Przeterminowana lub wręcz zepsuta żywność i promocje, które w rzeczywistości nimi nie są. Bracia - pan Tomasz i pan Piotr, podczas zakupów, wychwytują duże ilości takich towarów, po czym zgłaszają to odpowiednim instytucjom.
- Jakiś czas temu, będąc na zakupach, spostrzegliśmy, że dochodzi do wielu nieprawidłowości, jeżeli chodzi o zachowanie się przedsiębiorców względem konsumentów. Dostrzegliśmy również, że w obrocie handlowym, nagminnie, znajdują się owoce i warzywa, które są spleśniałe czy zgniłe - mówią panowie Piotr i Tomasz.
Przeglądają w sklepach całe partie towarów
Mężczyźni są braćmi, mają bardzo nietypowe, ale też pożyteczne społecznie hobby. Przy okazji zakupów w dyskontach - w ramach własnej obywatelskiej misji - przeglądają całe partie produktów na sklepowych półkach. Sprawdzają, czy wywieszki cenowe są zgodne z prawem, ale także czy produkty spożywcze nie są przypadkiem przeterminowane lub zepsute.
- W ostatnim czasie, będąc przejazdem w małej miejscowości, weszliśmy na krótkie zakupy i ujawniliśmy 666 takich produktów. W jednym sklepie, w malutkiej miejscowości – podkreśla pan Tomasz.
Reporterka Uwagi! poszła na zakupy z panem Tomaszem i panem Piotrem. Na dziale z owocami leżały zepsute truskawki. W sumie w czternastu pudełkach.
- Nikt by nie chciał takich kupić, a trzeba zwrócić uwagę, że osoby starsze miewają gorszy wzrok – mówi pan Piotr. I dodaje: - Byliśmy nawet świadkami, gdzie ktoś przynosił, że owoce są spleśniałe i słyszał: „Nie przyjmiemy zwrotu, bo pan mógł to podrzucić”.
- Jeżeli jest obiekt, w stosunku do którego jest dużo zgłoszeń, które nam się potwierdzają, to wiadomo, że on będzie zapewne kontrolowany nieco częściej niż obiekt, w którym żadne nieprawidłowości nie występowały – mówi Marek Waszczewski, Główny Inspektorat Sanitarny.
Jakie kary może nakładać inspekcja sanitarna?
- Maksymalną karą, jaką można nałożyć, to 500 zł. Jesteśmy związani tym, co przewidział ustawodawca – tłumaczy Marek Waszczewski.
Ponieważ za wprowadzanie zepsutych produktów do obrotu może grozić odpowiedzialność karna, panowie wzywają policję.
Źle oznaczone promocje?
Nasi rozmówcy równie uważnie przyglądają się też tak zwanym wywieszkom cenowym.
- Kiedy przyjrzeliśmy się cenom, głównie promocyjnym, to okazało się, że wyznaczane one są niezgodnie z prawem – mówi pan Tomasz.
- Weszliśmy do sklepu, zobaczyliśmy, że jest promocja, przy zakupie dwóch sztuk - 80 proc. taniej. Kupiliśmy te dwa produkty, po czym, po przyjściu do domu, uświadomiliśmy sobie, że jakieś dwa tygodnie temu kupowaliśmy ten sam produkt i cena była taka sama. Okazało się, że promocja, która była w owym czasie, nie była żadną promocją 80 proc. taniej, tylko był to chwyt marketingowy. Niedozwolony ze względu na dyrektywę Omnibus – zaznacza pan Piotr.
Co to jest dyrektywa Omnibus?
Dyrektywa Omnibus to przepis, który nakazuje przedsiębiorcom pokazywanie najniższej ceny z ostatnich trzydziestu dni. Ale nie tylko. Reguluje także sposób, w jaki handlowiec może ogłaszać obniżki cen.
Załóżmy, że jesteśmy zwabieni promocją: 50 procent taniej. Cena produktu po obniżce według przedsiębiorcy to 10 złotych. Cena regularna wynosiła 20 złotych. Jednak najniższa cena z ostatnich 30 dni wynosiła 8 złotych. To właśnie od tej ceny przedsiębiorca powinien odliczać cenę promocyjną. W efekcie za produkt w promocji powinniśmy zapłacić 4 złote, a nie 10 złotych.
Czy handlowiec może wyznaczać wyższą cenę? Tak, pod warunkiem, że nie obiecuje nam ceny promocyjnej.
- Na samym początku, jak zaczęliśmy zgłaszać takie przypadki kierownictwu, to kierownictwo dziwnie patrzyło i mówiło, że wszystko jest OK. Natomiast jak zaczęliśmy przytaczać przepisy prawne, to okazało się, że kierownik jednego czy drugiego sklepu jednak wie, o co chodzi – mówi pan Piotr.
O sprawę zapytaliśmy Rzecznika Praw Konsumentów.
- Jako konsumenci w pierwszej kolejności mamy prawo do złożenia reklamacji i zażądania od przedsiębiorcy wyjaśnień – mówi Jerzy Gramatyka, Miejski Rzecznik Konsumentów w Krakowie.
Z kolei Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zachęca, by dokumentować takie nieprawidłowości, robiąc zdjęcia i zgłaszać problem na przykład do Inspekcji Handlowej.
"Dopilnowanie tego to zadanie handlowców"
Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji zrzesza dyskonty. Przedstawicielkę organizacji zapytaliśmy o zepsutą i przeterminowaną żywność.
- Mamy regularnie szkolenia, jeśli chodzi o naszych pracowników, żeby zadbać o to, żeby na półkach nie było takich przypadków – zapewnia Renata Juszkiewicz, prezes zarządu POHiD.
W sklepach nietrudno jednak je znaleźć.
- To na pewno nie jest odgórna polityka naszych firm – zapewnia prezes Renata Juszkiewicz.
Zapytaliśmy też o promocje w kontekście dyrektywy Omnibus.
- Jeżeli tak się stało, to w imieniu swojej organizacji mogę przeprosić konsumentów. Byłam przekonana, że nad tym czuwa UOKiK. Po państwa interwencji wrócę z tym tematem do moich sieci i zwrócę uwagę, jak ważny jest to temat – mówi Renata Juszkiewicz.
- Z naszej strony robimy to, co robimy, bo czujemy misję – tłumaczy pan Piotr. I dodaje: - Człowiek przychodzi do sklepu i nie musi myśleć, czy jest oszukiwany na promocji czy kupi truskawki, które są spleśniałe, tylko po prostu handlowiec ma tego dopilnowywać.
Autor: wg
Reporter: Joanna Bukowska