Prawidłowy przebieg ciąży

Antoś urodził się w szpitalu w Starachowicach. Jest pierwszym dzieckiem pani Zuzanny. Ciąża przebiegała prawidłowo, a młoda matka nie spodziewała się żadnych komplikacji.

- Jak dowiedziałam się, że jestem w ciąży to była wielka radość. Były ubranka, łóżko, wszystko przygotowane dla małego Antosia – wspomina Zuzanna Plewińska.

Dramat pani Zuzanny i jej bliskich rozpoczął się na sali porodowej.

- Nikt nie powiedział mi, jak mam rodzić. Czy w pozycji stojącej, leżącej. Słyszałam tylko, że wszystko robię źle – opowiada pani Zuzanna i dodaje: - Pamiętam, że na salę wszedł pan doktor, spytał która godzina, po czym wyszedł i już nie wrócił. Za niego pojawiła się pani młoda doktor.

Poród przedłużał się, ale lekarze nie podjęli decyzji o cesarskim cięciu. Gdy chłopiec przyszedł na świat, po pierwszej minucie uzyskał zaledwie cztery punkty w skali Apgar. Komplikacje okołoporodowe spowodowały u niego porażenie mózgu, niedowład czterokończynowy i padaczkę lekooporną.

- Kiedy Antoś pojawił się, nawet nie zapłakał. Cisza. Wynieśli go. Był siny. Przez kilkanaście dni nie widziałam i nie przytuliłam synka. Czułam ból, nie rozumiałam, dlaczego nie widzę dziecka – wspomina pani Zuzanna.

Lekarz rezydent

Okazuje się, że poród odbierała lekarka rezydentka, będąca dopiero w trakcie robienia specjalizacji. Jej opiekun, który pełnił wówczas dyżur na oddziale ani razu nie pojawił się podczas ostatniej, najważniejszej fazy porodu.

- Nikt nie poinformował mnie o tym, że lekarka, która przyjmowała poród jest w trakcie specjalizacji – żali się pani Zuzanna.

Lekarka rezydentka, która odbierała poród nie pracuje już w szpitalu w Starachowicach. W sieci ogłasza, że prowadzi prywatną praktykę lekarską. Obecnie pełni dyżury także w placówce w Skarżysku–Kamiennej.

- Lekarka pracowała w naszym szpitalu od 2012 do 2016 roku. Miała zgodę na pełnienie dyżurów wydaną przez kierownika oddziału – komentuje Małgorzata Kałuża z Powiatowego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Starachowicach.

Sprawą pani Zuzanny zajęła się prokuratura.

- Według biegłego poród przebiegał nieprawidłowo od jego drugiej fazy. Lekarka rezydentka nie konsultowała się z lekarzem specjalistą, co w tej chwili było już wymagane. Dodatkowo w drugiej fazie porodu zaniechano rejestracji KTG i kontynuowano naturalną drogę porodu, mimo iż zaistniały przesłanki do przeprowadzenia cesarskiego cięcia. Kobieta nie przyznała się do winy – mówi Daniel Prokopowicz z Prokuratura Okręgowej w Kielcach.

O podział obowiązków między rezydentem a lekarzem specjalistą zapytaliśmy okręgowego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej.

- Moim zdaniem nie można w tej sytuacji obwiniać tylko tej młodej lekarki. Na oddziale położniczym praca jest zespołowa. W takich krytycznych przypadkach, nie można młodego lekarza zostawić samemu sobie - komentuje Andrzej Matyja.

Nie pierwszy raz

To nie pierwszy tak tragiczny przypadek w szpitalu w Starachowicach. Rok po urodzeniu Antosia, ta sama lekarka rezydentka miała odebrać inny poród. Dziecko pani Izabeli zmarło w łonie matki, a poród martwej dziewczynki odbył się na szpitalnej podłodze. Sprawą zajmowaliśmy się w UWADZE!

W przypadku Antosia poród zakończył się trwałym uszkodzeniem mózgu. Personel medyczny tłumaczy, że nic nie pamięta. Z kolei lekarz, który był opiekunem rezydentki i miał tamtego dnia dyżur, nie stawia się na rozprawach. Lekarka, z którą udało nam się w końcu porozmawiać nie mówi, co się stało na sali porodowej.

- Tego konkretnego przypadku nie pamiętam, ale mogę powiedzieć, że zawsze konsultowałam się ze starszym lekarzem. Nie wiem, dlaczego nie ma takiego wpisu w dokumentacji – przyznaje.

Antoś ma za sobą liczne i bolesne operacje bioder. Szansą na poprawienie sprawności jest przeszczep komórek macierzystych. Terapia kosztuje blisko 40 tysięcy złotych i nie jest refundowana przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Gdyby nie zbiórki i liczne aukcje, chłopczyk nie miałby szans na leczenie oraz skuteczną rehabilitację.

Oprócz sprawy karnej pani Zuzanna złożyła do sądu też pozew cywilny, w którym domaga się od szpitala odszkodowania w kwocie dwóch milionów złotych.

- Nie wiem, czy umiałabym wybaczyć lekarzom. Chciałabym cofnąć czas, żeby nie znaleźć się w tym szpitalu i żeby mój syn był zdrowy – kończy kobieta.

Chcesz wspomóc rehabilitację Antosia? Wszystkie informacje znajdziesz TU

Dodaj komentarz