- Rano była administracja, przynieśli pismo, że mamy 30 dni na opuszczenie lokalu. Wyszli, i zaraz zapukały dwie panie z opieki społecznej. Mówiły, że nie możemy tu mieszkać. Zapytałam, czy mam iść z dziećmi na ulicę? – opowiada Edyta Michalska.

Potrzeba mieszkania

Kobieta wraz ze swoim partnerem od lat starała się o mieszkanie komunalne, w którym mogliby zamieszkać z dwójką małych dzieci. Bezskutecznie. Przez pewien czas oboje mieszkali w Anglii. Po powrocie oboje nie mogli znaleźć bezpiecznego miejsca dla swoich dzieci.

- U rodziców partnerki nie ma warunków. Ojciec jest alkoholikiem. Każdego 5-tego dnia miesiąca dostaje emeryturę, jak mu syn nie ukradnie, to od razu jest libacja od dechy do dechy. Stawiają nocnik pod łóżkiem i sikają, nie zważają, czy dzieci na to patrzą, czy nie. Wymachuje kulą bijąc dzieci, gdy przebiegają. To niewyobrażalne. Mieszkałem tam chwilę i powiedziałem, że zabiorę ją, bo nie ma opcji, żeby dzieci się w czymś takim wychowywały – mówi Patryk Malinowski.

Policja potwierdza, że w domu rodzinnym pani Edyty dochodziło do częstych interwencji.

- Policjanci pod tym adresem w ubiegłym roku interweniowali kilkukrotnie. Prowadzona była procedura niebieskiej karty. Postępowanie dotyczyło podejrzenia znęcania się. Pokrzywdzoną miała być matka tej kobiety i jej syn, a podejrzewanym jej ojciec – mówi nadkom. Joanna Węgrzyniak, rzeczniczka Komendy Rejonowej Policji Warszawa VII.

Pani Edyta przeżyła trudne momenty, jak opowiada, jeden z jej braci zmarł w wieku 21 lat z powodu nadużywania narkotyków. Drugi pobił ją niedawno podczas awantury domowej.

- Podniósł na mnie rękę, gdy byłam w 8. miesiącu ciąży. Powiedziałam, że weźmiemy każde, nawet do remontu, cztery ściany, żeby zabezpieczyć dzieciom jak najlepsze warunki i nie wracać do piekła. Nie chcę, żeby przeżywały to, co ja przeżywałam w dzieciństwie – mówi dzisiaj.

Przez lata kobieta przekonywała urzędników, że nie może mieszkać z patologiczną rodziną. Pani Edyta twierdzi, że urzędnicy zapewniali ją, że uda się pozytywnie załatwić jej sprawę. W końcu zdecydowali, że wszyscy domownicy muszą mieszkać razem i nic z tym faktem nie można zrobić.

- Stwierdzili, że mam wracać. Nie dano mi szansy, żebym zapewniła dzieciom normalny dom – mówi kobieta.

Pustostan

Zdesperowani rodzice postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Panu Patrykowi udało się znaleźć pustostan. Jego zdziwienie był ogromne, gdy dowiedział się, że mieszkanie należące do miasta jest nieużywane od 10 lat.

- Jak zobaczyłem, że mieszkanie jest bez grzyba, bez wilgoci to mnie zamurowało. Jak takie mieszkanie może stać 10 lat, gdzie tyle ludzi czeka na takie lokale – dziwi się mężczyzna.

Od ponad roku w walce o mieszkanie pana Patryka i jego Partnerkę wspomaga Ruch Sprawiedliwości Społecznej.

- Burmistrz podniósł taki argument, że w kolejce mieszkaniowej jest 450 rodzin, nie zauważając, że to my w imieniu tych rodzin pukamy do pana burmistrza. To jest tajemnicza sprawa, że miasto kisi te mieszkania. Tak naprawdę, gdyby to miasto normalnie działało i ta dzielnica normalnie działała, to oni nie musieliby tu wchodzić nielegalnie, tylko dostaliby skierowanie do tego lub innego mieszkania, bo one są – przekonuje Piotr Ikonowicz z Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej.

- To tak jakby pan przed grupą ludzi, którzy nie jedli od miesiąca, ustawił bardzo dużo bochenków chleba. W końcu rzucą się na ten chleb. Głód mieszkaniowy jest olbrzymi – podaje przykład Ikonowicz.

Pan Patryk natychmiast zaczął porządkować i remontować lokal.

- Odmalowałem kuchnię, mam panele z odzysku. Lodówkę udało się zdobyć od pani, która oddawała ją za darmo. Do remontu została łazienka. Staram się, żeby było czysto, ciepło, żeby dzieci miały ciszę i spokój – mówi mężczyzna.

W mieszkaniu nie ma prądu, ale pan Patryk stara się o zainstalowanie licznika. Na razie pomagają mu sąsiedzi.

- Prosiłem pana burmistrza, żeby przyłączył nam media, pan burmistrz powiedział, że skoro zajęliśmy lokal bezprawnie, nie mam prawa przywrócić mediów – mówi pan Patryk.

Dlaczego budynek był pusty?

Tymczasem urzędnicy zażądali, żeby pani Edyta i jej partner opuścili lokal w ciągu miesiąca.

- Dlaczego budynek był pusty? Były takie przypadki, że miasto, dzielnice remontowały budynki, a w krótkim czasie były przez sądy zwracane spadkobiercom – tłumaczy Michał Szweycer, rzecznik Urzędu Dzielnicy Praga-Południe m. st. Warszawy.

- W tym budynku nie ma centralnego ogrzewania, jest tylko piec kaflowy albo ogrzewanie elektryczne. Zgodnie z antysmogową polityką miejską wszystkie piece na paliwa stałe mają być w najbliższych latach w zasobach miejskich zlikwidowane – mówi Michał Szweycer.

Szansa

Inna organizacja pomagająca osobom, które starają się o miejskie mieszkania, uważa, że urzędnicy, jeśli będą tylko chcieli, mogą przyznać oddzielne mieszkanie pani Edycie. W zeszłym roku Rada Warszawy przyjęła uchwałę, która na to pozwala. Na dodatek według przepisów, ze względu na trudną sytuację rodzinną i społeczną pani Edyta powinna dostać mieszkanie w pierwszej kolejności.

- Uchwała została uchwalona w grudniu przez radę Warszawy. Już teraz urzędy rozpatrują wnioski przy uwzględnieniu tego, że będą te nowe przepisy – mówi Jakub Żaczek z Komitetu Obrony Praw Lokatorów.

- Nie chcemy mieszkać za darmo. Byliśmy w ZDM, żeby policzyli, ile mamy płacić za to mieszkanie. Z tego, co się orientuję taki czynsz wynosi 500-600 zł. Wynajem w Warszawie kosztuje 2000 zł i do tego są opłaty. Jest różnica – pan Patryk.

Pan Patryk i Pani Edyta złożyli kolejny wniosek o przyznanie mieszkania.

- Nie wiem, skąd jest przykra i raniąca sugestia, że urzędnicy wykazywali się do tej rodziny jakąś niechęcią i brakiem pomocy. Wniosek zostanie rozpatrzony. Także sąd rozpatrzy tę sprawę, zostanie sąd poinformowany o tym, że doszło do włamania i nielegalnego zajęcia pustostanu. Wystąpiliśmy do sądu o eksmisję. Sąd orzeknie, czy eksmisja może mieć miejsce, a jeśli powinna mieć miejsce, to czy przysługuje mieszkanie socjalne zamienne – mówi Szweycer.

Dodaj komentarz