Dziewięciomiesięczny Jaś cierpi na rzadką, nieuleczalną chorobę. Dziś jest zdrowy, za trzy, cztery lata zacznie powoli tracić wszystkie siły życiowe. Po emisji naszego reportażu zgłosiły się rodziny, zdecydowane adoptować chłopczyka.
Ponad miesiąc temu pokaliśmy reportaż o chłopcu, który cierpi na niezwykle rzadką chorobę genetyczną. Dziewięciomiesięczny Jaś, który dziś wspaniale się rozwija, za kilka lat przestanie chodzić, słyszeć, widzieć, mówić. Medycyna nie zna ratunku na tę chorobę. Niestety chłopczyk nie ma przy sobie nikogo, kto pomoże mu w najtrudniejszych chwilach. Czeka w pogotowiu opiekuńczym na nowych rodziców. - Jaś rozwija się wspaniale – mówi opiekująca się chłopcem Teresa Matuła. – Nie ma żadnych symptomów choroby. Zaczyna stawać, mówić, śpiewać, śmieje się. Jest przeuroczym niemowlęciem. Po naszym reportażu do redakcji napłynęły dziesiątki e-maili z kraju i z zagranicy. Wiele osób pytało jak mogą pomóc, jednak do Ośrodka Adopcyjnego i Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Krakowie zgłosiła się tylko garstka osób, zdecydowanych zaopiekować się Jasiem. - Zgłosiły się trzy rodziny – z Piły, Elbląga i Bydgoszczy – mówi Katarzyna Ryś, kierownik działu pomocy dzieciom w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Krakowie. – Podczas rozmów chcieliśmy ustalić ich warunki domowe i motywy, którymi się kierują. W naszej opinii najlepiej wypadła rodzina z Elbląga, w której matka może całą dobę opiekować się Jasiem. Państwo Agata i Michał z Elbląga mają piątkę własnych dzieci. Najmłodszy syn jest niewiele starszy od Jasia. Pan Michał pracuje w gazowni, jego żona poświęca się wychowywaniu dzieci i prowadzeniu domu. Małżeństwo już od pewnego czasu planowało zaopiekować się potrzebującymi dziećmi. - Myśleliśmy o dziecku, którego nikt nie chce – mówi pani Agata. – Decyzja zapadła dopiero po zgodzie dzieci. Dziewczynki zgodziły się od razu. Syn po dwóch dniach przemyśleń doszedł do wniosku, że powinniśmy pomóc chłopczykowi. Kto ostatecznie zaopiekuje się chorym chłopcem, okaże się w ciągu najbliższych miesięcy. Trzeba tylko mieć nadzieję, że procedury zakończą się przed terminem, kiedy Jaś będzie musiał odejść z pogotowia rodzinnego i trafi do domu dziecka. Przeczytaj także:Pomóżmy Jasiowi