- To jest chlew. Odszykowałem i mieszkam. Nie ma tu ani prądu ani wody. Zostałem wyrzucony z domu. Moje rzeczy stały na podwórku - opowiada Mariusz Klimowicz.

Mariusz ma prawo mieszkać w domu. Jest w jednej czwartej jego właścicielem. Jednak matka nie akceptuje związku syna z jego partnerką i dlatego nie stosuje się do postanowienia sądu.

- Sąd wydał postanowienie, w którym zobowiązał pozostałych spadkobierców, aby udostępnili panu Mariuszowi całą nieruchomość. Zostało też wydane postanowienie o zagrożeniu grzywną jeżeli matka pana Mariusza nie  będzie wykonywała tego postanowienia. Jeżeli jej postępowanie będzie w dalszym ciągu takie jak dotychczas istnieje możliwość wymierzenia grzywny za to, że nie wykonuje postanowienia sądu – mówi Agnieszka Żegarska, Sąd Okręgowy w Olsztynie.

Problemy w relacjach z matką trwają od lat. W przeszłości ograniczono jej prawa rodzicielskie. Chłopców skierowano do szkół specjalnych. Jednak dzieci były wciąż źle traktowane i zmuszane do pracy. Jedynym wsparciem była dla nich ciotka.

- Sytuacja w tej rodzinie niepokoi mnie już od 1986 roku. Matka wówczas zamykała w domu dzieci same, w zimnym pomieszczeniu, nie było szyby, niczego. Tylko same kraty. Dzieci były głodne. Na interwencję przyjechała wówczas policja. Policjant zbierał z sadu na wpół zgniłe jabłka, żeby czymkolwiek te dzieci nakarmić. Nie mogły normalnie uczęszczać do szkoły. Nie mówiły, tylko wydawały dźwięki jakbyśmy znaleźli się w zoo. Nigdy nie były na tyle niedorozwinięte tylko zaniedbane. Ojciec i matka nigdy nie poświęcili im wystarczająco dużo czasu - mówi Bożena Wąsowska, ciotka Mariusza.

Dom jest duży, ale zagracony bibelotami. Matka jest uzależniona od gromadzenia rzeczy ze śmietników. W przeszłości zmuszała do tego również dzieci.

- Całe swoje życie ciężko pracowali. Mariusz skarżył się, że tracił przytomność z głodu. Te dzieci często do mnie przyjeżdżały. Kilkanaście lat temu pomagałam starszemu, który mieszkał w budzie zbitej z folii i płyt. Zbierał śmieci i za to się utrzymywał. Nigdy ich nie kochała, to człowiek bez serca – twierdzi Bożena Wąsowska, ciotka Mariusza.

- On mi pół zdrowia zjadł. Tym, co mi teraz robi. Moje dzieci są dobrze chowane. Nigdy ich nie zamykałam i nie biłam – zapewnia jednak Grażyna Klimowicz, matka Mariusza.

Problemy rodziny Klimowiczów są znane gminie od lat. Urzędnicy traktowali je jednak powierzchownie.

- Bardzo współczuję panu Mariuszowi, nie powinien w takich warunkach mieszkać. Jeśli chodzi o lokal zastępcy, my w swoich zasobach takich lokali niestety nie posiadamy. Ale mogę obiecać, że może w sposób mniej oficjalny, mniej urzędniczy a bardziej mediacyjny, popracujemy z tą rodziną, tak żeby mogli spróbować ze sobą normalnie rozmawiać - zapewnia Daniel Zadworny, sekretarz Gminy Dywity.

Pan Mariusz ciągle mieszka w chlewie, rodzina nie pogodziła się. Z naszych informacji wynika, że do zapowiadanych mediacji do tej pory nie doszło.

 

 

 

Aktualizacja:

Bardzo dziękujemy za Państwa odzew, chęci  wsparcia i dobre słowa kierowane do pana Mariusza.

Wszelkie zgłoszenia i oferty pomocy prosimy kierować bezpośrednio do cioci naszego bohatera, pani Bożeny pod adres: rybenkaw62@wp.pl

Dodaj komentarz