Matka podejrzanego o zabicie 16-letniej Mai staje przed sądem za hejt

Maja
Matka podejrzanego o zabicie 16-letniej Mai staje przed sądem za hejt
- Musi zakończyć się obrażanie nas i hejtowanie. Nie możemy w spokoju przejść żałoby, tylko skupiamy się na tym, co robi matka podejrzanego o zabójstwo naszej Mai – mówią bliscy zamordowanej 16-latki.

Pod koniec kwietnia 16-letnia Maja została brutalnie zamordowana. Jedynym podejrzewanym o dokonanie zbrodni jest 17-letni Bartosz G., ale od ponad pół roku to rodzina ofiary doświadcza zmasowanego hejtu. Hejtu ze strony matki Bartosza G.

- Chodzi o 8 do 10 tys. wpisów. To są okropne rzeczy, wulgarne. Oczerniają w sposób nieprawdziwy całą rodzinę Mai. Pada, że to patologia, mefedroniarze. Że syn pana Jarka siedzi w więzieniu, a on ma 6 lat. To są głupoty, które mają wzbudzić nienawiść i niechęć do tej rodziny – tłumaczy mecenas Wojciech Kasprzyk, pełnomocnik rodziny Mai.

- Uważam, że te posty są na miejscu, bo piszę w nich prawdę – stwierdza z kolei matka Bartosza G.

- Z dnia na dzień jest gorzej. Im bliżej ekstradycji, im bliżej sprawy sądowej, to ona uaktywnia się w internecie. Zachowuje się tak, jakby nie miała nic do stracenia – ocenia pani Eliza, kuzynka Mai.

Matka Bartosza G. na pytanie, czy dopuszcza możliwość, że jej syn zabił Maję, odpowiada:

- Znam swoje dziecko. Dla mnie to jest niezrozumiałe, żeby mój syn mógł się dopuścić morderstwa. Nie wiem, czy my tak naprawdę dowiemy się prawdy, bo po tym jak targnął się na swoje życie, ma problem z pamięcią – stwierdza kobieta.

Bartosz G. wyjechał do Grecji

Kilka dni po morderstwie Mai Bartosz G. wyjechał do Grecji na wycieczkę szkolną. Kiedy został zatrzymany przez grecką policję, Katarzyna G. poinformowała media, że Bartosz próbował w areszcie popełnić samobójstwo. Od tego czasu, przez ponad pół roku, grecki Sąd Najwyższy zastanawiał się, czy wydać 17-latka Polsce. W końcu kilka dni temu zgodził się na ekstradycję.

- Z informacji, które posiadamy, ponieważ mamy przedstawiciela w Grecji, który pilnuje postępowań, wynika, że dokumentów o próbie samobójczej nie ma w Salonikach, czyli w momencie kiedy Bartosz G. przebywał w areszcie śledczym, więc ta argumentacja i te dowody w żaden sposób nie zostały potwierdzone w sądzie w Salonikach – podkreśla mec. Wojciech Kasprzyk.

Śmierć 16-letniej Mai z Mławy

Dziś już wiemy, że Maja zginęła podczas spotkania z Bartkiem – jej dawnym bliskim znajomym – w warsztacie należącym do jego rodziny. Nastolatkę zamordowano niezwykle brutalnie, rozbito jej twarz młotkiem i ucięto palec, a ciało ze śladami podpaleń znaleziono dopiero po kilku dniach w pobliskich krzakach.

Matka Bartosza G. od początku zachowywała się w tej sprawie zaskakująco. Gdy zrozpaczona rodzina, szukając zaginionej dziewczyny, poszła do domu państwa G., pani Katarzyna razem z Bartkiem zaprzeczała, że miało miejsce jakiegokolwiek spotkanie jej syna z Mają.

- Mama była bardzo poddenerwowana i on też. Bartosz powiedział, żeby się od niego odczepić i szukać Mai koło torów, bo może tam był jakiś wypadek – mówiła w rozmowie reporterem Uwagi! pani Milena, kuzynka Mai.

- Matka z jednej strony mówiła, że jej [Mai – red.] nie było w domu. Później powiedziała, że jednak była w domu. Że spadła ze schodów. Wersji Katarzyny G. jest tyle, że ciężko je zrozumieć i zweryfikować, kiedy mówi prawdę. Tym prawdopodobnie zajmie się prokurator, który będzie to wyjaśniał – mówi mec. Wojciech Kasprzyk.

- Około 19:53 Maja napisała do koleżanki wiadomość o treści: „Szybko” i koleżanka, chyba po 20 próbowała się dodzwonić i już nie mogła – przywołuje pani Eliza.

