- Sprzedawała samochód, podała dane do umowy, a oszustka to wykorzystała.
- Jakie konsekwencje grożą za wykorzystywanie danych osobowych?
Pani Katarzyna mieszka w Lublinie. Jest psychoterapeutką i biegłą sądową. Dwa lata temu zwykła sprzedaż samochodu uruchomiła ciąg zdarzeń, który zamienił jej życie w koszmar. Zapowiedzią przyszłych problemów był telefon od ojca.
- Jak tata do mnie zadzwonił, powiedział, że od jednego z operatorów sieci telefonii komórkowej przyszło pismo na mój stary adres firmowy. Była tam informacja, że kupiłam dwa iPhone'y za kwotę ponad 16 tysięcy złotych i że mam teraz spłacać raty przez kolejne pięć lat – opowiada pani Katarzyna.
- Pojechałam do najbliższego salonu, siadłam przed panią, podałam dowód osobisty i powiedziałam, że zaszła jakaś pomyłka, bo nigdy nawet nie byłam klientem tej sieci komórkowej. A ta pani powiedziała, że ja te iPhony kupiłam. Wmawiała mi, że spotkałam się z kurierem, on podał mi je do ręki, a ja podpisałam, że je odebrałam. Nigdy w życiu nie zrobiłam takiego zamówienia – podkreśla nasza rozmówczyni.
- Wydawało mi się, że biorę udział w jakiejś ukrytej kamerze, że to jakiś żart – dodaje poszkodowana kobieta.
Pani Katarzyna pomocy szukała na policji
Następnego dnia pani Katarzyna udała się na policję. Po przyjęciu zgłoszenia funkcjonariusz poradził jej, żeby pobrała raport z Biura Informacji Kredytowej. To, co w nim zobaczyła, przeraziło ją.
- Przyjechał do mnie mój doradca finansowy. Powiedział mi: „Kasia, mam dla ciebie złe wiadomości. Na trzech ostatnich stronach raportu BIK-u są próby brania pożyczek codziennie od 28 kwietnia 2024 roku, od godziny 14, gdzie pierwszy raz kupiłaś iPhone’y” – przytacza nasza rozmówczyni.
- Zaczęłam dzwonić do wszystkich firm, w których rzekomo coś zaciągnęłam. Były firmy, które np. mówiły mi: „Być może kupiła pani cztery MacBooki, ale jeżeli pani kupiła, no to pani przecież wie o tym, że pani kupiła, więc ja pani tego nie powiem”. To były takie absurdalne sytuacje – opowiada pani Katarzyna.
Osoba posługująca się jej danymi złożyła wnioski kredytowe nawet w banku, w którym pani Katarzyna miała zaciągnięty kredyt hipoteczny. Zdołała zmienić adres mailowy, tak aby móc śledzić postęp składanych wniosków.
- Wydawało mi się, że to jakiś matrix i na pewno nie dzieje się to naprawdę - mówi pani Katarzyna.
Pani Katarzyna wzięła sprawy w swoje ręce
- Pojechałam do funkcjonariusza na komendę, wtedy już miałam, wydaje mi się, dużo informacji. Pokazałam raport, a on tak wziął, nawet tego nie przeczytał i mówi: „Wie pani co, najpierw trzeba zacząć to spłacać. Prawdopodobnie to są jakieś słupy, może jacyś ludzie z zagranicy. Pewnie sprawa będzie szła do umorzenia”. Podziękowałam i wyszłam z komisariatu. Pomyślałam sobie, że to jest czas, że ja się dowiem, co się wydarzyło – mówi kobieta.
Wobec braku pomocy ze strony służb, pani Katarzyna postanowiła sama ustalić, kto się pod nią podszywa. Krok po kroku weryfikowała każdy trop, aż pojawiła się wskazówka, kto może za tym stać.
Osoba posługująca się danymi pani Katarzyny omyłkowo wpisała we wniosku kredytowym własny adres. Ten sam adres widniał na umowie, którą pani Katarzyna podpisała sprzedając samochód.
- Na umowie sprzedaży znalazły się dane, czyli numer i seria dowodu osobistego mojego oraz osoby kupującej, jak również pełny adres oraz PESEL – mówi kobieta.
