Nie płacą za wynajem, ale nie chcą się wyprowadzić. "Ustawa lokatorska powinna się zmienić"

Lokatorzy kontra właściciele
Nie płacą za wynajem, ale nie chcą się wyprowadzić

Coraz więcej osób boi się wynajmować swoje mieszkania. - Z obserwacji detektywistycznych wynika, że niepłacący to są osoby, które pracują. Mają auto, jeżdżą na wczasy, a nie płacą za mieszkanie, bo nie muszą - mówi nasz rozmówca.

Chcesz, by zmieniło się prawo dotyczące wynajmu mieszkań? Podpisz petycję >>>

Pani Izabela wynajęła swoje mieszkanie. Miało to uratować jej domowy budżet, a stało się powodem do zmartwień i finansowych strat. Kobieta szukała sprawiedliwości w prokuraturze i sądzie. Były umorzenia, orzeczenia, ugody, wyrok eksmisyjny. Nie przyniosło to efektów. Wzięła więc sprawy w swoje ręce.

- Lokatorzy sami doszli do wniosku, że się ode mnie wyprowadzą, ponieważ nastąpiła awaria drzwi w mieszkaniu. Musiałam je zdjąć – mówi pani Izabela. I przyznaje: - To był mój akt desperacji.

„Drzwi ulegają awarii”

Pan Jacek, jak sam to określa, zawodowo zajmuje się „negocjacjami lokatorskimi”.

- Wyjmujecie drzwi, okna, wprowadzacie kogoś? – zapytała mężczyznę reporterka.

- Jak drzwi ulegają awarii, to wówczas staramy się pomóc naprawić drzwi, ale że się nie uda na miejscu, to zabieramy je na warsztat. Podobnie okno, czy różne rzeczy trzeba zabrać i naprawić, żeby lokator był zaspokojony – mówi Jacek Chojnowski.

Zdesperowani właściciele, gdy rozmowy z najemcami nie przynoszą efektów, szukają rozmaitych rozwiązań, działając sami lub przy pomocy innych, na granicy, a czasami z przekroczeniem prawa - wszystko po to, by przestać ponosić nieswoje koszty.

Wynajęła stumetrowy dom i ma problem

Kolejna nasza bohaterka, jak mówi, od pewnego czasu nie może dysponować swoim domem.

- Wzięłam adwokata, detektywa, sprawa jest w sądzie, a jesteśmy w punkcie wyjścia. I przyznam szczerze: Nie ma nadziei – ubolewa kobieta.

Ponad 100-metrowy dom wynajęła od niej rodzina z dwójką dzieci. Próba wyegzekwowania przez właścicielkę należności skończyła się fiaskiem i oskarżeniami, że narusza domowy mir. By rozwiązać problem, zatrudniła detektywa.

- Jestem w tym miejscu zameldowany od co najmniej dwóch miesięcy. I mam poświadczenie pisemne od lokatorów, że jestem ich współlokatorem. Wymieniliśmy zamki, ja mam swój komplet, oni mają swój komplet. Mieli już wielokrotnie to miejsce opuścić – mówi Arkadiusz Andała, detektyw wynajęty przez kobietę.

- Marzę o tym, żeby on [lokator – red.] uciekł, nawet nie oddając mi ani grosza. Pomimo że to jest ponad 50 tys. zł. Niech to nie zabrzmi, że nie czuję wartości pieniądza. Tu chodzi o to, że te moje starcze życie jest trochę ważniejsze niż to, co jest warty ten dom – tłumaczy nasza rozmówczyni.

- Sami zadeklarowali, że dobrowolnie opuszczą nieruchomość i sami zaproponowali termin. Miesiąc później - kolejny. Później za pośrednictwem pana Ikonowicza kolejne miesiące. Nic z tego nie wynika. Każdy kto się zbliża do tego pana lokatora i jego konkubiny, jest potencjalnym przestępcą – mówi Arkadiusz Andała.

- Jestem już trzecią osobą, którą on [lokator - red.] oszukał. Wiem, że od poprzedniego właściciela nieruchomości uciekł w nocy. Dom zostawił w takim stanie, że musiała przeprowadzona być dezynsekcja – opowiada nasza rozmówczyni.

Lokatorzy płacą za wynajem przez trzy miesiące i przestają

Nieuczciwi lokatorzy zwykle wpłacają właścicielom jakieś pieniądze. Najczęściej jest to kaucja i trzy czynsze. Te wpłaty chronią ich przed zarzutem z góry powziętego zamiaru oszustwa.

- 93 proc. tych osób to są cwaniacy i oszuści zasłaniający się ustawą o ochronie praw lokatora. Nie można pójść zapukać do drzwi mieszkania, nie można o nic się upomnieć. Za każdym razem wzywają policję – opowiada Jacek Chojnowski.

- Z obserwacji detektywistycznych wynika, że to są osoby, które pracują. Mają auto, jeżdżą na wczasy, a nie płacą, bo nie muszą – mówi Arkadiusz Andała.

Ustawa o ochronie praw lokatorów

Ustawa, która miała chronić lokatorów przed tak zwanymi czyścicielami kamienic, wykorzystywana jest przeciwko indywidualnym właścicielom nieruchomości. Część najemców nie płaci, bo nie ma z czego, ale wielu być może dlatego, że chroni ich prawo.

- Właściciel wpuści takich ludzi do mieszkania i oni są już w posiadaniu lokalu. Automatycznie traci się prawa do swojego mieszkania na jakiś czas. Mogą to być dwa lata, a może być i 15 lat. Zależy od sądów – mówi pani Izabela.

Właściciele, zanim dojdą sprawiedliwości przed sądem, często przez nieuczciwych najemców popadają w finansowe tarapaty.

- Najdłuższa sprawa, którą miałem, to było 11 lat walki prawnej – mówi Jacek Chojnowski.

W przypadku bohaterki naszego reportażu, negocjacje detektywa z trudnym lokatorem trwały pięć godzin. Padł w końcu termin i deklaracja, że będzie wyprowadzka. Czas pokaże, czy to finał sprawy, czy tylko gra na czas.

Chcesz, by zmieniło się prawo dotyczące wynajmu mieszkań? Podpisz petycję >>>

Petycja
Petycja
podziel się:

Pozostałe wiadomości