Podróż busem to jeden z niewielu sposobów na powrót z zagranicy do kraju. Przy zawieszonym ruchu lotniczym, pasażerowie wybierają prywatnych przewoźników oferujących transport dziewięcioosobowymi busami.

- Jechałam z Anglii do Polski. Zdziwiło mnie to, że nie przejechaliśmy przez granicę busem, tylko wysadzono nas około 500 metrów przed przejściem. Mieliśmy nie wdawać się w żadne rozmowy z celnikami. Za przejściem granicznym, jak nas wpuszczą, mieliśmy odejść 300-400 metrów i oni nas odbiorą po polskiej stronie. Sami jadą na inne przejście – opowiada pani Beata, jedna z pasażerek.

- Jechałem z Rotterdamu do Rzeszowa. Godzinę przed granicą dowiedzieliśmy się, że mamy wysiąść z busa i przejść przez granicę pieszo. Jakby ktoś nas pytał, to mieliśmy powiedzieć, że jeden bus nas przywiózł, a drugi nas odbiera. Finalnie było tak, że tym samym busem, co przyjechaliśmy, to też wracaliśmy do domów w Polsce. Z tym samym kierowcą – opowiada pan Tomasz.

- Kierowcy wytłumaczyli, że dzięki temu nie dostaną kwarantanny, bo będą przewozem rzeczy, a nie osób. Nikt z pasażerów nie zareagował, bo każdy chciał wrócić do kraju. Okłamali nas. Cena za przejazd była dużo wyższa. Normalnie przejazd kosztuje około 70 funtów, teraz zapłaciłam 300. Powiedziano mi, że cena jest tak wysoka ponieważ kierowcy po przyjeździe również udają się na dwutygodniową kwarantannę. Na granicy niemiecko-polskiej realia okazały się inne – mówi pani Beata.

Zobacz też: Czy COVID-19 można leczyć lekiem tocilizumab?>>>

Jak omijają kwarantannę?

Schemat działania wygląda tak, że kierowcy zostawiają pasażerów po niemieckiej stronie, ci pieszo przekraczają granicę z Polską i przechodzą procedury, po których przez najbliższe dwa tygodnie będą poddani kwarantannie.

W tym czasie kierowca busa jedzie z bagażami pasażerów na inne przejście graniczne. Na przykład w Świecku, tam zgłasza transport towarowy, a to zwalnia go z obowiązkowej kwarantanny.

Później wraca do Słubic, gdzie na polską stronę dostali się pasażerowie i zabiera ich w dalszą podróż w głąb kraju.

- Nawet nie chodzi o kwestię pieniędzy tylko zdrowia. Oni, co usłyszałam na następny dzień, mieli kolejny kurs powrotny do Anglii. To jest niebezpieczne – mówi jedna z pasażerek.

Zbulwersowani taką praktyką swoich kolegów z branży są uczciwi właściciele firm zajmujących się przewozem osób z Europy Zachodniej.

- Niektóre firmy omijają kwarantannę. Wypełniają kartę, że jadą z towarem, z paczkami, a paczkami są torby klientów. 50 proc. polskich firm robi takie numery. To jest nieuczciwe, bo taki kierowca może być zarażony. I cały czas jeździ, w tą i z powrotem. Ja muszę czekać na zniesienie obostrzeń, a takie firmy jeszcze na tym zarabiają, bo podwyższają cenę za bilet i mają większe zyski - mówi pan Bogdan, właściciel firmy przewozowej.

Pojechaliśmy na granicę polsko-niemiecką sprawdzić jak wygląda sytuacja. Ruch na moście granicznym w Słubicach praktycznie zamarł. Ale nagle, w przeciągu kilku minut ustawiła się kolejka kilkunastu osób, bez bagaży.

- Każdy radzi sobie jak może. Tutaj wszyscy wiedzą, że przyjeżdżamy busami, a potem przechodzimy na pieszo. Ale to nikogo nie interesuje – słyszymy od pasażerów.