- Być może córka ostatkiem sił próbowała uciec przed oprawcami – zastanawia się pan Jarosław, ojciec Mai.

Podczas poszukiwań nastolatki miała miejsce jeszcze jedna dziwna sytuacja. Gdy Bartek był już w Grecji, rodzina zaginionej znalazła należący do Mai telefon.

- My to miejsce wcześniej przeszukiwaliśmy kilkanaście razy. Tego dnia wróciliśmy tam, było nas jakieś 30 osób, po 5 minutach telefon znalazł się na torach – opowiada pan Michał, mąż kuzynki Mai.

- Telefon był charakterystyczny, miał różową obudowę i świecące w słońcu koraliki i kiedy go znaleźliśmy, był czysty. Myślę, że został tam podłożony – dodaje pan Michał.

Rodzina Mai czuje się hejtowana

Odkąd prokuratura ogłosiła, że według jej ustaleń, to w jej ocenie Bartek zabił Maję, mama nastolatka rozpoczęła w mediach społecznościowych prawdziwą kampanię obelg przeciwko Mai i jej rodzinie.

- Na początku myślałem, że przyjęła taktykę bronienia syna, ale trwa to zbyt długo – mówi pan Jarosław.

- To jest nienawiść do naszej rodziny. Rozumiem, żeby bronić swoje dziecko, ale do jakiegoś stopnia. Ona przekracza wszelkie granice – uważa pani Eliza.

- Ta pani próbuje sprowokować opinię publiczną. Ta sprawa wywołuje emocje, więc wylewa się fala hejtu, oczywiście w odpowiedzi na jej obraźliwe komentarze. Ona próbowała to wykorzystać przed greckim sądem, żeby wskazywać, że powinien być sądzony w Grecji, bo w Polsce zostanie zlinczowany – mówi mec. Aleksandra Bogielska, pełnomocnik rodziny Mai.

Chcąc za wszelką cenę zapobiec ekstradycji Bartka do Polski, pani Katarzyna wystąpiła do Grecji o przyznanie swojemu synowi azylu politycznego.

- W Grecji argumentowała, że azyl polityczny jest potrzebny, bo jest na niego hejt, nagonka, że grożą mu pozbawieniem życia. A w Polsce wystąpiła o list żelazny, żeby syn mógł odpowiadać z wolnej stopy – mówi mec. Wojciech Kasprzyk. I dodaje: - Proszę zobaczyć, jaka to jest rozbieżność. Z jednej strony boi się, że go zabiją i tam występuje o azyl. A w Polsce występuje o list żelazny, żeby mógł chodzić po ulicach, gdzie go niby zabiją. To są działania, które w naszej ocenie, miały przeciągnąć postępowanie.

Proces o ochronę dóbr osobistych

Rodzina Mai postanowiła przerwać falę nienawiści. Pełnomocnicy rodziny Mai zainicjowali proces o ochronę dóbr osobistych i pozwali matkę Bartka między innymi o zapłatę miliona złotych za naruszenie dóbr osobistych. Sąd, tytułem zabezpieczenia żądania, ustanowił na poczet zadośćuczynienia hipotekę domu Katarzyny G. Zakazał też matce Bartka publicznych wypowiedzi na temat Mai i jej bliskich.

- Nie stosuje się do tego, był nakaz sądowy, a nie było ani jednego dnia ciszy w internecie – oburza się pan Jarosław.

- Założone jest też konto pod imieniem i nazwiskiem naszego mecenasa, pod moim imieniem i nazwiskiem czy taty Mai – zaznacza pani Eliza.

- Przyznała się publicznie, że ona to robi. Powiedziała, że nie widzi w tym nic złego – mówi Jarosław.

- Wpisy, które oczerniają rodzinę Mai, jak również mnie, jako pełnomocnika, zresztą panią mecenas Bogielską też, miały na celu jedną rzecz. Chodziło o to, żebyśmy wytoczyli proces o zniesławienie nas, co skutkowałoby tym, żebyśmy musieli wycofać się ze wszystkich spraw, ponieważ etyka zawodowa nie pozwala nam prowadzić sprawy, kiedy jesteśmy z kimś w konflikcie – mówi mec. Wojciech Kasprzyk.

Bliscy zamordowanej Mai mają nadzieję, na to, że Bartosz G. do Polski trafi jeszcze przed świętami.

- Czekam na ten proces, chcę sprawiedliwości – mówi pan Jarosław.

Wyrok w sprawie Katarzyny G. ma zapaść 5 stycznia, a jej syn zostanie przewieziony do polskiego aresztu prawdopodobnie jeszcze w tym roku. Prokurator przesłucha go wtedy w związku z zarzutem zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem.

podziel się:

Pozostałe wiadomości