Do sądu z nożem

- Weszliśmy do budynku sądu. Jego pierwsze słowa były: dzisiaj zalejesz się krwią. Mogłam to przeczuwać, ale w sądzie przecież człowiekowi nic nie grozi. Już wcześniej wysłałam bratową po ochroniarza, żeby go uciszyć. Dowiedziała się jednak, że nie ma ani ochroniarzy ani kamer – wspomina pani Monika, zaatakowana w sądzie przez swojego męża.

Podczas sprawy rozwodowej mężczyzna zadał kobiecie kilkanaście ciosów nożem. Pani Monika cudem przeżyła. Do zdarzenia doszło na sali sądowej w Lesznie. - Usłyszałem krzyk siostry. Gdy otworzyłem drzwi, siostra leżała już na podłodze, a on z uniesionym nożem był nad nią – wspomina brat pani Moniki, Konrad. Jak to możliwe, ze do takiego zdarzenia doszło w miejscu, które powinno być pilnie strzeżone? Już w marcu, po zdarzeniu, dziennikarze przeprowadzili prowokację. Sprawdziliśmy czy polskie sądy są bezpieczne. Okazało się, że bez trudu można wnieść do sądu nóż, nikt nie sprawdza zawartości toreb. W Kaliszu, gdzie były bramki wykrywające metale, zawodzili ludzie. Czy od tego czasu coś się zmieniło? - Przez jakiś czas, kontrola była bardziej skrupulatna, sprawdzano między innymi zawartość torebek. Po jakimś czasie wszystko wróciło do normy. Mi się nie zdarzyło, żebym została zatrzymana przez ochronę sadu – mówi Anna Miklas, dziennikarka tygodnika „Życie Kalisza”. Ochrona nie zareagowała również, gdy reporter UWAGI! dwukrotnie wniósł nóż do sądu w Kaliszu. Bramka do wykrywania metalu sygnalizowała wniesienie niebezpiecznego przedmiotu, jednak ochroniarze nie zareagowali. Zapytaliśmy dyrektora sądu, dlaczego zapewnienia sprzed kilku miesięcy nie zostały wprowadzone w życie. - Musimy zerwać umowę z tą firmą, skoro nie spełniają zadań, które zostały im powierzone – powiedział Jan Lewiński, dyrektor Sądu Okręgowego w Kaliszu. Problem nie dotyczy tylko jednego sądu. W Poznaniu, gdzie są bramki, wykorzystuje się je tylko po wcześniejszym zgłoszeniu takiej potrzeby.

podziel się:

Pozostałe wiadomości