- Zwróciliśmy uwagę na jeden z filmów reklamowych, które ukazały się w Internecie: młody człowiek przyjeżdża na weekend, leje alkohol dwóm młodym dziewczynom, potem idzie z nimi spać do lokalu, który powinien być zatoką sztuki, a nie zatoką schadzek - mówi prezydent Sopotu Jacek Karnowski. - Zatoka Sztuki na pewno nie miała polegać na tym, żeby była zatoką schadzek z osobami bardzo młodymi! I z wynajmowaniem w tym celu pokojów - dodaje Karnowski.

"Nie chcemy z nimi współpracować"

Film reklamowy, o którym wspomina prezydent Sopotu, wieńczy zbliżenie kamery na łóżku, w którym leżą dwie młode, nagie kobiety. Pojawia się też hasło: "Weekend experience!". - Inne zarzuty, typu łamania ciszy nocnej, to nic w porównaniu do pedofilii, nazwijmy rzeczy po imieniu.  My mówimy jednoznacznie: "Z tymi ludźmi nie chcemy współpracować" - mówi twardo prezydent Sopotu.

Prezeska fundacji "Zatoka Sztuki" Natalia Turczyńska-Schmidt zdaje się nie przejmować tym stanowiskiem władz miasta. - My cały czas działamy. Przygotowujemy kolejne wydarzenia kulturalne i artystyczne - opowiada. Kiedy reporter UWAGI! przywołuje zarzuty, jakie postawiono jej bratu - pedofili i obcowania z osobą małoletnią za pieniądze - Turczyńska-Schmidt odpowiada: - To kłamstwa. Państwo nie macie zielonego pojęcia, czego te zarzuty konkretnie dotyczą! - twierdzi.

Nagrania

Kiedy rok temu 14-letnia Anaid rzuciła się pod pociąg, nikt nie przypuszczał, że dramat ten wywoła lawinę, która wstrząśnie światem ekskluzywnych klubów. Mama dziewczynki ustaliła, że dzień przed śmiercią, Anaid spotkała się z 38-letnim Krystianem W., a koleżance powiedziała przez telefon, że została zgwałcona.

Na internetowy apel odpowiedziały dziesiątki dziewczyn, w większości ofiary "Krystka", który oferując pracę w nocnych klubach, od lat nakłaniał nastolatki do spotkań, na których wykorzystywał je seksualnie. Swoje wyczyny nagrywał, by później szantażować ofiary ujawnieniem filmów. - Powiedział, że ma kolegę, który ma burdel w Elblągu i jeśli ja nie zrobię teraz tego, czego on chce, to tam właśnie trafię. Gdy robiłam to, czego chciał, nagrywał wszystko na telefon. Po wszystkim, pokazywał mi te filmiki, które ma w telefonie. Były tam, myślę, 13, 14, 15-letnie dziewczynki, które tak samo płakały i prosiły go, jak ja - płacze Ania.

Zeznania

Dzięki staraniom pani Joanny i naszej pomocy część ofiar złożyła zeznania. Dzięki nim jesienią Krystian W. trafił do aresztu i usłyszał pierwsze zarzuty, ale najważniejsze pytania - o jego mocodawców - pozostały bez odpowiedzi. Tropy prowadziły do kilku sopockich klubów.

"Krystek" był kierowcą ich menedżera Marcina T., został też prezesem jednej ze spółek-córek, a ofiary kusił zdjęciami na jachcie i w aucie, które należały do jego szefa. Marcin T., choć wtedy chętnie rozmawiał z dziennikarzami, bagatelizował znajomość z "Krystkiem". – On został prezesem spółki, która jeszcze nie prowadziła działalności. Został na razie prezesem pustej spółki - podkreślał. I nie ukrywał, że do "Krystka" miał zaufanie. - Dlaczego miałem nie mieć? Mam zaufanie do wszystkich, którzy dla mnie pracują - deklaruje.

