Zdalne nauczanie

Wielu dzieciom w Polsce brakuje sprzętu do nauki online. Pomóc miały szkoły i ministerialny program, z którego gminy mogły dostać pieniądze na komputery i podłączenie ich do sieci.

Rodziny romskie z osady w Maszkowicach zdane są jednak głównie na siebie.

- Kto umie i może to pomaga dzieciom w nauce. Wczoraj była tu nauczycielka i przyniosła malowanki dla młodszych dzieci. Te starsze, które na przykład mają w tym roku egzamin muszą sobie radzić same – przyznaje Robert Szczerba, wójt osady romskiej.

- Zawsze było tak, że Romowie są na ostatnim miejscu. O nas mówi się tylko wtedy, jak stanie się coś złego. Jeśli potrzebujemy pomocy, nikt nas nie widzi, ani nie słyszy – dodaje Magdalena Szczerba.

Zobacz także: Kleszcze mogą pomoc w leczeniu ciężkich przypadków Covid-19

W osadzie mieszka około czterdzieścioro dzieci. Większość z nich to uczniowie szkoły podstawowej. Dzieci nie mają dostępu do sprzętu, co więcej rodzice nie zawsze umieją pomóc im w lekcjach. Ten problem dotyczy także dwóch romskich ósmoklasistek, które w tym roku mają zdawać egzamin.

- Zadzwoniłam do dyrektora szkoły z pytaniem, na jaką pomoc mogą liczyć dziewczyny, która mają w tym roku egzamin ósmoklasisty. Usłyszałam, że mają ściągnąć Librusa i niech się same uczą. Córka chce się uczyć, a jest pomijana. Do innych dzieci nauczycielka dzwoni, do naszych nie – opowiada Marzena Szczerba.

Brak dostępu do internetu i sprzętu można było rozwiązać. Ministerialne pieniądze dały gminom możliwości nawet na założenie sieci internetowej. Wójt gminy zdobył z tego programu 66 laptopów.

- Gmina Łącko zrealizowała projekt przeciwdziałający wykluczeniu cyfrowemu. Beneficjentami projektu były także rodziny z osiedla romskiego – twierdzi Jan Dziedzina, wójt gminy Łącko i dodaje: Nie widzę powodu, dla którego szkoła w Maszkowicach miałaby być traktowana w nadzwyczajny sposób.

- Chodzi o to, żeby nasze dzieci skończyły szkołę i miały lepiej niż my. Walczymy o dzieci, nie siebie – ripostuje mieszkanka osady.

Zobacz także: Ministerstwo Zdrowia zmniejszy liczbę szpitali jednoimiennych

Getto

Wioska romska w Maszkowicach pod Nowym Sączem powstała około 50 lat temu. Romowie byli na tym terenie tolerowani i pozwolono im żyć w po swojemu. W miarę upływu czasu zmieniały się i władze i mentalność. Świat szedł do przodu, a wioska romska zaczęła być traktowana wyłącznie jak kłopot, który trzeba przerzucić na kogoś innego.

- Sprawa podejścia do nas nie zmienia się. To stoi w miejscu, a niekiedy jest gorzej niż było. Chcielibyśmy, żeby nasze dzieci, nie przeżywały tego, co my, ale to bardzo trudne. To osiedle to getto – wyznaje Marcin Szczyrba.

Problemy z edukacją nie są w wiosce nowością, jednak w trudnym czasie tym bardziej konieczne jest, by zadbać o edukację romskich dzieci, które już na starcie edukacji mają swoje problemy. Przychodząc do szkoły, nie znają języka polskiego, ich słabo wykształceni rodzice nie potrafią im pomóc, a samym dzieciom, jak twierdzą Romowie, wytykana jest inność.

- Jest nam ciężko. Niektóre z naszych dzieci potrafią pisać, czytać, chłoną wiedzę, ale z innymi trzeba pracować więcej, to nie jest takie proste – podkreśla Andrzej Szczerba, asystent ds. kontaktów ze szkołą.

Zobacz także: Jak dzieci przenoszą koronawirusa SARS-CoV-2?

Program wykluczenia cyfrowego był realizowany jeszcze długo przed pandemią i dotyczył zaledwie kilku rodzin z ponad 200 mieszkających w osadzie.

- Z dziećmi z osady w Maszkowicach kontaktujemy się przez asystentów. Wiemy, że nie ma tam internetu i to duży problem – przyznaje Antoni Łazarz, dyrektor szkoły podstawowej w Maszkowicach i dodaje: Z prośbą o pomoc w zakupie laptopów dla piętnaściorga dzieci zwróciłem się do wójta, ale także do kuratorium oświaty. Piątka to były polskie dzieci, pozostałe romskie. Sugerowałem zakup tabletów, bo są tańsze, więc można było kupić ich więcej. Gmina zdecydowała się jednak na laptopy.

Ostatecznie szkoła dostała z gminy sześć laptopów. Choć potrzebujących dzieci romskich było znacznie więcej niż polskich, romskie dzieci z tych sześciu otrzymały dwa.  Jeśli chodzi o założenie sieci, przewody zostały założone, ale na razie nic nie działa.

- Z tego, co wiem prace nad założeniem internetu trwają. Jest słup z nadajnikiem wyłącznie. Stanął tu kilka miesięcy temu i na tym poprzestano – kończy Andrzej Szczerba.

Więcej informacji na temat koronawirusa znajdziesz na stronie Zdrowie.tvn.pl >>>

Zdrowie.tvn.pl
Zdrowie.tvn.pl