzina nie jest w stanie rozmawiać.
- Z Milanem byłam zżyta od dziecka. Chodziliśmy do nich, a oni do nas. To był fajny chłopak, rodzinny. Ostatnio wybudowali nowy dom, byłoby im tam dobrze, a coś takiego się stało. Szkoda mi jego żony. On sam pół roku temu pochował brata, a w maju zmarł jego ojciec – mówi pani Helena, kuzynka mężczyzny.
- U mojego syna nos i żuchwa są przestawione, będzie w piątek operowany – mówi pan Krzysztof.
Kierowca, który jechał A1 nie hamował
Z doniesień medialnych wynika, że kierowca, który wjechał w roboty drogowe, nie hamował. To 31-latek z okolic Kutna, kierowca ciężarówek. Po wypadku próbował uciec, ale został zatrzymany przez świadków. Jak się okazuje, miał powód.
- W chwili spowodowania katastrofy kierowca, czyli Dominik D., znajdował się pod wpływem substancji psychotropowej w postaci klefedronu – mówi prokurator Tomasz Ozimek z Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.
- Kierowcy używają tego typu świństwa po to, żeby walczyć z sennością i zmęczeniem. Żeby organizm był ciągle pobudzony. Dlatego że często podróżują w nocy i wówczas pojawia się samotność, monotonia, presja czasu, a jak zażyje się to, dostaje się potężnego powera, potrafi się przezwyciężyć senność. Potem pojawia się pik w dół. Nagle następuje totalne zmęczenie i nietrudno o tragedię– wyjaśnia Marek Konkolewski, pełniący obowiązki zastępcy Głównego Inspektora Transportu Drogowego.
W kabinie kierowcy znaleziono dwie karty do tachografów. To wzbudza też duże wątpliwości, co do czasu pracy Dominika D. Karty są imienne i zapisują przejechany czas oraz czas trwania obowiązkowej przerwy. Jak ustaliliśmy, jedna z takich kart należała do ojca 31-latka. Ten wątek również bada prokuratura.
Jak zabezpieczone były roboty drogowe?
Drugim ważnym wątkiem, który bada prokuratura, jest sposób zabezpieczenia prac.
- Mamy potwierdzenie, że wszystko było prawidłowo oznakowane. Kilkaset metrów dalej były pierwsze informacje na temat prowadzonych prac – mówił tuż po tragedii Marcin Twardysko z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.
Z nagrania, do którego dotarł portal brd24.pl wynika jednak, że prace przed wypadkiem nie były należycie zabezpieczone.
- Najpierw powinien być znak ograniczenia prędkości do 110 km/h, po kilkuset metrach powinna być przyczepka i była. Dalej po 100-200 metrach powinna stać poduszka zderzeniowa, która zamyka prawy pas, który ma być zamknięty. I to nie było 100 metrów, a około 10 metrów. I zaraz za poduszką stali pracownicy, którzy zdejmowali z przyczepy pojazd. Byli za blisko – wskazuje Łukasz Zboralski, redaktor naczelny portalu brd24.pl.
- Obowiązkiem wykonawcy było wprowadzenie takiej organizacji ruchu, która była zgodna z zatwierdzoną dokumentacją. (…) Wszystko będzie wyjaśniała prokuratura – mówi Szymon Piechowiak, rzecznik GDDKiA.
GDDKiA zleciła prace drogowe wybranej przez siebie firmie, ale ta zaangażowała do tych prac kilku podwykonawców. Jedni z nich zatrudniali pracowników, inni byli odpowiedzialni za bezpieczeństwo prac.
- Tysiące firm wykonuje prace na polskich drogach. To jakich podwykonawców dobierają główni wykonawcy, to jest ich decyzja biznesowa – mówi Szymon Piechowiak.
Sama GDDKiA przyznaje, że podczas prac na drogach jest wiele wypadków. Z oficjalnych statystyk wynika, że w ciągu dwóch lat zginęło 14 osób, a ponad 100 zostało rannych. Obserwacje z ostatnich dni potwierdzają, że widok źle zabezpieczonych prac na drogach nie jest rzadkością.
- Około tygodnia temu na autostradzie A1, na co mam dowody zdjęciowe, były prowadzone prace przez inną firmę i też były nieprawidłowo zabezpieczone. Była tylko jedna przyczepka, nie było poduszki powietrznej. Czytelnicy przesłali mi filmy, na których widać, że koszona jest trawa i nie ma żadnego zabezpieczenia oprócz samochodu, który przywiózł kosiarkę i pracowników. To nie jest tak, że to jest incydentalne. To, że w wielu miejscach kierowcy to dostrzegają i fotografują, i filmują oznacza to, że nikt tego dobrze nie kontroluje – mówi Łukasz Zboralski.
- Sprawdzamy takie sygnały. W tym wypadku okazało się, że wykonawca tych prac wszedł na pas autostrady samowolnie, nie zgłaszając tych prac. Jak tylko dostaliśmy ten film, na miejsce udał się nasz pracownik i przerwał prowadzone prace i kazał wszystkim opuścić pas drogowy. Wykonawca został powiadomiony o nałożeniu kary – mówi Szymon Piechowiak.
- Ta tragedia dotknęła całe środowisko drogowców, dlatego będziemy przypominać, aby wykonawcy bezwzględnie stosowali wszystkie procedury, żeby nie oszczędzali na bezpieczeństwie. Jeżeli prace muszą potrwać dwa dni zamiast jednego, to niech potrwają, ale niech będą dobrze zabezpieczone – dodaje Szymon Piechowiak.
Więcej reportaży Uwagi! możesz znaleźć na Player.pl>>>