W Bałtyku jest coraz mniej ryb. „Mamy tutaj pustynię”

TVN UWAGA! 342028
Świeża bałtycka rybka prosto z kutra? Właściciele nadbałtyckich smażalni ryb przyznają, że większość ryb, które podają, nigdy nie pływała w naszym morzu. Ryb w Bałtyku jest coraz mniej, a małe, rodzime rybołówstwo umiera.

- Mamy 80 proc. ryb rozmrażanych i 20 proc. świeżych. Przykro to mówić, ale takie są fakty – przyznaje pani Ewa, właścicielka smażalni ryb. I dodaje: - I niestety, będzie coraz gorzej. Jak patrzy się na tutejszych rybaków, to nie jest to ciekawa sytuacja.

„Mamy tutaj pustynię”

W porcie Darłowo pracuje załoga łodzi rybackiej DAR-125. Towarzyszymy jej, gdy wypływa w morze, aby zebrać z zastawionych sieci troć bałtycką. Spośród ponad 100 jednostek rybackich w Darłowie, tych które wypływają w morze, pozostało już nieco ponad 30.

- Tutaj koło Darłowa były dosyć dobre łowiska dorszowe i korzystaliśmy z tego. Stawiało się około 100 siatek, w które łapało się tyle ryb, aby wystarczyło na godne życie – opowiada Rafał Bocheński, rybak z 30-letni stażem, który jeszcze do niedawna żył z rybołówstwa.

- Zazwyczaj przywoziliśmy 100-200 kilogramów ryby, ale zdarzało się, że i 1-2 tony. A teraz mamy tutaj pustynię. My nie łapiemy praktycznie ryb – wspomina.

- To już nie jest rybołówstwo, to jest „rybołapstwo". Rybołówstwo dawno się skończyło. Teraz nie ma nawet na przeżycie – ocenia pan Mirosław.

Pan Mirosław również jest rybakiem z kilkudziesięcioletnim stażem. Mówi, że gdyby nie inne biznesy, nie udałoby mu się utrzymać. Razem z żoną prowadzi jeszcze budkę z rybami oraz smażalnię.

- Rybołówstwo zostaje teraz, można powiedzieć, tylko rekreacyjnie – dodaje mężczyzna.

Coraz mniej ryb w Bałtyku

Z roku na roku w Bałtyku ubywa ryb. Z danych GUS wynika, że 6 lat temu wyłowiono ponad 10 tys. ton dorsza, 2 lata temu już tylko nieco ponad 4 tys. ton, a ilość cały czas spada. Jednym z powodów są wprowadzane limity.

Właśnie dlatego rybacy próbują teraz łowić m.in. szprota, śledzia, gładzicę czy flądrę.

- Będzie z tego może ze dwie skrzynki, 50 kilogramów. To bardzo mało – mówi załoga DAR-125 po powrocie z morza.

- Dwóch moich synów skończyło szkołę morską w Darłowie, ale żaden z nich nie trafił do rybołówstwa. Próbowali, wypływali ze mną, ale z tego nie da się teraz wyżyć. Dobrze by było, jakby jeden z nich mógł przejąć moją jednostkę, ale to nie ma sensu. Młody człowiek potrzebuje pieniędzy, a tutaj ich nie ma – mówi Rafał Bocheński.

„Na Bałtyk wpływamy my wszyscy”

Brak ryb w Bałtyku to wina kilku czynników. Powodami są m.in. coraz słodsza i cieplejsza woda oraz brak oddziaływania Morza Północnego, którego coraz rzadziej natlenia i dosala Morze Bałtyckie poprzez wlewy wód.

- Na Bałtyk wpływamy także my wszyscy. Używając środków do mycia czy prania, dostarczamy do wody biogenów, które wpływają na użyźnienie Bałtyku. Nadmiar azotu i zwłaszcza fosforu sprzyja zakwitom sinic, a one wpływają z kolei na ilość tlenu w wodzie czy dostępności pokarmu dla określonych gatunków ryb – tłumaczy dr hab. inż. Katarzyna Stepanowska, ichtiolog z Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego.

Skąd pochodzą zatem ryby w nadbałtyckich smażalniach?

- Z Hiszpanii, Portugalii, Chile, Grenlandii – wylicza pan Sebastian.

Mężczyzna też wypływał kiedyś w morze, organizował komercyjne rejsy wędkarskie. Dziś razem z żoną prowadzą jednak wędzarnię oraz przetwórstwo ryb.

- Praktycznie wszystkie te ryby są poławiane przez tzw. statki fabryki. W momencie połowu są od razu na pokładzie wstępnie segregowane gatunkami, rozmiarami, a potem od razu głęboko mrożone. Do nas trafiają w kartonach z odpowiednim datowaniem – tłumaczy pan Sebastian.

Do Polski z roku na rok trafia coraz więcej zamrożonych ryb. W 2016 roku było to ponad 176 tys. ton, a już w 2019 ponad 213 tysięcy ton.

Hodowle zamknięte alternatywą?

Alternatywą, na razie w małym stopniu, dla mrożonych i importowanych ryb mają być powstające w Polsce hodowle zamknięte. Jedna z nich działa w okolicach Rewala. Stąd na polskie stoły trafia miesięcznie około 50 ton łososia atlantyckiego.

- Jest to łosoś od jaja wyhodowany w Polsce. Udało nam się stworzyć markę bardzo docenianą przez klientów, ponieważ nasze łososie są nieszczepione i bez antybiotyków. Dodatkowo nasz układ hodowli zamkniętej powoduje, że jesteśmy chronieni od chorób i pasożytów, które mogą znajdować się w wodach otwartych – opowiada Michał Kowalski z hodowli „Jurajski Łosoś”.- Jeszcze do niedawna miałem nadzieję, że będzie lepiej. Teraz wiem już jednak, że małe rybołówstwo, to które powinno funkcjonować, umiera. Stajemy się skansenem - kwituje Rafał Bocheński.

podziel się:

Pozostałe wiadomości

Zjada je codziennie 5 mln Polaków. Co naprawdę jest w kebabach?

Zjada je codziennie 5 mln Polaków. Co naprawdę jest w kebabach?

Zostawiał dzieci, wychodził z autokaru i urywał lalce głowę. „Coś strasznego, jak z horroru”

Zostawiał dzieci, wychodził z autokaru i urywał lalce głowę. „Coś strasznego, jak z horroru”

Nadchodzą podwyżki cen energii. Na czym możemy zaoszczędzić?

Nadchodzą podwyżki cen energii. Na czym możemy zaoszczędzić?

Rozbito nielegalną hodowlę psów w Gdańsku. Psy były nawet w szufladach i w piekarniku

Rozbito nielegalną hodowlę psów w Gdańsku. Psy były nawet w szufladach i w piekarniku

Miliony na zabiegi, które nigdy się nie odbyły? "Nawet 12 tys. zł na dziecko"

Miliony na zabiegi, które nigdy się nie odbyły? "Nawet 12 tys. zł na dziecko"

Chciał pomóc koledze w zdobyciu prawa jazdy. Teraz obu grozi więzienie

Chciał pomóc koledze w zdobyciu prawa jazdy. Teraz obu grozi więzienie

Zdolny chemik i śmiercionośny biznes. „Chciał poczuć smak grzechu”

Zdolny chemik i śmiercionośny biznes. „Chciał poczuć smak grzechu”