Jednak nie wszyscy pasażerowie wiedzieli, co się dzieje. W Słubicach panował chaos, ludzie błąkając się po mieście w kilkuosobowych grupach szukali swoich busów.

- Co ze strażnikami granicznymi? Czy oni widzieli nasze walizki? To nie były tylko duże bagaże. To były również nasze prywatne rzeczy jak torebki, plecaki, kurtki. Czy to nie zwróciło ich uwagi? Oni po prostu na wszystko przymknęli oko. Czy tak miało być? – denerwuje się jedna z pasażerek.

- Służby graniczne wiedzą o tym, bo przecież busy, które wożą towar różnią się od tych, które wożą ludzi. Nie wiem, może oni mają dosyć tego, że są takie kolejki, to odpuszczają – zastanawia się pan Bogdan.

"Pan bije pianę"

Od przewoźników chcieliśmy dowiedzieć się, dlaczego firmy omijają prawo i stwarzają niebezpieczeństwo dla podróżujących osób.

- Jest pan w wielkim błędzie, bo nasi kierowcy też idą na kwarantannę. Pomimo tego, że jada innym przejściem i tak my ich kierujemy na kwarantannę i zgłaszamy do sanepidu. Musi pan spytać kierowców, dlaczego tak robią. Jestem szefem firmy i wszystko mam pod kontrolą. Pan bije pianę niepotrzebnie.

O sprawę zapytaliśmy Główny Inspektorat Sanitarny.

- Powiedzieć, że jest to głupie, czy nieodpowiedzialne, to tak naprawdę nic nie powiedzieć. Jest to poważne zagrożenie dla zdrowia publicznego – uważa Jan Bodnar, rzecznik GIS i wyjaśnia: Taki kierowca naraża siebie, w międzyczasie styka się z rodziną, między kursami styka się z kolejnymi osobami. Może zatrzymywać się na stacjach benzynowych, w przerwie miedzy wyjazdami może pójść do kościoła. Możliwe są tysiące różnych zdarzeń. Chorych po tygodniu, kiedy ten kierowca nie wie, że jest zakażony, może zrobić się kilkaset.

- Jest to dla mnie dramatyczna sytuacja. Uważam, że tego typu proceder należy wypalić gorącym żelazem. Służby powinny to ukrócić – zaznacza Bodnar.

Reakcja straży granicznej

O sytuację na granicy polsko-niemieckiej zapytaliśmy straż graniczną.

- Funkcjonariusze straży granicznej dokonują kontroli osób i dokumentów. Zgodnie z obowiązującymi obecnie przepisami samochody do 3,5 tony, które przewożą rzeczy… ich kierowcy są zwolnieni z kwarantanny. Natomiast jeżeli samochody przewożą osoby, wówczas ci kierowcy są objęci kwarantanną – mówi mjr Joanna Konieczniak, rzecznik Nadodrzańskiego Oddziału Straży Granicznej.

- Obecnie przepisy, które są realizowane przez funkcjonariuszy straży granicznej…

Rozmowa z mjr Konieczniak się urywała. Próbowaliśmy się połączyć ponownie, bezskutecznie. Uzyskaliśmy odpowiedz SMS-em, że „funkcjonariusze realizują swoje zadania w ramach tymczasowo przywróconej kontroli granicznej na podstawie obowiązujących przepisów”.

- Mamy do czynienia z zagrożeniem transgranicznym. Robionym celowo, bo nie wierzę, że ktoś nie ma wyobraźni, żeby rozumieć to wszystko. To jest karygodna rzecz, która powinna być bardzo surowo karana – kwituje Bodnar.

Więcej informacji na temat koronawirusa znajdziesz na stronie Zdrowie.tvn.pl >>>

Zdrowie.tvn.pl
Zdrowie.tvn.pl

Dodaj komentarz