Bił swoją żonę, groził jej śmiercią, strzelał z ostrej amunicji do jej drzwi. W końcu ją zabił. Czy groźny furiat pozostawał tak długo bezkarny, bo kolegował się z byłym policjantem?
11 czerwca na terenie zakładu komunalnego w Czerwionce - Leszczynach koło Rybnika znaleziono ciało zastrzelonej kobiety. Policja już dwa dni później aresztowała zabójcę. To Benedykt S., mąż ofiary, Urszuli S. Benedykt S. od dłuższego czasu terroryzował swoją rodzinę.---obrazek _i/zastrz/zastrzelona_zona_01.jpg|prawo|Sabina, córka zamordowanej--- - Wystarczyło, że przyszedł z pracy zdenerwowany, znalazł jeden brudny widelec i już była awantura – mówi Sabina S., córka Benedykta i Urszuli. - Chwycił nóż kuchenny – Urszula zasłoniła ręką gardło, nóż rozciął rękawiczkę – opowiada Janina W., matka zamordowanej. Mimo stałych awantur, Benedykt S. nie stał się przedmiotem zainteresowania policji. Rzecznik Komendy Miejskiej w Rybniku Arkadiusz Szweda utrzymuje, że dom rodziny S. cztery lub pięć razy odwiedził dzielnicowy, a swoje wizyty udokumentował notatką. Jednak Sabina S. mówi, że nawet nie wie, jak dzielnicowy wygląda.---obrazek _i/zastrz/zastrzelona_zona_02.jpg|prawo|Marzena, siostra, i Janina, matka zamordowanej--- - Dziwi mnie to, że policja kłamie – mówi Sabina S. Rzecznik tłumaczy, że nie było podstaw do zatrzymania Benedykta S. pod zarzutem usiłowania zabójstwa: - Nóż pojawia się raczej jako element podkreślający wagę gróźb – mówi Arkadiusz Szweda. Swojej żonie Benedykt S. wielokrotnie groził śmiercią. Groźby były tym bardziej realne, bo jako członek kółka strzeleckiego miał broń. W grudniu ubiegłego roku Urszula S., gdy mąż po raz kolejny ją pobił, zgłosiła się na policję. Policjanci zabezpieczyli broń.---obrazek _i/zastrz/zastrzelona_zona_03.jpg|prawo|Ślady po strzałach na klatce schodowej--- Benedykt S. zdobył jednak pistolet. Bez żadnych oporów wydał mu go prezes Miejskiego Klubu Strzeleckiego LOK w Rybniku. W marcu, razem z kolegą, byłym policjantem, S. poszedł do mieszkania, w którym po grudniowej awanturze ukrywały się Urszula S. z córką. Zadzwonił, a potem oddał kilka strzałów. Jedna kula utkwiła w drzwiach, po drugiej został duży ślad w ścianie klatki schodowej. Inna kula rykoszetem trafiła kolegę Benedykta S. w pośladek. I tym razem Benedykt S. nie trafił do aresztu. Znalazł się w szpitalu psychiatrycznym. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Ewa Zajączkowska jest dziś zdziwiona, gdy się o tym dowiaduje – w aktach sprawy nie ma o tym mowy. Prokuratura nie wiedziała, że człowiek, który bije żonę, grozi jej śmiercią, w końcu ostrzeliwuje jej drzwi z ostrej amunicji, zamiast do aresztu, trafił do szpitala. - Były wystarczające podstawy, by wydać nakaz zatrzymania i doprowadzenia sprawcy - mówi Ewa Zajączkowska.---obrazek _i/zastrz/zastrzelona_zona_05.jpg|prawo|Bendeykt S. był członkiem kółka strzelckiego--- W końcu brak zdecydowania policji, niedoinformowanie prokuratury i lekkomyślność szefa koła strzeleckiego, doprowadziły do tragedii. Po wyjściu ze szpitala Benedykt S. pojechał do Czech. Kupił tam zabytkową broń, na którą nie trzeba mieć pozwolenia. 11 czerwca dwoma strzałami w tył głowy zabił swoją żonę. Dlaczego mimo tak wielu sygnałów, które zdaniem rzecznika prokuratury pozwalały na zatrzymanie Benedykta S., nie uczyniono tego? Czy miała na to wpływ jego znajomość z byłym policjantem?---obrazek _i/zastrz/zastrzelona_zona_04.jpg|prawo|Siostra Urszuli: Ciągle nie wierzę, że nie żyje.--- - Mam nadzieję, że nie miało to żadnego wpływu na prowadzenie sprawy, choć jest to kolejne pytanie, na które ostatecznej odpowiedzi nie ma – mówi Arkadiusz Szweda, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Rybniku.---strona--- Przeczytaj także:Zabicie psa uzasadnionePolicja przepraszaPolicja pomyliła proporcjeZłodziej nagrany, ale nie złapanyZ komendantem załatwisz wszystkoPolicja zawsze ma rację?Księża pomogą schwytać bandytówZdradził tajemnicęPogrążeni w chorobieBandyci grają policji na nosieZabity pod okiem policyjnej kamery