Przed sądem staną właściciele i pracownik toru gokartowego w Zwadroniu, na którym w listopadzie 2017 roku doszło do tragicznego w skutkach wypadku 18-letniej Oli. Prokuratura uznała, że tego dnia mogły ucierpieć wszystkie osoby, które ścigały się na tym torze.
Gokarty były nieprawidłowo skonstruowane, niewłaściwie serwisowane, niesprawne technicznie i wyeksploatowane. Zarzuty postawione były już w marcu 2018 roku, ale wtedy dotyczyły narażania na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu tylko Oli.
Po uzyskaniu opinii biegłych, którzy zbadali tor i gokarty, rozszerzono zarzuty właścicielom, małżeństwu Aleksandrze i Marcinowi T. Prokuratura uznała, że narazili na niebezpieczeństwo wszystkie osiem osób, które tego dnia ścigały się na gokartach, ponieważ pojazdy były nieprawidłowo skonstruowane, niewłaściwie serwisowane, niesprawne technicznie i wyeksploatowane. Ola miała pecha, bo w silnik wkręcił się szal, który miała na szyi. Jak opowiadał jej chłopak, była jak na szubienicy. Odsysał jej krew z ust rurką do napojów i pompował tlen do płuc, dzięki czemu przeżyła i zachowała sprawność umysłową. Dziewczyna jest sparaliżowana.
Przypominamy reportaż Uwagi!