Pani Katarzyna zaangażowała prywatnego detektywa i przekazała mu umowę, adres oraz informacje o kobiecie, którą podejrzewa o wykorzystanie swojej tożsamości.
- Z detektywem udaliśmy się pod ten adres, żeby zobaczyć naocznie, że taki adres istnieje. Okazało się, że kredyty wzięła żona osoby, która kupiła ode mnie samochód. Kobieta siedziała sobie na tarasie i czytała książkę. W momencie gdy ja nie wiedziałam, w co mam w ręce włożyć, to pani się relaksowała – oburza się pani Katarzyna.
To, że pani Katarzyna ustaliła, kto mógł ukraść jej tożsamość, nie oznaczało jednak końca jej walki.
- Wiem, że jestem zadłużona na być może ponad 100 tysięcy polskich złotych i nie wiem, czy będę musiała to płacić. Zaczynam mieć paranoję, patrząc cały czas czy komornicy nie weszli mi na konta – tłumaczy kobieta.
Sprawą zajęła się prokuratura
Swoje ustalenia pani Katarzyna przekazała prokuraturze. Śledczy zaczęli analizować sprawę, a przede wszystkim weryfikować, czy nazwisko kobiety podejrzewanej o oszustwo pojawia się w innych postępowaniach.
- Okazało się, że to, co ja odkryłam, to jest czubek góry lodowej. Że nie byłam jedyną osobą, która padła ofiarą tych złodziei tożsamości – mówi nasza rozmówczyni.
Kiedy przyjechaliśmy do wsi, w której do niedawna mieszkała podejrzewana kobieta, dowiedzieliśmy się, że wśród osób, które miała oszukać, są również jej najbliżsi sąsiedzi.
- Oszukała ludzi, którzy kupili od jej teściowej działkę. Wykradła dane i na nich coś wzięła – słyszymy od mieszkańców.
Według prokuratury, Natalia Z. miała oszukać łącznie co najmniej 32 osoby. Akta jej sprawy liczą dziś 34 tomy. Według śledczych, proceder uprawiany był przez oskarżoną od 2018 roku.
- Rozpoczęła od tego, że wykorzystywała dane swoich osób najbliższych, m.in. swojej babci, teściowej, szwagra oraz innych osób, dokonując zamówień telefonów, jak też usiłując zawrzeć lub zawierając pożyczki, kredyty. Oczywiście wszystko za pomocą internetu – mówi Marek Zych, naczelnik wydziału śledczego Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
Natalia Z. zdobywała cudze dane na różne sposoby, na przykład z upoważnienia do odbioru dziecka ze szkoły lub z umowy sprzedaży działki czy samochodu.
Sprzęt zamówiony przy wykorzystaniu cudzych danych Natalia Z. odbierała od kurierów, którzy bez sprawdzenia dowodu tożsamości przekazywali jej paczki nadawane do innych osób.
- W tym wypadku kurierzy, zgodnie z ustaleniami prokuratury, mieli bezwzględny obowiązek sprawdzenia tożsamości osoby, której zostały doręczone przesyłki. W wielu przypadkach, bo oskarżyliśmy w tym wypadku pięciu kurierów, nie sprawdzali tożsamości – mówi prokurator Marek Zych.
Kupowane w ten sposób telefony i laptopy Natalia Z. sprzedawała potem w lombardach.
Natalia Z. usłyszała w sumie 164 zarzuty i przyznała się do zarzucanych jej czynów. Po zgromadzeniu materiału dowodowego kobieta opuściła areszt tymczasowy.. Mimo skali wyłudzeń i oszustw kobieta czeka na proces na wolności.
- Poczułam ogromną niesprawiedliwość – ocenia tę decyzję pani Katarzyna.
Spotkaliśmy się z Natalią Z.
- Proszę mnie nie nachodzić. Wszystko wyjaśniłam w prokuraturze, nie będę odpowiadała na pytania - stwierdziła.
Pani Katarzyna przez dwa lata czekała, aż oskarżona o kradzież jej tożsamości stanie przed sądem. Proces Natalii Z. rozpocznie się w przyszłym tygodniu. Grozi jej do 12 lat więzienia.
- Oczekuję tego, że zostanie wymierzona kara, na którą ta kobieta zasługuje – kwituje nasza rozmówczyni.
Wszystkie reportaże Uwagi! można znaleźć na Player.pl>>>