Konflikt między mieszkańcami graniczących ze sobą domów w willowej części Wrocławia trwa blisko pięć lat. Sąsiad nie może pogodzić się z kształtem budynku pani Alicji i pana Stanisława.

Stanisław Wacław przekonuje, że nie wie, co w jego domu przeszkadza sąsiadowi.

- Wszystko jest zrobione zgodnie z prawem. Było pozwolenie na budowę. Sąsiad mógł protestować, ale nie protestował – mówi pan Stanisław.

Mężczyzna i jego partnerka zostali zaatakowani w garażu.

- Wbiegł za mną. Odwróciłem się i uderzył mnie cokolikiem [kaflem ceramicznym – red.] w głowę, upadłem. Alicja [partnerka pana Stanisława – red.] była w drzwiach garażowych, on zaczął obkładać ją pięściami – opowiada pan Stanisław.

Mężczyzna trafił do szpitala.

- Miałem poważną operację, wstawiono mi parę drutów. Potem miałem trzymiesięczną rehabilitację. Wciąż nie jestem w stanie podnieść wysoko ręki.

- Kafel, którym bił rozpadł się w drobne kawałki i całe szczęście się rozpadł, bo nie wiem, co by było dalej, gdyby był w całości – dodaje pani Alicja.

„Chcę żebyśmy się bali”

Pani Alicja i pan Stanisław zmagali się też z tajemniczymi atakami nieznanych sprawców na dom. Po kilku takich incydentach właściciele zamontowali wokół budynku monitoring.

- Na jednym z nagrań ktoś strzelał do kamery z wiatrówki. Na kolejnym nagraniu z kamery od strony sąsiada, widać jak rzuca kamieniami – mówi Alicja Woźniak i wylicza: Na innym nagraniu widać jak sprawcy rzucają balonikami wypełnionymi farbą i chyba olejem silnikowym. Baloników było około 20. Innym razem sprawca wszedł na działkę naszej sąsiadki i rzucał bombkami choinkowymi, które także były wypełnione farbą i olejem.

Woźniak uważa, że sąsiad chce ich zastraszyć.

- Chcę żebyśmy się bali, żebyśmy czuli się zaszczuci.

Pan Stanisław i pani Alicja kolejne zdarzenia zgłaszają na policję.

- To ciągle traktowane jest jako pojedynczy incydent i sprawcy są niewykryci – mówi pani Alicja.

Pani Alicja i pan Stanisław wzięli sprawy we własne ręce. Gdy sąsiad zaatakował ich w garażu, pani Alicji udało się go sfotografować.

- Udało mi się zrobić jedno zdjęcie ponieważ miałam przeświadczenie, że nikt nam nie chce wierzyć, że sprawcą wszelkich czynów u nas jest nasz sąsiad – mówi pani Alicja.

Atak w garażu to jedyny incydent, który zaprowadził agresywnego sąsiada na ławę oskarżonych. Kilkanaście dni temu zapadł prawomocny wyrok – mężczyznę skazano na rok ograniczenia wolności i grzywnę.

„Król ulicy”

- Sąsiedzi mówią o nim „król ulicy”. Wszystko chce wiedzieć i rządzić ulicą – mówi pan Stanisław.

- Z tym człowiekiem ciężko dojść do porozumienia. Siebie uważa za kogoś, a inni to są śmiecie. Pan Stanisław chce zgody, ale tamten musi też chcieć – mówi Ryszard Chorzępa, sąsiad.

Zgodnie z przewidywaniami mieszkańców skazujący wyrok nie przerwał fali ataków. Tym razem uszkodzony został samochód.

- Usłyszałem hałas. To był ostatni strzał w szybę. Wszedłem do garażu, a on uciekał. Widziałem jego plecy, ale ja wiem, że to jest on, widzę go codziennie – zaznacza pan Stanisław.

- Na samochodzie był bagażnik. Mieliśmy w nim kamery. On zakrył kufer kocem, żeby się nie nagrało, to co robi. Wybite były wszystkie szyby – mówi Alicja Woźniak.

- Przekazaliśmy policji koc na którym mogły być jego ślady, nawet daliśmy nowy worek i do środka wrzuciliśmy rękawiczki. Z tego, co wiem to policja nic z tym nie zrobiła. Policjant nawet powiedział, że „leży to pod biurkiem” – dodaje pan Stanisław.

„Czuję się jak intruz”

W ciągu blisko pięciu lat para była atakowana 25 razy. Choć wszystkie zdarzenia były zgłaszane na policję, poza pobiciem w garażu śledztwa nie skończyły się aktem oskarżenia.

- Daje się moim klientom do zrozumienia, że to oni są winni tej sytuacji, a sprawa jest błaha i to zawracanie głowy. Ja też tak się czuję. Czuję się jak intruz, kiedy próbuję skontaktować się z prowadzącym postępowanie, kiedy proszę, żeby przeprowadzić jakieś czynności dowodowe. Na ogół spotykam się z dużą niechęcią – podkreśla adwokat Aleksandra Ziembicka.

Dlaczego funkcjonariusze nie połączyli wszystkich zdarzeń, by ustalić, kto kryje się za nieznanymi sprawcami? Wrocławska policja zgodziła się na rozmowę przed kamerą w tej sprawie, ale w ostatniej chwili rzecznik komendy miejskiej zmienił zdanie.

- Ponieważ w tej sprawie jest obecnie prowadzone postępowanie przygotowawcze nadzorowane przez Prokuraturę Rejonową Wrocław-Krzyki. Obecnie z uwagi na charakter tej sprawy nie mogę udzielić więcej informacji w tej sprawie, oprócz tego, że policjanci wykonują czynności – stwierdza Łukasz Dutkowiak, rzecznik Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu.

Dlaczego policja nie wykryła sprawców w żadnej ze spraw?, dopytywał reporter.

- W każdej z tych spraw policjanci wykonali wiele czynności. Prowadzone jest w tej sprawie postępowanie pod nadzorem prokuratury, w sprawie szczegółów proszę kontaktować się z rzecznikiem prokuratury – mówi Dutkowiak.

Co musi się stać, żeby policja zaczęła działać?

- Ktoś musi zostać zamordowany – uważa pan Stanisław.

- Wielokrotnie powtarzałam policji, żeby zaczęli działać w naszych sprawach – dodaje pani Alicja.

Stan zagrożenia pani Alicji i pana Stanisława trwa. 15 maja doszło do kolejnego ataku - budynek znów obrzucono farbą.