Wypadek

- Jechaliśmy po prezent urodzinowy dla Tomka. Obiecaliśmy mu, że dostanie psa, o którym marzył od zawsze. Skręcaliśmy już w lewo, w leśną drogę, kiedy zobaczyłam ogień, usłyszałam trzask. Nie wiedziałam, co się dzieje – opowiada pani Bogumiła, mama 10-letniego Tomka.

Samochód, którym Tomek jechał z mamą i jej partnerem zderzył się z innym pojazdem, przez co doszło do rozszczelnienia butli gazowej. Auto momentalnie stanęło w płomieniach.

- Dobrze, że tego nie pamiętam, bo bym to przeżywał - przyznaje 10-latek.

- Tomek krzyczał, że go boli. Mówiłam mu, że zaraz go ktoś wyciągnie, sama nie byłam w stanie się ruszyć. Jak wyszedł z auta, skóra mu wisiała - wszędzie, z dłoni, z twarzy. Mówił, że mu zimno, że jest zmęczony i musi usiąść. Położył się i zaczął zasypiać – opowiada pani Bogumiła.

Tygodnie spędzone w szpitalu

Walka o życie Tomka trwała kilka tygodni.

- Przez trzy tygodnie spałem. Miałem rurkę, którą oddychałem i wkłucie, którym podawano mi jedzenie – opowiada 10-latek.

Chłopiec doznał oparzeń III stopnia twarzy, obu rąk i uda. Mocno poparzone zostały także drogi oddechowe. Lekarze w Szczecinie przeprowadzili pierwsze przeszczepy skóry. Niestety, z powodu martwicy musieli amputować Tomkowi trzy palce w lewej ręce.

- Jak leżał na oparzeniówce to zadzwonił do mnie i płakał. Pytałam, czemu płacze, a on odpowiedział: „Przyjdziesz, to zobaczysz. Lekarz zdjął mi opatrunki”. Nie był na to gotowy. Jak wytłumaczyć dziecku, że nie ma palców? On myślał, że odrosną – mówi mama chłopca.

Od wypadku minęło zaledwie dziewięć miesięcy, Tomek jest na początku mozolnej drogi do odzyskania sprawności i zdrowia.

- Jak wyszedł ze szpitala, to nie chciał na siebie patrzeć w lustrze. Musieliśmy go namawiać, żeby to przełamał i zaczął siebie akceptować. Tak już będzie i on musi z tym żyć – dodaje mama chłopca.

Długa droga do zdrowia

Tomek może liczyć na ogromne wsparcie mamy i jej partnera Leszka. Mieszkają razem na wsi w województwie lubuskim. Pani Bogumiła, nie pracuje, bo Tomek wymaga jeszcze dużej pomocy w życiu codziennym. Pan Leszek jest marynarzem, pływał na dalekich trasach. Na razie nie bierze długich zleceń, by być z rodziną.

- Nie mogę za bardzo niczego wziąć do ręki. Mam problem, żeby coś mocno złapać i utrzymać – przyznaje chłopiec.

Tomek chodzi do drugiej klasy. Z powodu częstych konsultacji lekarskich i pobytów w szpitalach, na razie uczy się w domu, indywidualnie.

- Chciałbym już wrócić do szkoły i spotkać się znowu z kolegami. Bo tak to jestem tutaj samotny - mówi.

Spotkania z kolegami to rzadkość, ale każda zabawa z rówieśnikami sprawia mu ogromną radość.

- Tomek jest moim najlepszym kolegą. Jest zabawny, opowiada dużo śmiesznych rzeczy. Jak tylko przyjeżdża, to rzucam wszystko i chcę się z nim widzieć. Przed wypadkiem mówili na nas „klony”. Wyglądaliśmy tak samo, robiliśmy to samo – opowiada Michał, przyjaciel Tomka.

- Wypadek Tomka zmienił tylko wygląd, ale to nic, nie zwracam na to uwagi – dodaje chłopiec.

Problemy ze wzrokiem

Tomek ma problemy ze wzrokiem od urodzenia.

- Urodził się niewidomy, ale nie wiedzieliśmy o tym na początku. Miał jaskrę, zaćmę, oczopląs, zrośniętą siatkówkę z tęczówką i wiele innych zrostów. Lekarze nie dawali wielkich szans, że on w ogóle będzie widział. Pani doktor powiedziała, że jak się uda, to będzie cud – mówi mama 10-latka.

Chłopiec przeszedł już sześć operacji oczu. Usunięto zaćmę i wszczepiono soczewki. Jego wadę wzorku udało się zniwelować z plus 23 dioptrii, do plus 2.

Niestety, podczas wypadku, soczewka w prawym oczu przesunęła się i należało poprawić jej położenie. Po kilku tygodniach od operacji towarzyszymy w kontrolnej wizycie u okulisty.

- Pięknie zniosłeś tę operację. W jednym i drugim oku wszystko jest prawidłowo – mówił 10-latkowi Karol Korżel, okulista.

- Startowaliśmy praktycznie od zera. Teraz jest bardzo duży postęp, widzenie Tomka jest już na poziomie użytecznym, dzięki czemu świetnie się rozwija. Dobre okulary plus ćwiczenia jeszcze poprawią ostrość widzenia Tomka – dodaje okulista.

Kolejne operacje

Przed Tomkiem, jeszcze wiele operacji i zabiegów. Wiadomo, że operacje rąk mogą być płatne. To koszt nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Potem konieczna będzie rehabilitacja.

- Po tym wypadku nie umiałam sama tego wszystkiego ogarnąć. Wszystko się ułożyło, z oczami Tomka było coraz lepiej i nagle znów, musimy zacząć od nowa. Tłumaczę Tomkowi, że musi być dzielny, że da radę. Sama też muszę być twarda, albo udawać, żeby i on dał radę - mówi pani Bogumiła.

 

Wspólnie z nami możesz pomóc Tomkowi oraz innym podopiecznym Fundacji TVN. Wystarczy wysłać SMS na numer 7126 o treści POMAGAM (1,23 zł z VAT).

Historię Tomka przedstawiamy w ramach naszej corocznej akcji na rzecz podopiecznych Fundacji TVN. W kolejnych reportażach, kolejne dzieci opowiedzą o tym, z czym muszą zmagać się, na co dzień. Warto pomagać!

SMS 7126 o treści POMAGAM (1,23 zł z VAT)
Wspieram online bit.ly/2xyuSkb

Dodaj komentarz