O Krystianie W., znanym jako „łowca nastolatek”, zrobiło się głośno po śmierci 14-letniej uczennicy gdańskiego gimnazjum Anaid Tutghushyan. 8 marca 2015 roku nastolatka wskoczyła pod pędzący pociąg.

- Musiała się czymś bardzo załamać w sobotę. Po spotkaniu z Krystianem W. – mówiła w rozmowie z Uwagą! Joanna Tutghushyan, matka Anaid.

- Nie miała myśli samobójczych, nie była zdołowana. Musiał być wielki powód, że zrobiła coś takiego – podkreślała Kamila Skiba, siostra 14-latki.

- Zadzwoniła do mnie w sobotę i powiedziała, że ją zgwałcił. Trochę płakała i rozłączyła się. Nie powiedziała kto – dodała koleżanka Anaid.

Śledztwa Uwagi!

Niespełna dwa miesiące później matka zmarłej dziewczynki poinformowała redakcję Uwagi!, że domyśla się, kto odpowiada za śmierć jej dziecka.

Po ustaleniu, że dzień przed tragedią Anaid spotkała się z blisko 40-letnim Krystianem W., zamieściła w sieci apel, by zgłaszały się do niej osoby, które znają mężczyznę. Odpowiedziało kilkanaście dziewczyn. Odtąd pani Joanna z pomocą reportera Uwagi! prowadziła prywatne śledztwo.

Zeznania nastolatek, do których dotarliśmy, okazały się wstrząsające.

- Spotkaliśmy się pod moim domem w samochodzie. Jechaliśmy i w końcu on wjechał w las. Zgasił silnik i powiedział, że będzie siedział nawet do rana, ale mam się zdecydować, czy chcę coś zrobić… Chciał ze mną uprawiać seks za pieniądze. Powiedział to wprost.

- Pojechaliśmy nad jezioro, tam zaczął się do mnie dobierać. Powiedziałam mu, że nie chcę. Na początku odpuścił. Ale później zaczął się do mnie gwałtownie dobierać i ściągać wszystkie ubrania. Rozpłakałam się. Wysiadłam z samochodu i uciekłam. Za każdym razem jak mnie widzi, to się ze mnie śmieje. Mówi, że i tak tego dokona, jeżeli będzie chciał – przywoływała inna ofiara.

- Zatrzymał się na jakimś polu i mówi; „Robisz l…, czy chcesz się kochać?”. I że i tak nikt mnie nie usłyszy. Zaczęłam płakać, pytać, czy tak lubi dziewczyny na siłę... Potem ciągle dzwonił i straszył mnie, że mam patrzeć za siebie i wie, gdzie mieszkam – mówiła kolejna ofiara.

Obiecywał pracę i mieszkanie

W jednym z reportaży opisaliśmy historię dziewczyn, które W. poznał przez internet i pod pretekstem załatwienia pracy, zabrał do Pucka.

- Zwierzałam mu się z problemów. Powiedział, że załatwi mi i koleżance pracę i mieszkanie. Pojechałyśmy z nim. Były tam drzwi na kod, nie było okien. Dał nam alkohol. Wyjął narkotyki i powiedział, że jak któraś z nas nie weźmie, to spełni jedno jego życzenie – relacjonuje jedna z dziewczyn.

- Powiedziałam, że chcę wyjść. On powiedział, że jak chcę wyjść, to mam spełnić jego jedno życzenie. Cały czas wygadywał coś z życzeniami. Że za taksówkę mamy mu oddać, że za jedzenie, bo wziął nas po drodze do Maca. Otworzył jedne drzwi na kod. Koleżanka wtedy wyszła, ale zaraz je zamknął. Pukała, żeby mnie wypuścił. Ale on mnie wtedy już pociągnął po schodach, bo tam było drugie pomieszczenie u góry.

„Postępowanie jest w toku”

„Łowca nastolatek” ofiar szukał głównie w niezamożnych dzielnicach, a kiedy część dziewcząt zgłaszała się na policję, powoływani biegli nie dawali im wiary. Trudno poznać skalę zjawiska, bo każdą sprawą zajmowała się inna jednostka.

To matce Anaid udało się dotrzeć do większej liczby świadków dziwnych zachowań Krystiana W. niż prokuraturze.

- Matka wykazuje się inicjatywą i przekazuje nam pewne informacje. My te informacje weryfikujemy – zapewniała Grażyna Starosielec z Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Śródmieście.

