Renata i Zenon Ziegert walczą o prawo do widywania swoich dzieci. Niestety, rodzina zastępcza skutecznie uniemożliwia im spotkania z Łukaszem, Natalią i Marysią.
Renata i Zenon Ziegertowie, w ciągu dziesięciu lat małżeństwa, nie zaznali wiele szczęścia i spokoju. Pani Renata w poprzednim związku przez lata bita i gwałcona, w końcu zabiła. Gdy odbyła karę i wyszła z więzienia poznała pana Zenona. Nie mając pieniędzy i własnego kąta, przez blisko trzy lata tułali się po dworcach i przytułkach. Mają trójkę dzieci, które z powodu ich trudnej sytuacji trafiły pięć lat temu do rodziny zastępczej w Stargardzie Szczecińskim. - Sędzina się nas pytała: czy do póki nie będziemy mieli własnego kąta, czy warto dzieci po stancjach tułać? Więc myśmy z mężem stwierdzili, że faktycznie, dla dzieci bezpieczniej będzie jeśli będą mieli stabilizację i dach nad głową. I myśmy się zgodzili - opowiada historię swojej rodziny Renata Ziegert. Pani Renata od wielu lat choruje na raka. Jest na rencie, przez całe dnie opiekuje się nią mąż. Odkąd pojawiły się przerzuty, a kobieta straciła prawie całkowicie wzrok i została częściowo sparaliżowana, lekarze nie dają jej szans na wyleczenie. - Tylko i wyłącznie zostaje mi leczenie bólu. Cudem bedzie jeśli do Bożego Narodzenia dożyję. Ale wiem, że będę do końca walczyła - komentuje swój stan zdrowia Renata Ziegert. Sędzia orzekł, że na razie z powodów zdrowotnych i socjalnych pani Renata nie jest w stanie sama opiekować się Łukaszem, Natalią i Marysią. Ale państwo Ziegertowie swobodnie mogą odwiedzać trójkę swoich dzieci w rodzinie zastępczej. W praktyce jednak rodzina zastępcza uniemożliwia rodzicom spotkania z ich dziećmi. -Jeżeli mąż jechał sam to rozmawiano z mężem. Pokazywano dzieci i pozwalano mu jeszcze być na podwórku z nimi. Ale kiedy widziano już mnie, to matka zastępcza wychylała się przez okno; epitety jakie rzucała do mnie są już nie do powtórzenia; że nigdy już nie zobaczę dzieci - wspomina Renata Ziegert. Spotkanie zorganizowane na prośbę pani Renaty przez szczecińską fundację „Mam dom” skończyło się nieoczekiwanie już po godzinie. Przerwali je bez uzasadnienia rodzice zastępczy. Fundacja w piśmie skierowanym do stargardzkiego sądu poinformowała, że podstępem zabrali oni dzieci z korytarza, gdy te wyszły na chwilę do toalety. Na co dzień rodzinę zastępczą, w której przebywają dzieci państwa Ziegertów, kontrolują urzędnicy z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Stargardzie Szczecińskim. - Są takie okresy, że rodzina biologiczna nie odzywała się bardzo długo. Jednak nie uczestniczyliśmy w tych spotkaniach, do których nie doszło z winy rodziny biologicznej. Takie informacje mieliśmy tylko od rodziny zastępczej - informuje reportera Uwagi! Monika Rygiel z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Stargardzie Szczecińskim. Urzędnicy spychają na siebie odpowiedzialność, a pani Renata i pan Zenon już blisko rok nie widzieli Łukasza, Natalii i Marysi. Wczoraj reporter Uwagi! dowiedział się, że po jego wizycie Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie ze Stargardu Szczecińskiego postanowiło działać. Urzędnicy zamierzają wystąpić do sądu rejonowego o ustalenie miejsca i terminów stałych spotkań państwa Ziegert z Łukaszem, Natalką i Marysią.