Czy nie było nikogo, poza dorywczym kierowcą, kto mógłby zostać prezesem spółki? – dopytywał reporter UWAGI! - Ja dotychczas miałem wielkie zaufanie do wszystkich ludzi, z którymi współpracowałem. Po tym zdarzeniu to się diametralnie zmieniło - odpowiadał Marcin T.

Marta: myślałam, że to dom publiczny

Dzięki pomocy mamy Anaid udało nam się dziś porozmawiać z kolejnymi ofiarami Krystiana W. Obie złożyły w tej sprawie zeznania. - Poznałam Krystiana, jak byłam w 6 klasie szkoły podstawowej - mówi Marta. - Zgrywał przyjaciela. Potem zaczął proponować pracę. Zapraszał mnie do Zatoki Sztuki. Byłam z nim pod klubem Blue Velvet, tam poznałam pana Marcina. I on pytał Krystiana, czy już proponował mi pracę. Miałam wtedy 12 lat - opowiada.

Dziewczyna była przekonana, że klub, obok którego stała, to w rzeczywistości dom publiczny. - Bo tak skąpo ubrane dziewczyny z niego wychodziły! Miały 14, 15 lat – argumentuje dziewczyna.

Aneta: zaoferował pracę przez Facebooka

Aneta poznała Krystiana W. przez Internet. Na Facebooku zaoferował jej pracę.

- Umówiłam się z nim na spotkanie, zabrał mnie na obiad do Zatoki Sztuki. Potem poszliśmy do Dream Clubu, przeszedł ze mną koło ochrony, nikt nie sprawdzał mojego dowodu. Zamawiał drinki, za które nie musiał płacić i mi je przynosił - opisuje dziewczyna i wspomina, że na podwieszonych pod sufitem huśtawkach bujały się dziewczyny w samej bieliźnie.

- Mówił mi, że może mi załatwić taką pracę, ale ja nie byłam zainteresowana. Kiedy wyszliśmy z klubu poczułam się słabo, on zaproponował, że załatwi miejsce, gdzie będę mogła odpocząć. Wróciliśmy do "Zatoki". W recepcji Krystian zapytał o Marcina. Dali mi klucz do pokoju, weszłam i poczułam się źle, traciłam świadomość, a kiedy leżałam na łóżku poczułam, że Krystian zaczyna mnie dotykać. Wykorzystał mnie. I nagrał z tego filmik komórką. Szantażował mnie ujawnieniem tego nagrania, przez co zmusił mnie do kolejnego spotkania. Jestem przekonana, że kiedy byliśmy w klubie dosypał mi czegoś do drinka - opowiada Aneta.

"Nic nadzwyczajnego"

Zatoka Sztuki, w której miała być wykorzystana Aneta, to perła w koronie klubów założonych przez Marcina T. i jego rodzinę. Przez właścicieli nazywana Prywatnym Domem Kultury, oprócz organizacji koncertów i wystaw słynie - także wśród bogatych mieszkańców stolicy, aktorów i celebrytów - z restauracji i hotelu z widokiem na prywatną plażę. Po wybuchu afery "Krystka" Marcin T. wycofał się z zarządzania klubem, którym kieruje teraz jego siostra.

- Zna Pani Krystiana W., wie pani, że bywał tu przez lata - mówi reporter UWAGI!

- Nie! Nigdy nie byłam świadkiem, żeby wchodził tu jak do siebie i robił, co chce. Nie ma możliwości, żeby dostawał apartament za darmo - twierdzi Natalia Turczyńska-Schmidt .

- Czy Krystian albo pan Marcin bywali tu z dziewczynkami poniżej 15 roku życia? – pyta wprost nasz reporter.

- Jest to absolutnie nieprawda - pada odwiedź.

Również obrońca Marcina T. przekonuje nas, że jego klient jest niewinny. - Treść zarzutów nie odpowiada rzeczywistym zdarzeniom. W każdym klubie nocnym w Trójmieście działy się złe i dobre rzeczy. Tak to już jest. Taka jest specyfika nocnego życia - uśmiecha się Jacek Potulski. Również on bagatelizuje znajomość swojego klienta z "Krystkiem". - Bycie prezesem spółki to nie jest nic nadzwyczajnego - przekonuje adwokat.

