Był trenerem tenisa stołowego, wylądował na ulicy. Czy 40-letniemu mężczyźnie uda się pomóc?

TVN UWAGA! 352514
Pan Adam był trenerem tenisa stołowego, w pewnym momencie się pogubił i znalazł na ulicy, spał na klatkach schodowych. O jego sytuacji dowiedzieliśmy się od Was. Wspólnie z jego znajomymi postanowiliśmy mu pomóc.

Jeśli doświadczasz problemów emocjonalnych i chciałbyś uzyskać poradę lub wsparcie, tutaj znajdziesz listę organizacji oferujących profesjonalną pomoc. Pod numerem 116 111 dostępny jest całodobowy telefon zaufania dla dzieci i młodzieży.

- Całe noce spał na naszej klatce, przez cztery miesiące. Ale jeden z sąsiadów go wygonił i już nie wrócił. Poszedł trzy klatki dalej i tam spał – opowiada Krystyna Balcerak. I dodaje: - Jak mogłam nie pomagać człowiekowi, który śpi na betonie, jak ja śpię na łóżku i nie mogę spać?

Wpłynąć na pana Adama nie było jednak łatwo.

- Miałam w głowie, żeby go ocalić, ale on się nie poddawał, nie godził na to. Mówił, że nie chce już żyć, mówił, że wyskoczy z 11. piętra – opowiada pani Krystyna.

- Miałem ochotę pożegnać się z tym światem. Wydawało mi się, że jest już po mnie. Nie chciałem pomocy. Myślałem, że dobrze by było gdybym zasnął i się już nie obudził – przyznaje pan Adam.

Wegetacja i strach

Jedno z łódzkich blokowisk było dla pana Adama przez ostatnie 18 miesięcy całym światem. Mężczyzna powoli gasł, tracił nadzieję. Żył w ciągłym napięciu i strachu.

- Życie toczyło się pod sklepem, gdzie często zbierałem pieniądze. A pieniądze były mi potrzebne na papierosy i piwo – opowiada mężczyzna.

- O samobójstwie myślałem praktycznie codziennie, ale nie mogłem tego zrobić. Nie wiem czemu. Myślałem, żeby skoczyć z 11. piętra, ale bałem się bólu, jak się pada na beton - tłumaczy.

- Każdy z nas potrzebuje bliskości, tego, żeby porozmawiać, żeby przegadać pewne rzeczy. Niezależnie od tego, czy jest fajnie czy nie jest fajnie. Jemu tego zabrakło, bo wtedy, kiedy jest fajnie, to wszyscy są, a wtedy, kiedy nie jest fajnie, to nikogo nie ma – mówi mecenas Ewa Stępniewicz-Kwaśny, przyjaciółka pana Adama.

- Przyznał się, że miał duży problem z hazardem, narobił sporo długów. Miał konflikty, osobiste problemy – mówi Paulina Koterba.

Tenis

Adam Marczak to były tenisista stołowy, trener tej dyscypliny oraz nauczyciel wychowania fizycznego. W zawodniczej karierze nie osiągnął spektakularnych sukcesów, ale jeszcze pięć lat temu wygrywał na turniejach.

- W tenisa gram od 10. roku życia, czyli jakieś 30 lat. Na początku tata był ode mnie lepszy, ale poczułem, że mam do tego mniejsze czy większe predyspozycje i zaczęło mi się to podobać – wspomina mężczyzna.

Według pana Adama, jego bezdomność ma swoją genezę m.in. w jego kłopotach w tym sporcie.

- Wiele fajnych chwil spędziłem przy stole, poznałem wiele fajnych ludzi. Ale tenis sprawił też, że przestałem ufać ludziom. Obiecywano mieszkanie, większe pieniądze, ale nie doszło to do skutku. Kilka razy z rzędu się zawiodłem - tłumaczy.

Bezdomność

Pan Adam został bezdomnym, bo nie potrafił rozwiązać wielu problemów. Nieudane małżeństwo, konflikty z byłymi pracodawcami, chorobliwa zazdrość partnerki i poczucie krzywdy. Kolejne problemy pana Adama to hazard i długi, a dodatkowo brak wsparcia od najbliższych.

