Z powodu podwyżek zamknęli rodzinny biznes i emigrują. „Uciekam z własnego kraju, żeby przeżyć”

TVN UWAGA! 352636
Inflacja i kryzys energetyczny sprawiają, że wiele małych, rodzinnych firm jest zmuszonych zakończyć działalność. Część przedsiębiorców, tak jak pan Nikodem, porzuca tworzony od pokoleń biznes by wyjechać za granicę w poszukiwaniu pracy.

„Te podwyżki to rzeź”

Pan Nikodem prowadził w Kaliszu Pomorskim cukiernię, w której piekł tradycyjnie, według własnych receptur. To jeden z najstarszych zakładów w mieście. Klienci, żeby kupić w nim ciasto, często musieli wcześniej się zapisywać.

- Praktyki miałem u rodziców. Nie było zmiłuj, o godzinie czwartej rano ojciec mnie budził i szedłem z nim do pracy. Jak mi się urodził syn to też myślałem, że będę go uczył zawodu, ale wygląda na to, że jestem ostatnim ogniwem – mówi Nikodem Kozak.

Jeszcze do niedawna pan Nikodem zatrudniał sześciu pracowników, ale szukając oszczędności musiał ich zwolnić. W ostatnim czasie przy wypiekach pomagała mu tylko żona, którą musiał nauczyć fachu.

- Jak mieliśmy pracowników, to przyjeżdżałem tutaj tylko doglądać. Teraz, żeby przetrwać musimy być tu razem cały czas – podkreśla pan Nikodem.

Z powodu lawinowo rosnących kosztów utrzymania cukiernia nie była w stanie generować zysku. Firmę dobił prawie siedmiokrotny wzrost opłat za energię elektryczną.

- W tej chwili te podwyżki to jest rzeź. Nie jesteśmy w stanie scedować ich na klienta, bo drożdżówki czy chleb musiałby kosztować kilkanaście lub kilkadziesiąt złotych – wylicza Kozak.

- Co wyprawa do hurtowni po produkty, to wszystko jest drożej. Mąka jest droga, był okres, że ziaren czy cukru w ogóle nie było, bo wstrzymane były dostawy. Bez cukru nie mogliśmy piec – tłumaczy Patrycja Kozak.

Emigracja – przykra konieczność

Prawie półwieczna cukiernia zniknęła z mapy Kalisza Pomorskiego. Pan Nikodem do końca wierzył, że dramatyczny wzrost cen nie zmusi go do zamknięcia wielopokoleniowego biznesu.

- Jest ogromny żal i smutek, bo jednak nie tak mieliśmy zaplanowane życie. Nie myśleliśmy, że będziemy musieli kiedyś stąd uciekać. Uciekać z własnego kraju, żeby przeżyć – wyznaje.

Państwo Kozak wychowują 3-letniego synka, są świeżo po ślubie. Wspólne plany na przyszłość całkowicie przekreślił kryzys. Pan Nikodem zdecydował się na emigrację do Holandii, w której ma spędzić rok. Pracę udało się znaleźć dzięki jednemu z uczniów, którego wyszkolił cukiernik.

- Nie mam pojęcia o tej pracy, ale jadę, bo nie mam wyjścia – wyznaje pan Nikodem. I dodaje: - Do nas to wciąż nie dociera. Musimy wszystko wyłączyć. Zostanie nam tylko przyjść czasem i popatrzeć na to. Zamykamy i uciekamy stąd.

Pan Nikodem jest już od kilku dni w Holandii i właśnie rozpoczął pracę jako spawacz. Ma zapewnione mieszkanie, odpowiednie kursy i próbuje odnaleźć się w nowej sytuacji. Nie zamknął swojej działalności w Polsce, ale ją tymczasowo zawiesił. Czy wróci do kraju i będzie kontynuował słodką tradycję swoich dziadków oraz rodziców?

podziel się:

Pozostałe wiadomości

Zjada je codziennie 5 mln Polaków. Co naprawdę jest w kebabach?

Zjada je codziennie 5 mln Polaków. Co naprawdę jest w kebabach?

Zostawiał dzieci, wychodził z autokaru i urywał lalce głowę. „Coś strasznego, jak z horroru”

Zostawiał dzieci, wychodził z autokaru i urywał lalce głowę. „Coś strasznego, jak z horroru”

Nadchodzą podwyżki cen energii. Na czym możemy zaoszczędzić?

Nadchodzą podwyżki cen energii. Na czym możemy zaoszczędzić?

Rozbito nielegalną hodowlę psów w Gdańsku. Psy były nawet w szufladach i w piekarniku

Rozbito nielegalną hodowlę psów w Gdańsku. Psy były nawet w szufladach i w piekarniku

Miliony na zabiegi, które nigdy się nie odbyły? "Nawet 12 tys. zł na dziecko"

Miliony na zabiegi, które nigdy się nie odbyły? "Nawet 12 tys. zł na dziecko"

Chciał pomóc koledze w zdobyciu prawa jazdy. Teraz obu grozi więzienie

Chciał pomóc koledze w zdobyciu prawa jazdy. Teraz obu grozi więzienie

Zdolny chemik i śmiercionośny biznes. „Chciał poczuć smak grzechu”

Zdolny chemik i śmiercionośny biznes. „Chciał poczuć smak grzechu”