Małżeńskie problemy

Marek i Anna poznali się w 2007 roku. Rok później byli już małżeństwem. Po dwóch latach urodziła im się córka Dominika.

Marek Garski, na co dzień pracował jako funkcjonariusz operacyjny w Komendzie Miejskiej Policji w Sosnowcu. Zajmował się przestępstwami gospodarczymi.

- Pamiętam, że wspomnieli kilka razy o tym, że między nimi nie jest dobrze. Jak zaczęłam dopytywać, to zmieniali temat. Syna też pytałam, ale wiadomo, nie mieli obowiązku się zwierzać – wspomina Regina Garska, matka Marka.

Z relacji Marka Garskiego wynikało, że w dniu, w którym zaginęła jego żona, doszło w ich domu do małżeńskiej sprzeczki, po której kobieta w emocjach miała wyjść z domu.

Mijały kolejne dni bez kontaktu z kobietą. Zaniepokojona matka zaginionej zaczęła sugerować policji, że za sprawą może stać jej zięć.

- Byłyśmy z Anią przyjaciółkami. Czuję się winna, że wtedy, gdy mnie najbardziej potrzebowała nie było mnie razem z nią. To poczucie to mój największy problem do dziś. Nie przewidziałam tego  - wyznaje pani Michalina Kaczyńska, matka Anny.

Logowanie telefonu

Żeby zweryfikować zeznania Garskiego policjanci drobiazgowo przeanalizowali logowanie się ich telefonów komórkowych. Dość szybko pojawiło się sporo pytań i wątpliwości.

Z zeznań Garskiego wynikało, że żona miała wyjść z domu o 22:30. W tym czasie jej telefon cały czas logował się w okolicach domu, podobnie jak telefon jej męża, który z kolei przekonywał, że o tej godzinie szukał żony w okolicach katowickiego dworca.

- Dziwne wydało mi się to, że Garski szukał żony w okolicach dworca bez telefonu. W tym czasie ich dwuletnie dziecko musiało przecież zostać samo w domu – mówi  Artur Kubacki, były funkcjonariusz Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach i dodaje: On po prostu chciał sprawić wrażenie, jakoby kobieta miała udać się na dworzec celem wyjazdu z miasta. Mylił tym samym nasze tropy.

Poszlak było więcej. Policjantów zdziwiło, że Anna wychodząc z domu nie zabrała kluczy. Przez kolejne miesiące nie dawała znaku życia, nie wypłaciła nigdzie pieniędzy z bankomatu mimo, że miała rachunki w dwóch bankach, nie była u lekarza, nie była legitymowana, nie wsiadła do samolotu. Z dnia na dzień coraz bardziej jasne stawało się, że  śledczy nie poszukują już żywej osoby, a ciała zaginionej kobiety.

Romans

W takcie śledztwa, policjanci ustalili, że Marek Garski miał romans z koleżanką z pracy.

- Ania rozmawiała na temat romansu męża ze mną i ze swoją siostrą. Nasz błąd polegał na tym, że nie wierzyłyśmy, że ten uczynny, miły Maruś mógłby mieć romans w pracy – przyznaje matka zaginionej.

Zdaniem śledczych związek z inną kobietą mógł być motywem zbrodni. Marek Garski obiecywał jej, że zostawi dla niej żonę.

- Potem już o tym [o podejrzeniach romansu męża – red.] nie mówiła, czasem coś w żartach rzuciła. Okazało się, że intuicja jej nie zawiodła, miała rację – wspomina matka zaginionej.

Przyjęta przez śledczych wersja zakładała, że Marek Garski pokłócił się z żoną, a następnie, kiedy Anna poszła się wykąpać Marek wszedł do łazienki i udusił ją kablem od suszarki do włosów bądź utopił. Następnie miał włożyć ciało do dużej walizki, która jak ustalono zniknęła z domu i znieść ją do garażu. Walizkę włożył do bagażnika samochodu, którym w nocy wyjechał z domu by ukryć ciało.

Wyrok

Sąd wymierzył Garskiemu karę bezwzględną piętnastu lat pozbawienia wolności. Wyrok jest nieprawomocny. Obrońcy już złożyli apelację, podobnie jak prokurator, który żądał dwudziestu pięciu lat pozbawienia wolności.

Matka skazanego nie wierzy w winę syna.

- Na pierwszym widzeniu w areszcie śledczym, kiedy poszłam i go zobaczyłam, syn, tak jak my miał łzy w oczach. Powiedział: „Mamo, ratujcie mnie. Nic nie zrobiłem”. Ja mu wierzę. On nic nikomu by złego nie zrobił. Nie muszę zadawać pytania, czy ma coś z tym wspólnego, bo wiem, że nie ma – przekonuje Regina Garska.

Zdaniem kobiety, zaginiona Anna Garska żyje i ukrywa się przed nimi za granicą.

- Mogła mu zrobić na złość. Zaplanować to swoje zaginięcie. Wydaje mi się, że ona żyje, gdzieś jest i ma się dobrze. Tak się mówi, że matka, by dziecka nie zostawiła, ale ile znamy takich przypadków?


Dłuższa wersja reportażu, w tym wywiad ze skazanym nieprawomocnie Markiem Garskim już jutro w Superwizjerze na antenie TVN 24 o godzinie 20 oraz we wtorek o godzinie 23.35 w TVN.

Dodaj komentarz