- Postępowanie jest w toku, cały czas pojawiają się nowe okoliczności, przesłuchiwani są kolejni świadkowie. W zależności od treści podejmowane są decyzje, co do wykonywania dalszych czynności dowodowych – dodała Starosielec.

Spotkanie z „Krystkiem”

Reporter Uwagi! spędził blisko tydzień na obrzeżach Wejherowa. Podejrzewał, że w jednym z domów mieszka Krystian W., ale mężczyzna – wiedząc o śmierci Anaid – ukrywał się przez otoczeniem. W końcu jednak wyszedł. Wówczas udało się porozmawiać z W.

- Po co się pan spotykał z Anaid?

- Wie pan co, ja ją parę razy na oczy widziałem.

- Wiedział pan, że ma 14 lat?

- Później tak. Miała 15.

- Nie, 14.

- No dobra.

- Dlaczego pan nie poinformował mamy Anaid, że się z nią spotyka?

- Tłumaczę panu, Anaid miała zły kontakt z mamą.

- Pan to wie?

- Wiem, z relacji Anaid.

- Co pan z nią robił w sobotę 7 marca przez cały dzień?

- Anaid z tego, co mówiła chciała pożyczyć pieniądze. Była smutna. Nie pamiętam dokładnie.

- Często pan zawozi dziewczynki poniżej 18. roku życia do lasu?

- Nie wywożę do lasu. Jak jeżdżę, zawsze pytam, gdzie chcesz pojechać.

- Nie jeździł pan nigdy z nastoletnimi dziewczynami poniżej 18. roku życia do lasu?

- Raczej nie.

- Nie?

- Nie.

- A gdzie?

- Tam, gdzie sobie zażyczą.

Przełom

Mimo wieloletnich zaniedbań policji i prokuratury, reporter Uwagi! dostrzegł szansę na to, by utorować organom ścigania drogę do ukarania Krystiana W. Tą szansą było znalezienie Anny, którą Krystek miał wykorzystać, gdy miała 15 lat.

- Takiej sytuacji i takiej twarzy nie da się zapomnieć. [Krystian W. -red.] skręcił w stronę lasu i powiedział, że albo zrobię to, co on chce, albo do domu już nigdy nie trafię. Zaczął się do mnie dobierać, rozrywać moją bieliznę i ciuchy. Wyzywać mnie od małych szmat. Gdy robiłam to, co chciał – wszystko nagrywał na swój telefon. Później po wszystkim pokazywał mi filmiki, które ma na telefonie. Były na nich, myślę 13-, 14-, 15-letnie dziewczynki, które tak samo płakały.

Krystian W. poznał Annę przypadkiem na zakupach, odbiegała ona od typowego profilu jego ofiar. Biegły uznał zeznania dziewczyny za wiarygodne, a śledztwo umorzono wyłącznie z powodu niewykrycia sprawcy, bo Anna znała tylko jego imię. Rozpoznanie przez nią gwałciciela, choćby po latach, musiało spowodować wznowienie śledztwa.

W końcu „Krystek” trafił do aresztu pod zarzutem wykorzystania Anny. Przełomem było przeszukanie w jego domu i znalezienie kilku telefonów. Odzyskano z nich ponad sto filmów, na których rejestrował dokonane przez siebie gwałty.

Modne kluby

„Krystek” często proponował nastolatkom pracę.

- Zapytał, czy bym nie potrzebowała pracy i umówiliśmy się w Sopocie, żeby zobaczyć kluby, w których mogłabym pracować. Dziwnie się czułam, jak wchodziliśmy i ochroniarz mnie pytał o dowód, a Krystian mówił: „Ona jest ze mną”. To było w Dream Clubie, a drugiego nazwy nie pamiętam – opowiadała jedna z dziewczyn.

Czy pracodawcy Krystiana W. mogli nie wiedzieć o jego działalności? O tym, że bardzo lubi młode dziewczyny?

- Nie sądzę, bo dużo znajomych go zna. Wiele moich kolegów mówiło, że to jest stary zboczeniec. Że handluje ciałem, żywym towarem. Według mojej wiedzy działał nie dwa, trzy lata, tylko ciągnęło się to długi czas – mówiła jedna z dziewczyn.

Szybkie samochody i ekskluzywne jachty

„Krystek” siedział w areszcie. Pytanie o jego mocodawców pozostawało bez odpowiedzi. Wszystkie tropy prowadziły do firmy prowadzącej modne sopockie kluby, jak wspominany Dream Club z huśtającymi się pod sufitem półnagimi dziewczynami, czy ekskluzywną Zatokę Sztuki, która dysponowała plażą.

