Śmierć w escape roomie

Jak informuje tvn24.pl, akt oskarżenia, który w zeszły piątek trafił do sądu w Koszalinie, obejmuje cztery osoby: Miłosza S., Małgorzatę W., Beatę W. oraz Radosława D. To osoby, które związane były z escape roomem, w którym doszło do tragicznego pożaru.

Wszyscy już wcześniej usłyszeli zarzut umyślnego przekroczenia przepisów przeciwpożarowych oraz nieumyślnego spowodowania śmierci pięciu osób.

Pożar w escape roomie w Koszalinie

Do tragedii doszło 4 stycznia 2019 roku. Pięć przyjaciółek - Julia, Karolina, Wiktoria, Małgosia i Amelia – postanowiło spędzić urodziny jednej z nich w escape roomie. Gdy nastolatki brały udział w zabawie, w budynku wybuchł pożar. Dziewczynki nie mogły same wydostać się z zamkniętego pomieszczenia. Pomoc nadeszła zbyt późno – wszystkie straciły życie w pożarze.

Redakcja Uwagi! od początku zajmuje się sprawą. Zobacz reportaż >>>

We wrześniu ubiegłego roku, rodzice tragicznie zmarłych nastolatek postanowili przerwać milczenie. W rozmowie z reporterem Uwagi! poinformowali, że są zaniepokojeni działaniami śledczych.

Gdy mijały kolejne miesiące, a nikt nie odpowiedział za śmierć ich córek, sami zaczęli badać sprawę. Z ich relacji wynikało, że śledczy nie zabezpieczyli ważnych dowodów na miejscu pożaru.

- Przyszedł taki moment, kiedy okazało się, że nie były zabezpieczone monitoringi, że na wysypisku śmieci, to my rodzice, musieliśmy szukać ważnych dowodów. To był ten moment, kiedy stwierdziliśmy, że nie działa to tak, jak powinno, że nasze zaangażowanie musi być większe – mówi pani Anna, matka jeden z ofiar.

Nie wierzyli również w wersję wydarzeń, którą przedstawił jeden ze świadków tragedii – 26-letni Radosław D. – pracownik escape roomu, któremu udało się uciec z płonącego budynku.

Zobacz reportaże:

RODZICE NASTOLATEK, KTÓRE ZGINĘŁY W ESCAPE ROOMIE PRZERYWAJĄ MILCZENIE. „NIEZABEZPIECZONY MONITORING. DOWODÓW SZUKALIŚMY NA ŚMIETNIKU”

RODZICE BADAJĄ OKOLICZNOŚCI ŚMIERCI CÓREK. „ZNALEŹLIŚMY RZECZY, KTÓRE MAJĄ KLUCZOWY WPŁYW NA SPRAWĘ”

Dodaj komentarz