Wielka powódź znowu nawiedziła Polskę. Tym razem najgroźniejsza stała się Wisła. Reporterzy UWAGI! byli w miejscach dotkniętych katastrofą.
Powódź to klęska w skali całego państwa, ale jeszcze bardziej dojmujący obraz tworzą dramaty poszczególnych ludzi, którzy w jednej chwili tracą dorobek całego życia. Tak jak państwo Wojtowiczowie z Czechowic – Dziedzic, którym woda zalała dwa domy. Ten drugi, drewniany, zbudowany przez cieśli z Mazur, był spełnieniem marzeń ich życia. - Może cały dom teraz trzeba będzie rozebrać – mówi Monika Wojtowicz, córka. – I wszystko zacząć od zera. Monika zabrała z zalewanego domu tylko indeks i biżuterię. Jej ojciec mówi, że niezależnie od tego, jak duże okażą się straty, wróci na swoją ziemię. Kiedy dwa dni potem reporter UWAGI! ponownie pojechał do państwa Wojtowiczów, niespodziewanie stał się świadkiem sytuacji w której zdesperowani mieszkańcy przerwali wał przeciwpowodziowy, aby obniżyć poziom wody wokół swoich domów. Powódź najsrożej potraktowała mieszkańców mniejszych miejscowości i wsi. Udało się uratować Kraków, ale wielka fala rozlała się na Sandomierz. Reporter UWAGI! próbował dotrzeć do tego pięknego miasta, ale nie dał rady – drogi zostały zalane. - Żyję 50 lat i nie widziałem czegoś takiego – powiedział przez telefon Wojciech Czerwiec, radny Sandomierza. – W szkołach brakuje miejsc dla ewakuowanych. Niektórzy cały dobytek mają w jednej reklamówce. Panikę związaną z ewakuacją potęguje fakt, że tylko co trzecia rodzina ubezpieczyła swój dobytek. Mieszkańcy terenów położonych w pobliżu rzek nie wykupują ubezpieczeń, mimo, że przysługują im takie same roczne opłaty jak osobom z terenów niezagrożonych zalaniem. - Ubezpieczenia w tym zakresie nie należą do drogich – mówi Artur Piechel, dyrektor regionalnego centrum likwidacji szkód PZU. – Dla przykładu za budynek o wartości 250 tysięcy plus ruchomości 10 tysięcy składka wynosi 270 zł. Państwo Wojtowiczowie nie wiedzą jeszcze, kiedy będą mogli wrócić do domu. Synoptycy zapowiadają na przyszły tydzień kolejne opady. Wszyscy obawiają się, że rozmoczone wały mogą nie wytrzymać kolejnej fali.