- Myślę, że moim największym problemem jest wrażliwość. A największym grzechem jest to, że nie zdążyłem oddać pieniędzy, czuję się jakbym je ukradł. Ale jak tylko będę miał pieniądze, to na pewno im oddam – zapewnia mężczyzna.

Na pobliskim osiedlu mieszka matka pana Adama. Dlaczego mężczyzna nie poprosił jej o pomoc?

- Ciężkie pytanie. Chyba dlatego, że zerwałem z nią kontakt. Nie chciałem pomocy, ale nie wiem, czy bym ją dostał. Mama ma swoje życie, siostra swoje. Gdyby ojciec żył, to poszedłbym do niego po pomoc i myślę, że nie byłoby problemu – mówi mężczyzna.

Osiemnastomiesięczna bezdomność pana Adama zakończyła się dzięki uporowi kilku osób, które nie odpuściły. Na zmianę w końcu namówiła go koleżanka z młodości.

- Nie wyobrażałam sobie jak osoba, przyjaciel, kolega z dzieciństwa, dobry człowiek mógł skończyć na ulicy. Nie wyobrażałam sobie, jak mogę nie pomóc – mówi Ewa Stępniewicz-Kwaśny.

- Był taki dzień, że w ogóle nie chciał ze mną rozmawiać. Odwrócił się ode mnie i powiedział: „Niech mi pani da spokój, chcę umrzeć”. Potrafiłam go jednak zrozumieć, bo sama cierpię na depresję i solidaryzuję się z takimi ludźmi. Stwierdziłam, że taki człowiek, który wcześniej tyle osiągnął i coś znaczył, nie może się zmarnować. Nie można go zostawić samemu – mówi Paulina Koterba.

- On musi się pozbierać, posklejać. Musi nabrać stabilności, potrzebuje swojego miejsca. Na pewno terapeuta pomoże mu dojść do tego, zrozumieć, co się wydarzyło i jakich błędów już nie popełniać – mówi pani Ewa.

Teraz pan Adam, dzięki naszej inicjatywie opuścił Łódź i przy wsparciu specjalistów z Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej w Warszawie, spróbuje zacząć nowe życie.

Po realizacji naszego reportażu dostaliśmy informację, że pan Adam rozpoczął leczenie, spotyka się z psychologiem. Szuka też pracy i chce wystąpić o mieszkanie socjalne.

podziel się:

Pozostałe wiadomości

Zjada je codziennie 5 mln Polaków. Co naprawdę jest w kebabach?

Zjada je codziennie 5 mln Polaków. Co naprawdę jest w kebabach?

Zostawiał dzieci, wychodził z autokaru i urywał lalce głowę. „Coś strasznego, jak z horroru”

Zostawiał dzieci, wychodził z autokaru i urywał lalce głowę. „Coś strasznego, jak z horroru”

Nadchodzą podwyżki cen energii. Na czym możemy zaoszczędzić?

Nadchodzą podwyżki cen energii. Na czym możemy zaoszczędzić?

Rozbito nielegalną hodowlę psów w Gdańsku. Psy były nawet w szufladach i w piekarniku

Rozbito nielegalną hodowlę psów w Gdańsku. Psy były nawet w szufladach i w piekarniku

Miliony na zabiegi, które nigdy się nie odbyły? "Nawet 12 tys. zł na dziecko"

Miliony na zabiegi, które nigdy się nie odbyły? "Nawet 12 tys. zł na dziecko"

Chciał pomóc koledze w zdobyciu prawa jazdy. Teraz obu grozi więzienie

Chciał pomóc koledze w zdobyciu prawa jazdy. Teraz obu grozi więzienie

Zdolny chemik i śmiercionośny biznes. „Chciał poczuć smak grzechu”

Zdolny chemik i śmiercionośny biznes. „Chciał poczuć smak grzechu”