Tomasz Borejza jest dziennikarzem naukowym i jednocześnie blogerem, który opisuje krakowskie przykłady niezwykłej kreatywności deweloperów.

Ekipie Uwagi! pokazał kilka inwestycji.

- Tutaj mamy przykład, gdzie do sąsiada nawet nie trzeba nic rzucać, wystarczy wyjść na balkon i wyciągnąć rękę i wziąć na przykład sól. Dlatego ten blok zyskał miano integracyjnego – wskazuje Borejza (Krowoderska.pl). I dodaje: - To jest przykład kreatywności w Excelu, wyciskania powierzchni użytkowo-mieszkaniowej. Myślę, że ktoś mógł wziąć za to solidną premię, że tak dobrze wykorzystał działkę.

- Patodeweloperka wynika z patoprawa, które powoduje, że przedsiębiorcy, którymi są również deweloperzy, mogą zgodnie z prawem, robić mieszkania bardzo niskiej jakości i w żaden sposób niepowiązane z otoczeniem, nie spełniają nawet minimalnych wymagań, ponieważ regularnie od lat kastrujemy prawo z kolejnych ograniczeń, które powstrzymywały deweloperów przed robieniem takich mieszkań – przekonuje architekt Paweł Mrozek i autor profilu Sto Lat Planowania.

Tymczasem Tomasz Borejza zabrał nas w kolejne miejsce.

- Jesteśmy przy osiedlu, które być może wygląda jak twierdza, ale tak naprawdę to nie jest twierdza. Zostało ono zbudowane na planie doskonałego więzienia, które w XIX wieku opracował Jeremy Bentham – śmieje się bloger i dodaje: - Polegało to na tym, że w środku była wieżyczka strażnicza, w której był strażnik, a wokół były zbudowane cele dla więźniów. Wtedy żaden więzień nie mógł być pewien, czy strażnik akurat na niego nie patrzy. Bentham zakładał, że jeśli więzień nie wie, czy strażnik nie patrzy, to będzie się zachowywał dobrze.

Zapytaliśmy dewelopera, skąd wziął się pomysł na taki budynek. Nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi. A jak się tam mieszka?

- Ja to nazywam Alcatraz, bo ma podobny kształt. Wewnętrzne budynki są moim zdaniem zbyt blisko. To jest zaoszczędzenie miejsca, by jak najwięcej zarobić. Kto w ogóle wydał pozwolenie na taką budowę? – zastanawia się jeden z mieszkańców.

Hongkong

Tymczasem przenieśliśmy się do stolicy, do miejsca potocznie nazywanego Hongkongiem.

- Oczywiście chodzi o zysk. Im więcej sprzedamy metrów, na jak najmniejszej działce, tym większy będzie zysk – mówi architekt Paweł Pedrycz. I dodaje: - Deweloperzy robią to, bo mogą, a po drugie - jest zapotrzebowanie. A to dlaczego mogą, to jest dłuższa historia. Wynika z przepisów, planowania, a w zasadzie z jego braku.

Deweloper odpowiedział nam, że wybudował takie budynki zgodnie z miejscowym planem zagospodarowanie przestrzennego, a wysoki 27-kondygnacyjny budynek osłania przed hałasem niższe bloki mieszkalne znajdujące się w głębi osiedla.

Mikro

- Najbardziej mnie oburza, że robienie mikroapatamentów przedstawia się jako wyjście w kierunku ludzi. Mówi się, że jak ludzi nie stać na mieszkanie, to są małe apartamenty, które kosztują stosunkowo mało – mówi Paweł Pedrycz.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami, mieszkaniem jest pomieszczeniem, które ma więcej niż 25 metrów powierzchni użytkowej. Tymczasem rynek mieszkaniowy zalewają tzw. mikrokawalerki.

Umówiliśmy się na obejrzenie niespełna dziewięciometrowego lokalu.

- Dziewięć metrów, to co tutaj chcieć? Styl japoński. Dla buddystów, którzy nie mają dużo, nie potrzebują dużo – mówiła osoba, która nas oprowadzała.

Dwa lata temu w internecie zawrzało po tym, kiedy jeden z deweloperów zaoferował do sprzedaży kawalerkę o powierzchni 2,5 metra kwadratowego. Nazwano ją patokawalerką. Ale takich miniaturowych mieszkań jest więcej.

- Czy da się w czymś takim funkcjonować, to miałbym ogromne wątpliwości. W psychologii środowiskowej jest pojęcie bagna behawioralnego i to jest coś koło tego – uważa psycholog dr Tomasz Duda z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. I dodaje: - To redukuje człowieka do najbardziej podstawowych funkcji życiowych. Spanie, wydalanie i jedzenie. Właściwie tylko te funkcje mieszkanie ma spełnić. Ma być to szuflada do mieszkania.

Osiedla łanowe

Jak grzyby po deszczu, na miejscach po polach uprawnych lub wśród nich, wyrastają tak zwane osiedla łanowe.

- Pozbywamy się terenów rolniczych, często nawet całkiem żyznych i urodzajnych, tylko dlatego, że deweloperka w danym momencie przyniesie rolnikowi znacznie większe zyski. I tak postępuje lawina zamieniania pół w długie pasy niefunkcjonalnych osiedli, które stają się potem problemem dla gminy. Chodzi o infrastrukturę, ciągnięcie chodników wśród pól czy doświetlanie dziwnych miejsc, gdzie normalnie człowiek nie powinien mieszkać – mówi architekt Paweł Mrozek.

Niezwykłą karierę w internecie zrobiło jedno z takich osiedli pod Świdnicą. Internauci nazwali je polskim Dubajem lub bardziej swojsko Biskupinem.

- Jeśli chodzi o Dubaj, to wydaje mi się, że to porównanie ma dotyczyć sztucznie zbudowanej wyspy, natomiast w tym wypadku nic nie było sztucznie zbudowane. Działka historycznie miała taki kształt i w takim kształcie została sprzedana i zagospodarowana przez dewelopera najlepiej jak potrafił – mówi Małgorzata Kułakowska, radca prawny Silver City Deweloper. I dodaje: - Na osiedle dostać się można spacerkiem, samochodem czy rowerem. Nie ma żadnego problemu. Wiem, że jest to przedstawiane jako osiedle w środku pola, natomiast w promieniu 1,5 km jest szkoła podstawowa, średnia, sklepy, kościół. Niektórzy chcą uciec od miejskiego zgiełku, mieć miejskie atrakcje, ale mieszkać w ciszy i spokoju.

Zdaniem architekta Pawła Mrozka problem łanowych osiedli polega przede wszystkim na infrastrukturze.

- Wprowadzamy bardzo długie osiedla, o dużej ilości mieszkańców, do jednej niewydolnej drogi, która miała kiedyś służyć garstce mieszkańców danej wsi. Jak wprowadza się dziesiątki tysięcy ludzi, to taka infrastruktura nie ma prawa wytrzymać – zaznacza.

- Patodeweloperaka nigdy nie zniknie, ponieważ Polacy są pomysłowi. Mamy czarny pas w tym, jak robić w konia system. Ale możemy z tym walczyć zmianą przepisów. (…). Wszyscy będziemy schodzić schodek po schodku aż w końcu dojdziemy do sytuacji, kiedy deweloperzy zaczną sprzedawać nam ziemianki, a w końcu lokum w jaskini – kwituje Mrozek.

Dodaj komentarz