Krystek miał być w firmie jedynie kierowcą. Wówczas spotkaliśmy się z przedstawicielami Zatoki Sztuki.

Marcin T. zapewniał, że o powoływaniu się Krystiana W. na możliwości, jakie ma w firmie, dowiedział się z mediów.

- Żaden z nas nie ma pana Krystiana wśród znajomych na Facebooku, nie wiemy, na co się powoływał – mówił T., współtwórca i były współwłaściciel sopockich klubów, m.in. Zatoki Sztuki.

Luksusowy jacht, którym chwalił się „Krystek”, nie był jego własnością.

- Pan Krystian oprócz tego, że wstawiał sobie zdjęcia jachtu nie miał do niego kompletnie dostępu. Raz był w trakcie przetransportowania jachtu z Sopotu do Pucka. I raz 15 minut przepłynął się jachtem po Zatoce Puckiej. Przy sprzątaniu jachtu, jak jacht cumował – twierdził T.

Niedługo później Marcina T. przesłuchano jako podejrzanego m.in. o pedofilię i współżycie z inną małoletnią za pieniądze, ale Zatoka Sztuki działała dalej. Prowadzenie „prywatnego domu kultury” przejęła siostra Marcina T.

- Cały czas działamy. Przygotowujemy kolejne wydarzenia kulturalne i artystyczne. Przygotowujemy się do sezonu – mówiła Natalia Turczyńska-Schmidt, prezes fundacji „Zatoka Sztuki”.

Treść zarzutów kierowanych pod adresem jej brata nazwała kłamstwem.

12-latka

W trakcie naszego śledztwa dotarliśmy do dziewczyny, która miała poznać „Krystka” i Marcina T. mając 12 lat.

- Poznałam go, jak byłam w szóstej klasie szkoły podstawowej. Zaczął proponować pracę, kluby – mówi Marta.

Huśtawki?

- Tak. Cały czas zapraszał mnie do Zatoki Sztuki. Byłam z nim pod klubem Blue Velvet. Tam poznałam jeszcze jednego pana, pana Marcina. Który pytał Krystiana, czy już proponował mi pracę.

- Krystian zapytał w recepcji o Marcina, dali mu klucz do pokoju. Weszłam tam i poczułam się źle. Traciłam świadomość, a kiedy leżałam na łóżku poczułam, że Krystian zaczyna mnie dotykać. Wykorzystał mnie. Wykorzystał i nagrał z tego filmik – dodaje inna dziewczyna.

Zatoka Sztuki

Kiedy rozpoczął się proces „Krystka” i Marcina T., prezydent Sopotu wypowiedział umowę na dzierżawę budynku Zatoki Sztuki, ale właściciele klubu nie chcą go oddać i działają pod zmienioną nazwą. Klub, który jeszcze kilka lat temu należał do najmodniejszych w Polsce i szczycił się wizytami setek znanych osób, na zawsze pozostanie synonimem „złego smaku” i symbolem jednej z największych afer pedofilskich w Polsce.

„Ten rozdział nigdy się nie zamknie”

Pytanie czy Krystian W. działał tylko dla siebie, czy też dla kogoś zadaliśmy policjantowi, który zajmował się sprawą.

- W ramach postępowania ustaliliśmy, że co do niektórych dziewczyn były takie sytuacje. Zresztą ma za to zarzuty, że załatwiał te dziewczyny dla kogoś innego, dla kolegów, przyjaciół – mówi.

Czy w śledztwie był moment, kiedy Krystian W. się załamał i zaczął współpracować?

- Nie. On cały czas odmawiał składania wyjaśnień – dodaje funkcjonariusz.

Z dziennikarskiego śledztwa w sprawie jednej z największych afer pedofilskich w Polsce Uwaga! może dumna, choć kilka pytań nie doczekało się odpowiedzi.
Wciąż nie wiemy, czy ktokolwiek poza Marcinem T. wykorzystywał w Zatoce Sztuki szantażowane przez Krystka nastolatki.

Bez odpowiedzi pozostało też pytanie o związek „łowcy nastolatek” z tragiczną śmiercią Anaid.

- Myślę, że dla mnie nigdy nie zamknie się ten rozdział. Na pewno dużo pomogą sprawiedliwe wyroki. Najważniejsze, żeby on siedział i nie skrzywdził żadnej innej dziewczyny.

Dodaj komentarz