Śledztwo

O śledztwie w sprawie "łowców nastolatek" gdańska prokuratura informuje niezwykle oszczędnie, milcząc zwłaszcza na temat szczegółów dotyczących zarzutów wobec Marcina T. - Usłyszał dwa zarzuty: Jeden dotyczy wielokrotnego obcowania płciowego z małoletnią poniżej lat 15 w chwili czynu. Drugi dotyczy obcowania płciowego z małoletnią. Złożył wyjaśnienia i to wszystko, co mogę powiedzieć - słyszymy od Grażyny Wawryniuk z prokuratury okręgowej w Gdańsku.

Ile było ofiar Krystiana W? - Zarzutów jest szesnaście, 11 osób pokrzywdzonych - precyzuje prokurator.

- A ponad 100 filmików rejestrujących seks z małoletnimi na jego telefonie? - dopytuje reporter UWAGI!

- Musimy mieć pewność, że one dotyczą małoletnich. Te nagrania są cały czas przedmiotem analizy – mówi Wawryniuk.

Zerwą umowę?

Władze Sopotu nie czekają na wyrok sądu. Już teraz chciałyby zerwać umowę na dzierżawę Zatoki Sztuki. - Nasi prawnicy dosyć szczegółowo ją przeglądają. W tym miejscu dochodziło do krzywdzenia młodych ludzi i to jest dla nas rzecz podstawowa. Na takie działanie zgody nie będzie – mówi stanowczo Jacek Karnowski. Prezydent Sopotu nie kryje też, że na całej sprawie traci wizerunek miasta.

- Gdyby nie śmierć Anaid, nic by się nie zmieniło - mówi Aneta. - Nie byłoby tego śledztwa, a Krystiana i jego kolegów nikt by nie ruszył. Na początku myślałam, że nikt nie zbada tego, co łączy tego Krystiana z tymi dziwnymi klubami dla pięknych i bogatych. Teraz myślę, że jest na to szansa. I że się przekonamy, jak jest naprawdę. Że on nie działał sam - twierdzi.

Ślady we włosach

Nieoficjalnie ustaliliśmy, że jej podejrzenia, dotyczące podania jej przez Krystiana W. pigułki gwałtu, potwierdziły badania kryminalistyczne. Eksperci pobrali próbkę jej długich włosów: w odcinku, który rósł w czasie spotkania z Krystianem W., znaleźli ślady środka odurzającego. Marcin T. powiedział, że nie przypomina sobie sytuacji w okolicy puckiego klubu, o której mówiła nam Marta. Wysłał też do naszej redakcji oświadczenie, pisze w nim m.in, że "dysponuje niezbitymi i niepodważalnymi dowodami" swojej niewinności, które wkrótce przedstawi prokuraturze.

 

 

 

 

PEŁNA WERSJA OŚWIADCZENIA MARCINA T.:

Chciałbym oświadczyć iż nie popełniłem żadnego z zarzucanych mi czynów. Od lipca 2015 roku jestem obiektem coraz bardziej absurdalnych ataków pewnej grupy osób i kilku powiązanych z tą grupą dziennikarzy. Dysponuję niezbitymi i niepodważalnymi dowodami iż postawione mi zarzuty są nieprawdziwe i w najbliższym czasie przedstawię je prokuraturze. Tym samym mam nadzieję oczyścić się z zarzutów jeszcze na etapie postępowania prowadzonego przez Prokuraturę . Oświadczam ponownie, że wbrew rozpowszechnianym pomówieniom Zatoka Sztuki ani żaden z klubów, w którym kiedyś pracowałem nie miał nic wspólnego z działaniami niezgodnymi z prawem. Informuję jednocześnie, że walcząc o swoje imię i godność, które próbuje się mi odebrać będę korzystał ze wszystkich dostępnych środków prawnych.