O sprawie niebezpiecznego przejścia kolejowego poinformowaliście nas za pomocą #tematdlauwagi. Masz temat, którym powinna zająć się Uwaga!? Oznacz publiczny post w mediach społecznościowych hashtagiem #tematdlauwagi.


Warszawska Olszynka Grochowska - to właśnie tutaj, mimo że przejazd jest nieczynny już od kilkudziesięciu lat, każdego dnia setki osób przekraczają tory, aby dotrzeć do okolicznego rezerwatu przyrody.

- Szlaban jest, ale się nie otwiera, chociaż mógłby. Przeszedłem nielegalnie, ale co innego mam zrobić? (…) Chodzimy tutaj z rodziną na spacery i musimy się tędy poruszać, chociaż jest to narażanie życia. Tutaj powinno być normalne, bezpieczne przejście, bo bardzo dużo ludzi tędy chodzi i tak już będzie - mówi Klaudiusz Bieńko, jeden z mieszkańców.

- Żeby dostać się stąd do rezerwatu przyrody, trzeba chyba przylecieć helikopterem - dodaje Tomasz Jakubczyk, inny mieszkaniec.

„To jest ciąg komunikacyjny”

Przejście funkcjonowało jeszcze w latach 70. Była tu budka dróżnicza i podnoszone szlabany. Rezerwat łączy dwie warszawskie dzielnice: Pragę-Południe i Rembertów. Ścieżka prowadząca przez rezerwat była kiedyś drogą, po której poruszały się pojazdy. Teraz jest najkrótszym traktem łączącym dwie dzielnice.

- Dla mieszkańców Rembertowa jest to przejście, które skraca podróż do centrum miasta. Dużo osób codziennie tędy musi odprowadzać dzieciaki do szkoły. To jest ciąg komunikacyjny - mówi Weronika Kuźma.

Mówiąc o „przejściu” mieszkańcy mają na myśli dwa przejazdy kolejowe, bowiem rezerwat przecinają jeszcze jedne tory.

- Kwestia wybudowania bezpiecznych przejść, to nie jest misja porównywalna z misją na Marsa, jak próbują nas przekonać urzędnicy. Wystarczy postawić szlaban i podpiąć go do systemu. To się udaje w innych dzielnicach - przekonuje Tomasz Jakubczyk.

Odległość, która dzieli Rembertów od rezerwatu przyrody na wysokości nielegalnego przejścia to około 20 metrów. Aby dotrzeć tam legalnie ustanowionym przejściem trzeba pokonać aż ponad 1640 metrów, co dokładnie sprawdziliśmy. Trasa zajęła nam około 30 minut.

„Nie był to palący problem”

Mieszkańcy od lat walczą z urzędnikami o przejście. 6 lat temu pojawiła się nadzieja - dowiedzieli się, że PKP planuje remont tej linii klejowej. Rok temu rozpoczęły się prace. Niestety, nie uwzględniono w nim przejazdu, o który proszą warszawiacy.

- Wielu mieszkańców starało się o to przejście. Mamy na to potwierdzenie w postaci licznych pism. Po jakimś czasie ich zapal jednak gasł po zdarzeniu z „niedasizmem” - mówi Tomasz Jakubczyk.

- W momencie przygotowania inwestycji Polskie Linie Kolejowe konsultowały rozwiązania, które mogłyby zostać wprowadzone, z jednostkami samorządowymi. Ze strony urzędu dzielnicy Praga-Południe nie było wniosku o to, aby w tym miejscu miały się pojawić jakieś zmiany - informuje mówi Karol Jakubowski z PKP Polskie Linie Kolejowe S.A..

- Cały czas wstrzymywaliśmy się z podejmowaniem decyzji, bo to przejście przez tory nie było tak konieczne. Nie był to palący problem, nawet dla mieszkańców, którzy sporadycznie korzystali z nielegalnego przejścia przez tory - mówi Andrzej Opala, rzecznik prasowy dzielnicy Praga-Południe.

Mieszkańcy: Przejście jest konieczne

Tymczasem, od wielu lat mieszkańcy nie tylko tłumnie przechodzili przez tory, ale też zbierali podpisy pod petycją z prośbą o budowę przejazdów.

Przejście jest konieczne ze względu na szkołę, do której też chodzą dzieci z Wygody. Bez przejścia, albo chodzą przez tory, co wiadomo, czym się może skończyć, albo na około, co przy tej komunikacji, trwa godzinę, a przez tory - 10 minut.

Podpisuję, ponieważ chodzimy z rodziną CODZIENNIE do lasu i właśnie ze względu na ten las kupiliśmy tu mieszkanie. Dbamy w ten sposób o zdrowie psychiczne nasze i naszych dzieci.

Kocham ten rezerwat i nie możecie mi zabronić wchodzić do niego. Kładka, tunel, cokolwiek, ale ma być.

- pisali mieszkańcy, podpisujący petycję.

„Wejście grozi śmiercią”

Mieszkańcy walczą nie tylko o skrócenie czasu dojścia do rezerwatu, ale i o własne bezpieczeństwo.

Niestety, na nielegalnym przejeździe giną ludzie - dochodziło tam do wypadków, nawet śmiertelnych. Podczas realizacji reportażu przy torach pojawiły się tabliczki informujące o tym, że to „czarny punkt”, a przekraczanie torów w tym miejscu jest zabronione.

- Nam na tym przejściu zależy, bo tędy chodzimy do szkoły, do pracy (…) Dopóki nie było tych tabliczek, to ludzie przechodzili - mówią mieszkańcy Pragi-Południe.

„Żądanie mieszkańców jest słuszne”

Kwestią przejścia kolejowego między Pragą-Południe a Rembertowem zainteresował się pełnomocnik miasta do spraw kolei.

- Żądanie mieszkańców jest jak najbardziej słuszne. Jako strona miejska ich popieramy. Ludzi, którzy korzystają z tego przejścia, jest coraz więcej, ponieważ Grochów [część Pragi-Północ - red.] w tamtej okolicy się rozbudowuje i zaludnia - mówi Marek Chmurski, pełnomocnik ds. rozwoju infrastruktury kolejowej Prezydenta Warszawy.

- To przejście da się zrobić. Przeszłość jest bogata w dyskusje, argumenty, niejasne przepisy po jednej i drugiej stronie. To jednak nie jest kluczowe, kluczowe jest to, żeby konstruktywnie podejść do tematu, usiąść do rozmów i uzupełnić ten projekt o to przejście - dodaje Chmurski.

- W ciągu dwóch lat realny jest przejazd ze szlabanami i sygnalizacją świetlną - deklaruje Andrzej Opala, rzecznik prasowy dzielnicy Praga-Południe. - W przyszłym roku będziemy musieli zabezpieczyć na to pieniądze, bo to rzeczywiście inwestycja priorytetowa i mogę zapewnić, że zrobimy wszystko, żeby te pieniądze znaleźć i to przejście jak najszybciej zbudować.

Dodaj komentarz